Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dlaczego faceci nie chcą dzieci?


Zazwyczaj bronimy się przed czymś, czego się boimy, co wymaga pracy, zabiera osobistą przestrzeń i uwagę innych.

Coraz częściej, zarówno od koleżanek, jak i obcych mi kobiet (w listach), słyszę i czytam pytanie: „dlaczego mój mąż nie chce drugiego dziecka? Teoretycznie powinien chcieć: kochamy się, jesteśmy zdrowi, stać nas”… Nie mnie odpowiadać na tak intymne kwestie. Jednak skala zjawiska jest chyba na tyle duża, że warto wspólnie przeanalizować kilka problemów. By zadać sobie kilka pytań.


Zazwyczaj bronimy się przed czymś, czego się boimy. Bo potencjalnie trudne, bo teoretycznie może nam zaszkodzić. Pierwsze dziecko? Taki mus, nic nie poradzisz: żona chce, nazwisko trzeba przekazać i teściowa nie daruje. Ale drugie? Starczy już tego dziecięcego ambarasu! 
Zazwyczaj bronimy się też przed czymś, co wymaga pracy. Owszem, dziecko pracy wymaga. Wstawania w nocy, chodzenia na spacerki. Wymaga też pieluch, które są drogie. Ubrań, które są jeszcze droższe. I wymaga bycia! Czyli rozmów, chodzenia po lesie i wspólnego czytania książek. A w przyszłości: wymaga czasu i mądrej dyscypliny, dużego emocjonalnego zaangażowania. Więc z jednym dzieckiem wygodny świat jest jeszcze w miarę do ogarnięcia. Ale z dwójką czy trójką dzieci?

Jeśli kogoś przerasta dzieciowy wysiłek i woli swobodne wycieczki na Karaiby, to faktycznie – decyzja o powołaniu na świat drugiego potomka może być nie do udźwignięcia. Ale Karaiby kiedyś się i tak skończą…
Zazwyczaj bronimy się w końcu przed kimś, kto… zabiera osobistą przestrzeń. Tylko czy naprawdę dziecko przestrzeń zabiera? Być może na początku tak się wydaje, gdy z wolnego żonkosia staliśmy się „zniewolonym” tatuśkiem. Ani na piwo z kumplami, ani z (niegdyś) piękną żoną na imprezę wyjść (bo akurat karmi…). Jednak z czasem właśnie kolejne dzieci (można wierzyć lub nie) pozwalają właściwą, dobrą przestrzeń odzyskać. Dla siebie, żony i dla całej rodziny. I nawet czas się jakoś mnoży wraz z kolejnymi dziećmi!


Zazwyczaj też bronimy się przed osobami, które zabierają nam uwagę innych. „Od kiedy moja żona urodziła syna, ja się już dla niej nie liczę” – pisze młody ojciec na internetowym forum. Być może to egoistyczne odczucie. Być może jednak sprawa jest poważniejsza. Małżonkowie, którzy spieracie się o kolejne dziecko, pomyślcie o podanych powyżej „zazwyczaj”. Dodajcie własne i… rozmawiajcie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także