Nowy numer 48/2020 Archiwum

Napisz do papieża Jana

Mija pół wieku od śmierci Jana XXIII. A dobry papież wciąż żyje. Nawet udało mi się go dotknąć.

To raczej wspomnienie niż komentarz. Ale nie mogę się dziś powstrzymać. Zupełnie nie planując tego pobytu, w drodze powrotnej z Francji trafiamy przed dwoma laty z fotoreporterem GN do Sotto il Monte. W rodzinnej mieścinie Jana XXIII na północy Włoch mieszka do dziś jego osobisty sekretarz abp Loris Capovilla.

Do spotkania ze świadkiem życia błogosławionego papieża namawiają nas bracia z Taize. Papież Jan był przyjacielem Wspólnoty, doskonale rozumiał ekumenizm w ich wydaniu: żywy, w praktyce. Capovilla do dziś jeździ do braci. Na mój telefon reaguje żywo: przyjeżdżajcie! Czekam! 90-tka już dawno na karku, ale kondycja fizyczna i intelektualna do pozazdroszczenia. Relacje ze spotkania opisaliśmy już w GN.

Ale dziś, kiedy media przypominają o śmierci papieża Jana, po tamtym doświadczeniu reaguję inaczej. Bowiem abp Loris na pytanie o jego wspomnienia jako „byłego sekretarza papieża Jana”, oburzył się. Jak to byłego? Ja nim nadal jestem – powiedział – Papież Jan żyje, czuje go cały czas, codziennie.

To piękne, ale sugestywne – pomyślałam. – Skoro ktoś dekady spędził u boku drugiej osoby, musi tak być.

Papież Jan musiał słyszeć moja ironiczna myśl, bo szybko zareagował. Z wyjścia praktycznie zawróciła nas jedna z sióstr. Jedna z tych, które gotowały niegdyś Janowi XXIII, a teraz służą abp. Capovilli. – A do muzeum nie idziecie? – spytała. – No jak to?

Muzeum? Nie bardzo mieliśmy czas i ochotę. Ale wdrapaliśmy się za ubraną w biel siostrą. I co zastaliśmy? Ściskającą gardło scenę. W jednym z pomieszczeń odtworzono watykański pokój, w którym przed 50 laty umierał papież Jan. Na przykrytym czerwoną narzutą łóżku zobaczyliśmy na pół leżącą trzęsąca się dziewczynę. Próbowała pisać list. Do papieża Jana, o uzdrowienie.

- Zostawię tu panią na chwilę samą. Tu Bóg działa! – rzuciła siostra.

I zostałam. W przejmującej ciszy, siedząc na łożu śmierci papieża. Spod poduszki wystawały rąbki kartek. Listy do bł. Jana. Otwarte, ręcznie pisane. I zaczęłam czytać. Im dłużej to trwało, tym większy spływał na mnie pokój. Doświadczenie trudne do uchwycenia na klawiaturze komputera. Zamknęłam oczy i zaczęłam się modlić do papieża Jana. I było jak mówiła siostra: czułam, że siedzi obok.

Do Sotto il Monte wciąż ktoś przyjeżdża. Ludzie siadają na łożu śmierci, w fotelu, w którym papież siedział w ostatnim stadium choroby (miał raka żołądka).

– Kilka dni temu siedzieli tu rodzice kilkumiesięcznego dziecka. Umierało. Potrzebny był przeszczep narządów. Szanse marne. Następnego dnia dawca się znalazł!

Historii takich tysiące. Papież Jan XXIII żyje. Dziś więc 50 rocznica jego narodzin dla Nieba, dla każdego z nas. Jeśli chcesz, napisz list do papieża Jana. Wystarczy podać miejscowość: Sotto il Monte. Poczta doręczy. A papież przeczyta na swój sposób. Potem abp Capovilla, jak co roku, spali listy w rocznicę urodzin i śmierci swojego towarzysza. Polecą prosto do nieba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama