Nowy numer 3/2021 Archiwum

Bez ślubu, bez sensu

Żal młodych ludzi, którzy nie są w stanie uwierzyć w siłę miłości męża i żony.

Dziś znowu kolędowe refleksje. Raczej niepokojące. Nanoszę do spisu parafian zmiany – ktoś się wyprowadził, ktoś kupił mieszkanie. Kolejny młody człowiek w Holandii. Tu mi ktoś zniknął. Gdzie zniknął? No, w pobliskim większym mieście. Że też mu się tak chce samemu... Młodsza siostra weszła w słowo: „A gdzie tam samemu. Z dziewczyną. Ksiądz wie – we dwoje łatwiej”. Poczułem chęć przyłożyć smarkuli klapsa, ale nie licowałoby to z posługą głosiciela Ewangelii. Mruknąłem tylko: jasne, łatwiej... Podobnych sytuacji było kilka. O niejednej pewnie się nie dowiedziałem, bo nie mam duszy inkwizytora, nie wypytuję więc niepotrzebnie. Dopiero w kancelarii, przy wpisywaniu odręcznych poprawek do listy zwanej „status animarum” (czyli spis wiernych) zorientowałem się, że od zeszłego roku problem stał się dużym problemem. Jak reagowałem? Usiłowałem przekonywać zarówno rodzinę, jak i młodych (gdy byli) do zawarcia ślubu cywilnego. Cywilnego? Powoli, już tłumaczę. Otóż za każdym razem widziałem paniczny lęk przed podejmowaniem jakichkolwiek wzajemnych zobowiązań. Ślub kościelny – to zobowiązania nieodwołalne. Dla wielu młodych ludzi zgoła bezsensowne (zauważ, Czytelniku, jak często i w jak dziwnych kontekstach młodzi mówią „bez sensu”). W szeregu: rodzina naturalna – małżeństwo prawne – sakrament, ślub cywilny stoi wyżej od nieformalnego statusu partnerskiego. Zatem namawiając do ślubu cywilnego, podnosiłem poprzeczkę o jeden stopień. Bo dwóch nie przeskoczą. Innymi słowy, podpowiadałem mniejsze zło, by był choć jakiś stopień stabilizacji i trwałości. Dla nich obojga, a dla dziecka przede wszystkim. I w ogóle nadzieja, że dziecko przyjdzie na świat. A jeśli przełamią lęk i zdecydują się na cywilny, jest jakaś szansa, że o sakramentalny też poproszą. Czyli małymi krokami do przodu. Ktoś powie, że są przecież pary wspólnie przygotowujące swoją przyszłość – czasem studiami, czasem emigracyjną pracą we dwoje. Jedni zaręczeni, inni jeszcze nie teraz. Wiem. Są takie pary i na niektóre z nich – mimo niepokoju – patrzę z sympatią. Zresztą, gdy o tym piszę, nie mam na celu osądzania nikogo. Tym mniej potępiania. Całkiem po prostu jest mi żal młodych ludzi, którzy nie są w stanie uwierzyć w siłę miłości męża i żony. Bo to nie jest tak, że młodzi szukają tylko seksu. Nauczeni życiem, telewizyjnymi serialami, sądowymi farsami rozwodowymi, antyspołecznym prawem przestali wierzyć w rodzinę. Co im zostało? Tanie namiastki, których ofiarą padną prędzej czy później. I to jest bez sensu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także