Nowy numer 49/2019 Archiwum

Bandycka dusza

Z aktorem Lechem Dyblikiem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: Zabrnąłeś kiedyś tak daleko w grzech, błoto, gnój, że przed Tobą była jedynie ściana? Jedno wielkie wycie?

Lech Dyblik: – Niewątpliwie taki okres był wtedy, gdy piłem. Całe dobro, które rozpoczęło się w moim życiu, przyszło, gdy postanowiłem, że… się powieszę. Stwierdziłem, że trochę mi żal, że to życie było takie fatalne, nikomu niepotrzebne. Jedyne, co mogłem powiedzieć na temat dotychczasowego życia, to było to, że było ono męczące. Już mi się nie chce męczyć. Koniec. Bez strachu, bez histerii…

Nie myślałeś o najbliższych?

– Nie, nie brałem wówczas żony pod uwagę. Co mi pomogło? Terapeuta powiedział zdumiony, że widzi tu rękę Opatrzności. Spotykamy się co parę lat. Mówi: „Panie Lechu, ja z Panem nie zrealizowałem żadnego programu. Pogadaliśmy sobie trochę”. „Jak nie pan, to kto?” – przerywam. A on mówi: „Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem i jedyne, co przychodzi mi do głowy, to łaska Boska”. Też się z tym zgadzam…

Tuż przed decyzją była szarpanina czy pustka?

– I to, i to. Zaawansowany alkoholik przeżywa dwa stany: depresję i euforię. Nic pośredniego. Patrzyłem na szafkę od zlewozmywaka i stwierdziłem, że jestem tak głuchy i tępy jak ona. Kawałek drewna. Zero emocji. Wrak. A dziś? Jestem człowiekiem niemłodym, ale noszę w sobie entuzjazm dwudziestolatka…

I, jak podpowiadają znajomi, zachwyt dziecka…

– Tak... To dar. Ja to wiem. Do alkoholika emocje zaczynają wracać powolutku.

Zaczynasz mozolnie składać świat na nowo. Z kompletnej dezintegracji. Rodzisz się na nowo, co tu dużo gadać. Za piciem kryją się przede wszystkim dwie rzeczy: kompletny brak poczucia własnej wartości i paraliżujący strach. Strach, czyli ciemne okulary, które nie pozwalają widzieć niczego. Uciekasz w fantazje, ratując się od tego strachu – i rodzi się kłamstwo. Strach, kłamstwo. Zapętlenie.

Czemu nie zdecydowałeś się na ostateczność?

– Nie bardzo było jak. Hak był za słaby na takiego drągala jak ja, a na klamkę byłem zbyt wysoki (śmiech). A poważnie: mój kolega – alkoholik (troszkę pijany) poprosił: „Weź taksówkę. Chcę ci coś pokazać”. Podjechaliśmy pod przychodnię odwykową. Powiedział z troską: „Daję ci jeszcze z pół roku. A potem przyjdź tu. Rano albo między 15 a 16. Zarejestruj się, wejdź, zajmą się tobą”. Zadziałało. Jak? Nie wiem. Wiem, że po powrocie do domu po raz pierwszy w życiu zrobiłem uczciwy rachunek sumienia.

Sam ze sobą czy wpuściłeś w tę przestrzeń Boga?

– W obliczu Pana Boga. Tak myślę. On – widzę to wyraźnie – nigdy mnie nie zostawił. Jeden z księży rzucił kiedyś: „Istnieje kategoria ludzi szczególnie ukochanych przez Boga. Kwalifikujesz się”. Zrobiłem rachunek sumienia. Pamiętam, że było mi cholernie żal, że to moje życie do tej pory nikomu do niczego nie było potrzebne.

Kiedy to było?

– 11 listopada 1985 roku. Zacząłem flaszkę. Nie skończyłem jej. Nie chciałem wylewać. Leżała spokojnie przez kilka miesięcy. Dopiła ją moja żona, gdy wróciła i ucieszyła się, że nie piję (śmiech).

Dlaczego grzech rodzi śmierć? Jaką śmierć? To „zabroniony przez Kościół przyjemny zakazany owoc”…

– Coś na ten temat wiem, bo sporo o tym myślę. Pozornie wygląda to rzeczywiście na dość przyjazną środowisku technologię. Pogrzeszysz, pobiegniesz do spowiedzi, pogrzeszysz, pobiegniesz…

Pralnia?

– Pralnia. Albo lepiej: bankomat. Możesz sobie spokojnie grzeszyć, byle się regularnie spowiadać. Niestety, to tak nie działa. Jest rzecz, o której długo nie wiedziałem: konsekwencje grzechu.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji