Nowy numer 47/2020 Archiwum

Łańcuch Tarnów – Bagandou

Z Elżbietą Wryk, naszą diecezjanką, dyrektorką szpitala w Bagandou w RCA, rozmawia Joanna Sadowska

Joanna Sadowska: Czym dla Was, jako misjonarzy, są tego typu akcje jak te ostatnie w Tarnowie?

Elżbieta Wryk: – Każda forma zainteresowania naszą pracą tutaj jest dla nas ważna. Daje poczucie, że nie jesteśmy zapomniani, daleko od swoich, zdani tylko na siebie. Świadomość, że są ludzie w większości przecież nam nieznani, którzy się za nas modlą, którzy są gotowi nam na różne sposoby pomagać dodaje sił, a także wiele konkretnych, materialnych środków, które staramy się dobrze wykorzystać dla dobra wielu potrzebujących. W konkretnym przypadku szpitala w Bagandou, który w całości swego funkcjonowania od początku istnienia, czyli od 2004 roku, jest finansowany przez diecezję tarnowską, trudno sobie wyobrazić naszą pracę bez zainteresowania innych. Poza modlitwą, która za nas nieustannie płynie, i akcjami Kolędników Misyjnych, którzy od wielu już lat zbierają ofiary na szpital, muszę wspomnieć także wielką pomoc, jaką od 5 lat niosą członkowie Stowarzyszenia Inicjatywa Młodzi Misjom.

Zaangażowanie wielu młodych ludzi, którzy kosztem swojego wolnego czasu, wakacji prowadzą animację w szkołach wszystkich poziomów, organizują zbiórki różnych rzeczy i którzy spakowali dwa kontenery dla Bagandou, jest dla nas znakiem Bożej opatrzności, która nad nami czuwa. Co znaczy „spakować” kontener długi na 12 metrów, w którym jest 14 ton przeróżnych rzeczy, trzeba ich samych zapytać. Ale i tak pewnie wszystkiego nie powiedzą, a cały trud zna tylko Bóg, który daje siły, motywacje do takich inicjatyw i jestem pewna, że także obfite błogosławieństwo. Praca misyjna prowadzona przez Kościół, czyli wspólnotę ludzi wierzących, aby była skuteczna i przynosiła owoce, zawsze będzie wymagać wielu rąk i wielu serc. W pojedynkę nic nie wyjdzie. Dlatego każde nabożeństwo, spotkanie, akcja, koncert, gdzie mówi się o naszej pracy w Afryce, to dołożenie kolejnego ogniwa do łańcucha, który łączy Tarnów i Bagandou czy inne miejsca na świecie, gdzie pracują posłani misjonarze.

Jak jest obecnie sytuacja w Republice?

Od 24 marca RCA jest ogarnięte rebelią, która zaczęła się już w połowie grudnia 2012 roku, a sprzymierzone siły rebelianckie o nazwie Seleka powoli posuwały się od północy w stronę stolicy, którą właśnie w tym dniu zajęły. Była to Niedziela Palmowa, w katedrze kończyła się Msza św., kiedy wpadli tam uzbrojeni rebelianci, strzelając w sufit, krzycząc po arabsku. Można sobie wyobrazić panikę, która zapanowała. Arcybiskup Bangui od ołtarza nawoływał o poszanowanie miejsca świętego. Celem napadu nie byli ludzie, tylko samochody, które stały pod katedrą, chodziło o kluczyki, żeby „wyzwoliciele” spod reżimu poprzedniego prezydenta mieli się czym przemieszczać. Rebelia zabiła państwo, które i tak było na szarym końcu wszelkich światowych list. Przemarsz Seleki pociągał za sobą zniszczenia budynków administracji, policji, sądów, palenie dokumentów, kradzieże samochodów, pieniędzy, sprzętów, ubrań, leków – dosłownie wszystkiego, a także gwałty, zabójstwa, wypuszczanie wszystkich więźniów. Ponieważ przeszli przez cały kraj, żadna jego część nie jest wolna od strat.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama