Nowy numer 48/2020 Archiwum

Skok z kosmosu

Czasami pojawia się pomysł, który jest nie do zrealizowana. Którego nie da się wcielić w życie. Jest ciekawy, wizjonerski i szalony. I właśnie dlatego warto o nim pisać. Mimo że jest nierealny.

Jest nierealny dzisiaj, ale w przyszłości? To, co było nierealne 50 lat temu, dzisiaj wydaje się oczywiste. Internet, telefony komórkowe, badania mózgu, obcych planet czy DNA. A ostatnio skok człowieka z wysokości 40 km.

Kolejny rekord

W październiku 2012 roku ze stratosfery skoczył Felix Baumgartner. On i całkiem spora grupa ludzi – fizjologów, fizyków, inżynierów – pracowali na to kilka lat. Na wysokości 40 km panuje temperatura minus 40 stopni Celsjusza, ciśnienie jest tysiąc razy niższe niż to na poziomie morza, a tlenu do oddychania nie ma wcale. Choć uważa się, że granica pomiędzy ziemską atmosferą a przestrzenią kosmiczną znajduje się na wysokości 100 km nad Ziemią, na wysokości 40 km, skoczek ma pod swoimi stopami ponad 99 proc. ziemskiej atmosfery. Pierwszych kilkanaście sekund Baumgartner leciał praktycznie w próżni i dlatego rozpędził się do 1357,60 km/h. W niezmiernie rzadkiej atmosferze przekroczył prędkość dźwięku. Stał się pierwszym człowiekiem, który dokonał tego, nie siedząc w samolocie. To wszystko – ogromna prędkość, niska temperatura, bardzo niskie ciśnienie, a przede wszystkim bardzo duży stres – spowodowało, że wyczyn Felixa Baumgartnera wymagał przekroczenia wielu granic. Nie tylko technologicznych, ale także czysto ludzkich. Od skoku ze stratosfery nie minął nawet rok, a świat obiegła informacja, że rozpoczęły się przygotowania do bicia kolejnego rekordu. Tym razem chodzi o skok z przestrzeni kosmicznej, czyli z wysokości ponad 100 km.

Brak technologii

Ta informacja brzmi jak z filmu science fiction. Ale taka nie jest. Ona jest tylko fiction. Dzisiaj ani w najbliższej przyszłości nie ma najmniejszych szans, by stworzyć skafander umożliwiający człowiekowi skok z takiej wysokości. Różnica pomiędzy skokiem z 40 km a skokiem ze 100 km jest bowiem zasadnicza. W pierwszym przypadku skoczek poruszał się bardzo szybko, jednak nie aż tak szybko, by rozgrzać się do bardzo wysokiej temperatury przy przechodzeniu przez ziemską atmosferę. Przy 100 km jest inaczej. Tutaj przez pierwszych kilkadziesiąt kilometrów obiekt porusza się praktycznie w próżni. Nic nie stawia mu oporu. Jego prędkość wzrasta więc do kilku tysięcy km/h. I gdy na wysokości 30–35 km nad powierzchnią ziemi zaczyna pojawiać się gęstniejąca atmosfera, cząsteczki powietrza rozgrzewają obiekt do kilku tysięcy stopni. I to nie jest chwilowy wzrost temperatury, tylko stan, w którym spadający w kierunku ziemi obiekt będzie przez kilka minut.

Jak można myśleć o skafandrze, który takie warunki wytrzyma, skoro nie wytrzymują ich poszycia niektórych promów kosmicznych? Zrzucić człowieka z kosmosu chcą trzy niewielkie amerykańskie firmy. Wyznaczyły sobie plan, który można nazwać albo naiwnym, albo obłąkanym. Chcą, by pierwsze skoki w nowym skafandrze odbywały się już za kilka lat. To nierealne, dlatego że dzisiaj nie dysponujemy żadną z technologii, która mogłaby zapewnić przynajmniej cień szansy na przeżycie kogoś, kto zdecyduje się na taki skok.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się