Nowy numer 47/2020 Archiwum

My siejemy, Pan Bóg rozdaje…

O problemach Kościoła europejskiego, dynamicznym Kościele Afryki i wspólnotowej modlitwie, dzięki której Jezus uzdrawia, z abp. Henrykiem Hoserem rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Stolica Polski, Stadion Narodowy. Ponad 40 tys. wiernych i ciemnoskóry kapłan z Ugandy, charyzmatyk. Skąd w ogóle taki pomysł?

Abp. Henryk Hoser: Pomysł jest… zupełnie nie nasz. To przecież stała metoda spotykania się z wiernymi ojca świętego Jana Pawła II, który przemawiał do milionów ludzi na całym świecie, również ze stadionów. A 30 lat temu, 17 czerwca 1983 na ówczesnym Stadionie Dziesięciolecia spotkał się z Polakami. Na tamtym miejscu stoi teraz Stadion Narodowy. Modlitwa 6 lipca 2013 r. to swoiste przypomnienie wydarzenia bez precedensu: Jan Paweł II, mąż opatrznościowy, dał Polakom przesłanie, umocnił w wierze. Umocnił Kościół Polski poprzez modlitwę swoich wiernych. Tamto spotkanie: modlitwa, Eucharystia, tysiące ludzi, którzy jednoczą się w Jezusie, to doskonały wzór do naśladowania. Faktem jest, że prócz pielgrzymek papieskich w Polsce nie było potem tak wielkich, masowych wydarzeń religijnych. Zorganizowanie podobnego wydarzenia to przecież wielomiesięczna, gigantyczna praca rzeszy ludzi. Praca, dodajmy, całkowicie bezinteresowna, zorientowana wyłącznie na nową ewangelizację.

Ale dlaczego właśnie o. Bashobora został zaproszony? Słyszałam komentarze: „To już w Polsce nie ma kapłanów charyzmatyków?”.

Ksiądz Bashobora był w Polsce wielokrotnie. Po raz pierwszy w 2007 r. w Łagiewnikach. Spotkania, w których uczestniczył, modlitwy, którym przewodził, okazywały się pozytywnym doświadczeniem. Rekolekcje prowadzone przez niego dawały wielkie owoce. Myślę tu chociażby o spotkaniach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, w której o. John przebywał na zaproszenie bp. Edwarda Dajczaka. Jeśli dobro udało się na mniejszą skalę, pozwólmy dobru działać na skalę większą. I chciałbym bardzo mocno podkreślić: w całym spotkaniu na Stadionie Narodowym nie jest ważny ksiądz, który je prowadzi. Ważny jest Jezus! Nie przyjedziemy na spotkanie z o. Johnem, ale z Jezusem. Będziemy się wspólnie modlić, adorować Najświętszy Sakrament, uczestniczyć w Eucharystii, doświadczać jedności, powszechności Kościoła.

Ks. Bashobora to kaznodzieja, kapłan zajmujący się w Ugandzie sierotami. Ma ogromne doświadczenie życiowe, jest doktorem teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, poliglotą. To nie szaman z buszu, lecz katolicki kapłan, który w dodatku zna doskonale specyfikę Kościoła europejskiego.

Jedna z dziennikarek zarzuciła o. Bashoborze, iż ów „twierdzi, że potrafi wskrzeszać ludzi”. Na katolickich forach internetowych trwa zażarta dyskusja, czy kapłan z Ugandy „rzeczywiście uzdrawia”. Skąd te kontrowersje?

Ojciec Bashobora nigdy i nigdzie nie powiedział, że uzdrawia czy wskrzesza umarłych. Kapłan kieruje modlitwą, jest wśród grupy modlących się osób. Prowadzi modlitwę wstawienniczą, modlitwę prośby. A to, co dzieje się w wyniku tej modlitwy, nie jest przecież działaniem charyzmatyka. Uzdrowienia to nie czary-mary, to nie działanie czarodziejskie. To Boża ingerencja na skutek ludzkich próśb. To Bóg uzdrawia, wskrzesza. Co ważne: modlitwa o uzdrowienie jest stałym elementem każdej Mszy św. Ryt penitencjalny jest rytem uzdrawiania, a modlitwy przed komunią i po niej również mówią o uzdrowieniu, lekarstwie, jakim jest Eucharystia. Jezus mówi: „Twoja wiara cię uzdrowiła”. Natomiast skrajne reakcje na obecność wśród nas charyzmatyków wynikają z ignorancji. Ignorancja wywołuje emocje, powoduje podziały. Trzeba znać Kościół, Pismo Święte, żeby rozumieć i wierzyć… Istotą działania Kościoła jest kooperacja, współdziałanie. To cnota, która również jest istotną cechą Trójcy Przenajświętszej. Kooperacji w Kościele musimy się wciąż uczyć. Nie uda się stworzyć dobra w postawie izolacji, rozłączenia. Musimy łączyć podobne z podobnym, przekształcać społeczeństwo. Być jak ewangeliczne drożdże, które tworzą zaczyn pod kolejne, większe dobro.

Niektórym przeszkadza, że Stadion Narodowy będzie wykorzystany do celów religijnych…

Doprawdy, nie rozumiem, dlaczego wizja pokojowo modlących się ludzi na Stadionie Narodowym wywołuje emocje. Będziemy modlić się w miejscu, w którym rok temu odbył się wulgarny i bluźnierczy koncert piosenkarki pop. Nasza modlitwa nie ma zewnętrznego sponsora, nie jest organizowana za publiczne pieniądze. Wszystkie opłaty: za stadion, za nagłośnienie, billboardy itd., pokrywają sami wierni, którzy zechcą uczestniczyć w tym zupełnie niedochodowym spotkaniu.

Uczestniczył Ksiądz Arcybiskup w modlitwach o uzdrowienie?

Tak, doświadczyłem mocy wspólnotowej modlitwy o uzdrowienie, gdy pracowałem jako lekarz i misjonarz w Afryce. Poznałem tam ks. Emiliena Tardifa – twórcę ruchu charyzmatycznego z Kanady, misjonarza na Dominikanie. Ksiądz Tardif został też ekspertem od ruchów charyzmatycznych w Stolicy Apostolskiej. Gdy przebywałem w Rwandzie na początku lat 90. ub. wieku, ks. Tardif prowadził tam szereg rekolekcji, m.in. rekolekcje dla kapłanów z modlitwą o uzdrowienie. Zorganizowano też Mszę św. na tamtejszym stadionie narodowym. Brałem w niej udział razem z grupą lekarzy. I zostałem świadkiem przynajmniej jednego, bardzo spektakularnego uzdrowienia. We Mszy uczestniczyła pięcioletnia dziewczynka, która nie chodziła, o sparaliżowanych nogach po chorobie poliomyelitis (Heinego-Medina). W pewnym momencie rodzice zauważyli, że coś dziwnego dzieje się z córką. Zdjęli usztywniające aparaty z jej nóg. Dziecko wstało i zaczęło chodzić, choć jego mięśnie były jeszcze zanikowe, atroficzne. Uzdrowienia miały też miejsce w Kibeho, podczas objawień Maryjnych. Takie sytuacje trwają do dzisiaj. Poza tym fakty cudownych uzdrowień są stałym elementem procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych.

Afryka wierzy w Boże cuda. Europa ma z tym problem…

Tak. Afryka to kontynent, który wierzy, stawia na życie, afirmuje je, jest pełen dzieci. W Afryce całe społeczeństwa są zbudowane na bazie silnych więzów rodzinnych. Tymczasem Kościół w Europie przeżywa kryzys. Największy kryzys w skali całego świata: kryzys wiary, rodziny. Więc to my, Europejczycy, musimy czerpać z Afryki: uczyć się wiary, modlitwy, zaufania, relacji.

Rozumiem, że i takie są oczekiwania, nadzieje Księdza Arcybiskupa wobec ludzi, którzy przyjdą na Stadion Narodowy?

Zacytuję św. Pawła: „Ja siałem, Apollos podlewał, a Pan Bóg rozdaje”. Wszyscy, którzy organizują spotkania modlitewne, są narzędziami w rękach Opatrzności. A na owoce przyjdzie nam poczekać.

Być może jednak na spotkanie przyjdą ludzie wyłącznie głęboko wierzący, członkowie wspólnot itd. Letni katolicy zostaną w domu. Nadal będą Kościołem tylko z nazwy, nie identyfikując się z zasadami wiary czy własną parafią. W najlepszym wypadku, raz na jakiś czas, będą w niedzielę szukać „fajnych” kościołów, uprawiając churching.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama