Nowy numer 49/2020 Archiwum

Waszyngton patrzy

Korzystając w internecie z usług amerykańskich firm, dajemy rządowi USA możliwość inwigilacji na wielką skalę.

Korzystając z poczty elektronicznej, portali społecznościowych czy Skype'a umieszczamy w internecie informacje, które nas dotyczą. Na podstawie danych ze wszystkich tych usług można dowiedzieć się o użytkownikach niemal wszystkiego. Nic dziwnego, że specsłużby chcą korzystać z takich informacji bez ograniczeń. Ujawnienie przez „The Washington Post” i brytyjski „The Guardian” programu PRISM pokazało, że w USA ten dostęp był niemal niczym nieskrępowany.

(Nie)Zakazany owoc

Publikacje obydwu gazet ujawniają to, o czym spekuluje się od dawna. Amerykańskie specsłużby korzystają z danych, które gromadzą na nasz temat giganci internetu, tacy jak Google, Microsoft czy Facebook. Służby koncentrowały się oczywiście na cudzoziemcach, argumentując to wojną z terroryzmem. Inwigilacja Amerykanów podlega zresztą rygorystycznym przepisom prawnym. – Osobiście jestem zaskoczony jedynie szerokim dostępem do danych, jaki mogły uzyskać służby – mówi GN minister Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. Kiedyś, by zdobyć szczegółowe informacje na czyjś temat, służby musiały obserwować jego dom, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, kontrolować pocztę czy nawet grzebać w śmieciach. Dziś wystarczy inwigilować przez internet. Na przykład analiza klikania na facebookowy przycisk „lubię to”, zdaniem naukowców z Uniwersytetu Cambridge, pozwala na określenie z dużym prawdopodobieństwem nie tylko płci, wieku oraz rasy użytkownika, ale także jego ilorazu inteligencji, poglądów politycznych, orientacji seksualnej czy wyznania. A dysponując większą ilością danych, można wyciągnąć znacznie więcej wniosków.

Możliwość poznania preferencji sprzedażowych, kontaktów terrorystów, nastrojów w kraju, są łakomym kąskiem dla firm oraz służb specjalnych na całym świecie. Pokusa, by po takie dane sięgnąć, jest olbrzymia. I nie dziwi, że amerykańskie specsłużby to zrobiły. Tym bardziej że jako jedyne na świecie mają taką możliwość, gdyż dysponują technologią i pieniędzmi, o których inne służby mogą jedynie pomarzyć. Jak żartują Amerykanie, NSA – federalna agencja zajmująca się wywiadem elektronicznym – jest jedynym organem rządu, który słucha obywateli.

Internet jest amerykański

Amerykańskie firmy dostarczają najpopularniejsze na świecie rozwiązania. Wśród serwisów społecznościowych dominuje Facebook, a najpopularniejsze usługi poczty elektronicznej dostarczają Google (Gmail), Microsoft (Outlook i Hotmail) oraz Yahoo (Yahoo mail). Popularny telefon internetowy Skype, podobnie jak Dropbox – najpopularniejsza usługa do przechowywania plików w sieci, również należą do Amerykanów. W praktyce dane każdego internauty znajdują się bądź przepływają przez USA, więc w którymś momencie znajdują się pod jurysdykcją prawa amerykańskiego. Jeśli więc specsłużby zgodnie z prawem zwrócą się o udostępnienie danych, to nawet największe korporacje muszą to zrobić. – W UE poziom ochrony danych osobowych jest wysoki – mówi minister Wiewiórowski – natomiast Stany Zjednoczone nie są bezpiecznym krajem, by przechowywać tam informacje, zwłaszcza gdy nie jest się Amerykaninem – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama