Nowy numer 49/2019 Archiwum

Wieczne pretensje

Wesoło, ale smutno, czyli śmiech przez łzy. Dramat rodzinny w filmie „Mój rower” Trzaskalskiego staje się punktem wyjścia do opowieści o trudnych pokoleniowych relacjach.

Po znakomitym „Edim” był mniej udany „Mistrz”, a następnie długa przerwa. „Mój rower”, osadzony w nieco pocztówkowym krajobrazie współczesnej Polski, ogląda się łatwo i przyjemnie. Bohaterami miejscami zabawnej opowieści są trzej przedstawiciele wielopokoleniowej rodziny, a raczej tego, co z niej pozostało. Trzaskalski operuje żartem, ironią, pokazuje wydarzenia z dystansu i zręcznie steruje emocjami widza, który w zasadzie gotów jest przyjąć podstawowe przesłanie filmu, czyli kochajmy się. To także film o tym, jak łatwo zagubić to, co najważniejsze, czyli zaufanie i miłość, poddając się ciśnieniu rzeczywistości, oraz o potrzebie wybaczania – co jest najtrudniejsze. Bo tylko wtedy można odbudować na nowo relacje między niby bliskimi, a tak naprawdę oddalonymi od siebie, nie tylko w przestrzeni, ludźmi. „Mój rower” stawia też problem braku autorytetów, których pozbawieni są młodzi, wchodzący w życie ludzie. Bo co ta podzielona rodzina może zaoferować prócz, jak słyszymy w filmie, alimentów swoim najmłodszym przedstawicielom.

Męsko-męski świat

„Mój rower” opowiada o rodzinnych męsko-męskich relacjach. Ma trzech pierwszoplanowych męskich bohaterów. Jednak nie znaczy to, że nie ma w filmie kobiet.

Tyle że znajdują się one, z jednym wyjątkiem, poza kadrem. Ale relacje z nimi określają „męski” świat bohaterów. W tym filmowym świecie, będącym odbiciem rzeczywistego, rodzina w tradycyjnym znaczeniu tego słowa już nie istnieje. Paweł, przedstawiciel średniego pokolenia, w znakomitej interpretacji Artura Żmijewskiego, dawno rozwiódł się z żoną. Włodek, jego ojciec, w najmniej spodziewanym momencie znalazł się nagle sam. Maciek, syn Pawła, jest uczniem szkoły średniej, więc jego sytuacja jest inna. Jednak z postacią Maćka wiąże się wątek, który miał być największym zaskoczeniem dla widza, ale po emisji telewizyjnych spotów reklamowych nie jest żadną niespodzianką. Trójkę bohaterów więcej dzieli, niż łączy. Przynajmniej na początku. Każdy z nich jest przede wszystkim egocentrykiem dążącym do zaspokajania wyłącznie własnych ambicji i potrzeb. Włodek, wiekowy już dziadek, grany w filmie przez Michała Urbaniaka, kiedyś był muzykiem jazzowym. Po nagłym odejściu żony zostaje sam w klaustrofobicznym mieszkaniu. Jak wynika ze wspomnień Pawła, jego syna, nie wylewał za kołnierz, a i teraz się nie oszczędza, w krytycznym stanie trafia do szpitala. Paweł jest odnoszącym międzynarodowe sukcesy, skoncentrowanym na swojej karierze pianistą. Mieszka w Berlinie. Maciek, jego syn, po rozwodzie rodziców wyjechał z matką do Londynu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji