Nowy numer 50/2019 Archiwum

Plan doskonały

Z Aleksandrą Sceliną rozmawia Marcin Jakimowicz.

Marcin Jakimowicz: „Olu, Bóg Cię kocha”. Czy te słowa robią jeszcze na Tobie jakiekolwiek wrażenie?

Aleksandra Scelina: – Robią. Czasami to słowo musi się do mnie przebić, ale przez cały czas mnie zachwyca.

Czy osoba, która przez wszystkie możliwe przypadki odmienia hasło: „Bóg jest miłością”, nie przyzwyczaiła się już do tej dewizy?

– Przyzwyczaić, to się już przyzwyczaiłam (śmiech). Ale to nie znaczy, że to słowo mi spowszedniało. Zachwycam się nim każdego ranka. Odkrywam nową jakość tego stwierdzenia od chwili, gdy doświadczyłam namacalnie, że jest ono prawdą. Odtąd nieustannie mnie ono zaskakuje.

Czy to, że hasło „Bóg jest miłością” wyssaliśmy z mlekiem matki, nie jest dla nas – paradoksalnie – jakimś przekleństwem?

– Niektórzy wyssali je z mlekiem matki, do innych to słowo musiało dotrzeć poprzez zawirowania, cierpienie, poplątane ścieżki. Mała Tereska miała chyba o wiele łatwiej, bo ona tę Bożą miłość rzeczywiście wyssała z mlekiem matki. Ja wychowałam się w rodzinie wierzącej, praktykującej, ale z pewnymi obciążeniami. Jako dziecko sama próbowałam dotrzeć do sedna wiary. Pamiętam jedno takie zdarzenie, a właściwie zderzenie z prawdą. Byłam jedenastoletnią dziewczynką, stałam przy oknie w moim pokoju i dekorowałam je, bo akurat w naszej parafii trwało nawiedzenie obrazu jasnogórskiego. Stanęłam w oknie i w całej swojej bezradności wypaliłam prosto z mostu: „Panie Boże, czy Ty w ogóle istniejesz?”. I pamiętam, że usłyszałam wówczas w sercu wyraźny głos: „Ja Jestem”.

Poryczałaś się?

– Oczywiście! Było to bardzo przejmujące doświadczenie…

Podzieliłaś się tym odkryciem z rodzicami?

– Nie. To było bardzo intymne spotkanie. Nigdy już nie powtórzyło się w takiej intensywności, ale pozostawiło w moim sercu pewność: On jest. Jest i kocha.

Mała Tereska przeżywała ogromną duchową ciemność. Wołała o miłość, a nie słyszała odpowiedzi. Pisała, że wolałaby wówczas umrzeć. Jeśli nie ma Go – nic nie ma sensu. Przeżywałaś chwile, gdy irytowali cię ludzie zapewniający: „Olu, Bóg cię kocha”?

– To wspomnienie 11-letniej dziewczynki – to był czas ogromnej ciemności. Ale w tej nocy Bóg przepowiedział: „Ja Jestem”. Nie przypominam sobie chwili, by ta ciemność doprowadziła mnie na przykład do myśli samobójczych. Moja historia jest klasyczną opowieścią grzesznika: odchodziłam, zapominałam, uciekałam. Tyle że dziś widzę wyraźnie, gdy Pan Bóg dawał mi jakąś obietnicę, to był jej wierny i czuwał, by słowo stawało się w moim życiu ciałem. Przez pewne wydarzenia dawał mi znać, że jest i kocha. Wydarzeniem, które najmocniej przeorało moje serce, były narodziny mojego trzeciego syna – Józia. Wspominam te chwile jako czas ogromnej ciemności, ale też czas spotkania żywego, realnego, kochającego Boga. W listopadzie 2007 roku w czasie Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie „przyszło” konkretne proroctwo: „Jest tu osoba, którą chcę obdarzyć miłością. To kobieta, która nie wie jeszcze, że jest w ciąży”. Bóg zapewniał, że będzie troszczył się i o nią, i o dziecko, i zapowiadał, że z tym maleństwem będą jakieś problemy. „Bądź pewna, że Ja będę czuwał” – zapowiadał Pan. Sama te słowa wypowiedziałam do mikrofonu (śmiech). Nie miałam pojęcia, że mówię o sobie… Po dwóch tygodniach okazało się, że jestem w ciąży. To słowo przeprowadziło mnie przez całą ciążę i wróciło z całą mocą w dniu, gdy urodził się Józio.

Wiedziałaś, o jakie „problemy z dzieckiem” chodzi?

– Nie miałam pojęcia. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, pomyślałam sobie, że to po ludzku najmniej odpowiedni moment. Wówczas zaczęła się straszna walka. Poczucie osamotnienia, ciemności, które przychodziło spoza mnie. Teoretycznie wiedziałam, że Bóg mnie kocha, że będzie się o nas troszczył, ale ta ciemność była tak gęsta, że słowo nie było w stanie przez nią się przebić. W styczniu 2008 roku, w 2. miesiącu ciąży, siedziałam tu, na kanapie w pokoju, i zaczęłam krzyczeć do Pana Boga: „Powiedz mi coś, bo ja już dalej nie mogę tak żyć. Zabierz tę niepewność!”. Ciemność, która mnie otaczała, zaczęła wysysać ze mnie chęć życia, radość, gotowość przyjęcia dziecka. I zrobiłam szaloną rzecz (nigdy tego wcześniej nie robiłam). Powiedziałam: „Panie Boże, albo konkretnie mi powiesz, o co w tym wszystkim chodzi, albo niech się to już wszystko jakoś skończy”. Włączyłam radio. I usłyszałam, jak jakiś mężczyzna wypowiedział w jakiejś audycji słowa: „Bóg, dając życie, nigdy się nie myli”. Koniec, kropka. Wyłączyłam radio i poczułam ogromny pokój. Usłyszałam odpowiedź. Konkret. Czułam, że tym słowem dotknął mnie sam Bóg. Odtąd (minęły już cztery lata) ta ciemność nigdy nie była już tak ciemna. Byłam pewna, że bez względu na to, co się wydarzy, On mnie przez wszystko przeprowadzi. Gdy urodził się Józio – chłopczyk z zespołem Downa – to wydarzenie wróciło jako obietnica, że tak ma być, że to nie jest żaden błąd. Że On kocha i zatroszczy się o wszystko.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Domsie
    01.12.2012 21:01
    Swego czasu moja firma była na skraju bankructwa. Udało mi się kupić działkę, miałem budować dom. Przyszedł 2008 i hossa na rynku budowlanym a ja musiałem sprzedać działkę i zarobiłem tyle, że spłaciłem długi. Miesiąc później znalazłem dom w stanie surowym, za bardzo śmieszne pieniądze. W tym momencie miałem już trójkę dzieci a czwarte było w drodze. Puentując - wszystko udało się sfinansować i dzięki Bogu do dnia dzisiejszego jakoś wiążemy koniec z końcem.
    Takich sytuacji było w moim życiu jeszcze z 5 razy. Mam tylko jedno drobne ale - było nerwowo - zawsze wszystko udawało się spłacić ale w ostatniej chwili. Niemniej twierdzę, że w każdym z tych przypadków była Ręka Boża.
    doceń 0
  • krismal1
    02.12.2012 21:39
    podziwiam radykalizm wiary i zaufania nie wiem czy mnie byłoby na to stać
    doceń 5
  • tomasz
    03.12.2012 11:27
    Świetny artykuł/rozmowa. Niech nam Bozia wszystkim błogosławi i abyśmy zawsze umieli w ufności powierzać swoje życia.
    doceń 0
  • Scott
    11.01.2013 20:06
    Ja widzę że niektórzy mają tutaj poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Całe życie[w tym sfera finansowa, bo przecież pieniądze są najmniej ważne w życiu] Pani, o której mowa w artykule zostały zawierzone Bogu. I dlatego pomimo że p. Aleksandra od lat nie pracuje, problemów finansowych nie miała. Przecież ona o tym mówi wyraźnie, a pisanie że "10 zł i..."[co nijak nie umniejsza tutaj działania Boga] pokazuje że ktoś czytać ze zrozumieniem nie potrafi. Jej życie to trwający cały czas cud.

    I jedna ważna rzecz- w naszym życiu nie ma przypadków, to że mamy lepiej- jest właśnie wyrazem błogosławieństwa od Boga, czasami jest tak że ludzie którzy nie wierzą mają dużo- ale tutaj też Bóg ma jakiś plan.
    doceń 5

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji