Nowy numer 2/2021 Archiwum

Święci i husaria przejdź do galerii

Szymon Prandzioch mówi, że jest kamikaze. – Oni byli szczęśliwi, ginęli dla idei. On tworzy sztukę sakralną pod prąd współczesnym trendom. Nie ginie wśród innych. Jest doceniany i zwraca uwagę.

Ma 29 lat i pracuje jako instruktor w pracowni rysunku I roku grafiki warsztatowej, prowadzonej przez dr. Marcina Białasa w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Jeszcze podczas studiów zrobił wystrój prezbiterium w kościele św. Michała Archanioła w Bytomiu-Suchej Górze, w którym był chrzczony. Jedyne w Polsce tabernakulum odlane z mosiądzu, w kształcie kuli o średnicy 80 cm. Na ścianach mozaika z 6-metrową postacią Michała Archanioła w centrum i trąbami dmącymi na sąd ostateczny. Stojący pod aniołem artysta wydaje się maleńki. Nie przez przypadek, opowiadając o swojej sztuce, wspomina o pokorze. – „Słudzy nieużyteczni jesteśmy” – cytuje Pismo Święte. – Trzeba znać proporcje. Ma w dorobku monumentalne prace w kilku kościołach w Polsce i na Ukrainie. Wśród jego postaci, malowanych i układanych w mozaiki, są Chrystus, Matka Boża, św. Stanisław, aniołowie. – Może archanioł Boży Gabriel na sądzie ostatecznym będzie rozczarowany, jak go przedstawiłem… – ma wątpliwości, stojąc u jego stóp. – Patrząc z perspektywy historycznej, trzy czwarte sztuki było związanej z sacrum. A że dziś to mało modne? Jak coś jest zbyt popularne, to bywa miałkie. Najważniejsze, żeby wiedzieć, po co się maluje. – A po co Pan maluje? – pytam. – To mój sposób ewangelizacji. Nie lubię o tym mówić. To dzieło musi mówić, zachęcać, świadczyć o twórcy – tłumaczy. – Ono samo jest świadectwem, dlatego wymaga pracy, dobrego warsztatu. Czasem, żeby coś dobrze namalować w 5 minut, trzeba ćwiczyć rysowanie kilkadziesiąt godzin. – To świetne malarstwo realistyczne – ocenia prace Prandziocha ks. dr Leszek Makówka, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach. – Próbuję w naszych czasach mówić tradycyjnym językiem – charakteryzuje swoje prace artysta. – Ważne są wizerunki ludzi, świętych. To nie abstrakcja, ale konkrety.

Jezus też był konkretny, mówił o Ewangelii przy stole tak jak my teraz. Realizm to dosłowność, prawda, nie żadna bajka. Siedzimy przy stole, zajadając się faworkami i pierniczkami, które upiekła mama Szymona – pani Joanna. Syn często prosi ją o radę przy malowaniu. – Ma intuicję i jest prawdziwa – wyjaśnia. – Jestem laikiem, pracowałam jako księgowa w górnictwie, teraz zajmuję się domem – skromnie zaprzecza. Tata Witold, artysta malarz i konserwator, od kilku lat jest akolitą. – Mogę być Bogu wdzięczna, że nasza rodzina została obdarowana wiarą, że się kochamy, że dzieci są dobrymi ludźmi – wylicza pani Joanna. – A Szymon robi to, co kocha.

Kaptur czy kryza?

Na zajęciach rozmawia o warsztacie, nie o wierze. Na to jest miejsce po szkole. Boi się, że przegada temat. Studenci szanują go za to, że ma „kręgosłup” i sprecyzowane poglądy. – Jako nauczyciel oceniam zaangażowanie uczniów, no i rezultaty – opowiada. – Jak ktoś pracuje, widać efekt. – Musisz dodać trochę światła, żeby głowa nie była taka płaska – radzi Łukaszowi, studentowi I roku, podczas tzw. korekt rysunku.

« 1 2 3 »
Szymon Prandzioch wśród swoich „husarzy”

GN 05/2013 DODANE 31.01.2013 AKTUALIZACJA 31.01.2013

Święci i husaria

oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama