Nowy numer 12/2019 Archiwum

Rewolucja postdemokratyczna

Gdy małżeństwo staje się zabawą, dziecko może być zabawką.

Republika Francuska wprowadza w życie „nową koncepcję” rodziny. Małżeństwo będzie odtąd związkiem dowolnych (na razie tylko dwóch) osób, obojętne czy różnej, czy tej samej płci. Prawo do adopcji dziecka będzie przysługiwać więc również „małżeństwom homoseksualnym”. Skoro dwaj mężczyźni będą „małżeństwem” – będą mieć prawo do adopcji. Z absurdalnego założenia wyciągnięto pozornie poprawny wniosek. Pozornie – bo nawet w ramach najbardziej zgodnego z naturą prawa małżeńskiego „prawo do adopcji” też w istocie nie jest prawem rodziców, tylko dziecka. To dziecko ma prawo do pomocy państwa, by znaleźć rodzinę, która się nim w nieszczęściu zaopiekuje. Rodzina ma „prawo” ubiegać się o adopcję – o ile spełnia wymogi gwarantujące dziecku należytą opiekę. Adopcja jest dla dziecka – nie dziecko dla adopcji. Ale skoro małżeństwo staje się zabawą, to czemu dziecko nie ma się stać zabawką?

Francja rewolucyjna ma doświadczenie w wymyślaniu „nowych koncepcji” wspólnot, których nikt nie wymyślił. Rewolucja przyjęła „nową koncepcję” Kościoła. Konstytucja Cywilna Kleru faktycznie zrywała z Rzymem, zastępując w Kościele katolickim zasadę apostolską – zasadą demokratyczną. Proboszczowie mieli być wybierani przez mieszkańców parafii (bez różnicy wyznania zresztą), biskupi – przez zgromadzenia proboszczów. Księża, którzy odmówili realizacji tej „nowej koncepcji” Kościoła, zostali wyjęci spod prawa. Tamten eksperyment skończył się ludobójstwem w Wandei, regionie nad Loarą, którego mieszkańcy powstali w obronie religii. Władza rewolucyjna nakazała wytępić w całości tamtejszą ludność, chronicznie nieprzystosowaną do życia w nowym, wolnym społeczeństwie. Wandejczyków miano wymordować zgodnie z zasadą równości, wszystkich, niezależnie od (trudnych do ustalenia za każdym razem) poglądów. Trwającą już eksterminację przerwał zamach stanu i śmierć Robespierra. Jak zauważył Karl Popper, utopia nieuchronnie prowadzi do przemocy, bo gdy okazuje się utopią – z czegoś trzeba zrezygnować: albo z części utopii, albo z części społeczeństwa.

Utopia społeczeństwa znoszącego różnice płci, zacierającego granice między małżeństwem a konkubinatem, między naturą a perwersją – też zaczyna rodzić przemoc. Przemoc „zwyczajną”, jak w czasie manifestacji paryskiej 24 marca, gdy specjalne formacje policji użyły gazu wobec manifestujących rodzin z dziećmi. I przemocy strukturalnej, jak ta związana z administracyjną reedukacją społeczeństwa. Skoro homoseksualizm jest prawem człowieka – to jego krytyka narusza „prawa człowieka” i wyklucza ze społeczeństwa. Tego właśnie doświadczyli przed brytyjskim sądem Eunice i Owen Johnsowie, małżeństwo zielonoświątkowych chrześcijan, współwyznawców pastora Ake Greena, skazanego w Szwecji za krytykę homoseksualizmu w niedzielnym kazaniu. Państwu Johns uniemożliwiono prowadzenie rodzinnego domu dziecka, ponieważ uważają, że homoseksualizm to grzech, a władze ustaliły, że mogą o tym mówić dzieciom. Tak właśnie działa „ustawa równościowa”, której nikt w Europie nie zarzucił, że łamie prawa człowieka. A dla jasności – brytyjski sąd wyraźnie stwierdził, że „równość orientacji seksualnych” jest prawem ważniejszym od wolności religijnej.

We Francji (i gdzie indziej) odpowiedzią na utopię lewicy – jest dość specyficzny realizm prawicy. Nieprzypadkowo Francuzi protestują na ulicach, skoro po polityce wiele spodziewać się nie mogą. „Centroprawica” nigdy nie cofnęła żadnej niszczącej ład moralny decyzji lewicy, choć z reguły przeciw tym decyzjom w momencie uchwalania rytualnie protestuje. A potem dostosowuje się do „ewolucji pluralistycznego społeczeństwa”. W ten sposób nie tylko pogodziła się, ale wręcz zaakceptowała legalne dzieciobójstwo prenatalne, ustawodawstwo konkubinackie, tropienie „homofobii”. W sprawie małżeństw homoseksualnych „centroprawica” jest jeszcze w fazie protestu, ale już pomału… Christian Estrosi, który jako poseł „centroprawicy” głosował przeciw ustawie o „małżeństwach homoseksualnych”, zaraz po przegranym głosowaniu oświadczył, że byłby szczęśliwy, gdyby jako burmistrz Nicei udzielił pierwszego „gejowskiego ślubu” we Francji. Zabawne, ale nic nadzwyczajnego. Krętactwo „za – a nawet przeciw” mieści się w logice nowoczesnego „społeczeństwa pluralistycznego”. Poseł Estrosi głosował przeciw małżeństwom homoseksualnym „przez szacunek” dla poglądów swoich wyborców. Ale burmistrz Estrosi cieszy się, że przegrał głosowanie – „przez szacunek” dla „praw społeczności LGBT”. Zabawne, prawda?

Piotr Beniuszys z magazynu „Liberté” napisał na Twitterze po mojej dyskusji z Aleksandrem Smolarem o francuskim ustawodawstwie homoseksualnym: „wczoraj Marek Jurek rzekł w TVN24, że wolność polega na tym, że wspólnie poszukujemy dobra i prawdy. Hm, chyba w totalitaryzmie”. Red. Beniuszys w bardzo przybliżony sposób streścił moją wypowiedź, a liberał powinien chyba być wrażliwy na indywidualny charakter opinii? Ale i tak nie mogę pojąć, na czym polega liberalizm, któremu dobro, prawda i odwołująca się do tych kryteriów wspólna debata – kojarzy się z totalitaryzmem? Kiedyś na tym właśnie polegała republikańska demokracja. Ale, zapomniałem – to było w czasach, gdy wszystkie te (pozornie) demokratyczne państwa odmawiały homoseksualistom prawa do małżeństw i adopcji dzieci. Prawdziwa demokracja dopiero nachodzi. Byle nie do Polski!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • wesołek
    06.05.2013 15:23
    Marek Jurek ze swoimi koncepcjami o "rzeczywistości" nie ma jakoś masowego poparcia, więc musi swoje "twórcze" przemyślenia gdzieś wylać, i przy okazji kłamie jeśli chodzi o Wandeę. Nie ładnie, oj nie ładnie.
    doceń 0
  • czytelnik
    06.05.2013 16:28
    "wesołek", jeśli kogoś sie oskarża o kłamstwo, to trzeba to wykazać. Nieładnie, nieładnie...
  • Jacek Lech
    06.05.2013 18:41
    @Wesołek ma racje. Marek Jurek, to skończony już polityk. Szanuję jego poglądy, ale jego ocena rzeczywistości i polityczna skuteczność, bardzo podobna do tej, którą prezentuje Janusz Korwin Mikke.
  • qwertynable
    08.05.2013 15:38

    Z tego co widze to @wesolek ma racje. MJ pisze:

     

    "Tamten eksperyment skończył się ludobójstwem w Wandei, regionie nad Loarą, którego mieszkańcy powstali w obronie religii."

    Co na to Wikipedia?

     

    "Wojny wandejskie, fr. guerres de Vendée – powstanie rojalistyczne, które wybuchło 10 marca 1793 roku, w departamencie Wandea w zachodniejFrancji, w okresie rewolucji francuskiej i akcja pacyfikacyjna, której celem było stłumienie tego powstania. Bezpośrednią przyczyną wybuchu był dekret Zgromadzenia Narodowego z lutego 1793 powołujący pod broń trzysta tysięcy mężczyzn w wieku od 18. do 40. roku życia tuż przed rozpoczęciem prac wiosennych w polu. Na tereny objęte powstaniem przypadało 17726 poborowych, a mieszkańcy Bretanii od ponad 250 lat nie mogli być zmuszani do służby wojskowej poza jej granicami"

    Jak widac nie ma tu mowy o obronie religii.

    Mysle ze jakikolwiek komentarz jest tu zbedny.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji