Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dzieci pod państwowym nadzorem

Państwo chce monitorować losy dzieci z domów patologicznych. Gdzie kończy się troska, a zaczyna groźna dla wolności wścibskość?

Po kolejnych informacjach o maltretowanych dzieciach ministerstwo pracy i polityki społecznej planuje wdrożenie pilotażowego programu monitorowania dzieci zaniedbywanych. - Chcemy, aby zwracano uwagę na dziecko, kiedy jest zaniedbywane, głodne, brudne czy wagaruje, a z rodzicami nie można się skontaktować. Będziemy także sprawdzać, czy dziecko zostało zaszczepione – mówi minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Program ma ruszyć w dziesięciu gminach, w których wójt, burmistrz lub prezydent miasta wyznaczą koordynatorów, do których zgłaszać się mają nauczyciele, pracownicy służby zdrowia i policjanci. Koordynatorzy będą przekazywali dane dalej do ośrodków pomocy społecznej.

Odruchem ludzi wychowanych na przeświadczeniu, że państwo ma realizować wszystkie potrzeby społeczeństwa na informacje o tym, że dzieje się źle, jest żądanie, aby daną sprawę monitorować, kontrolować i regulować. Z pewnością więc wielu widzów „Uwagi” i czytelników „Faktu” przyklaśnie temu pomysłowi – jednocześnie nie zdając sobie sprawy z zagrożeń, jakie za sobą niesie.

Czy każde zgłoszenie będzie skutkowało wciągnięciem dziecka na listę „monitorowanych”, także potencjalnych „życzliwych”? Według ministerstwa kontrolowane będą dzieci, z których rodzicami „nie udało się skontaktować” – czy znaczy to jednorazowe nieodebranie telefonu, czy konsekwentne ignorowanie zaniepokojonych głosów, skierowanych do tych, którzy są odpowiedzialni za swoje dzieci w pierwszej kolejności? W jaki sposób zbierane będą dane – czy w centralnym systemie informacji, czy też w oddzielnych bazach danych? Czy będzie można z listy monitorowanych „wylecieć”? Jaki będzie okres retencji danych, w jaki sposób będą niszczone po jego upływie? Te i wiele innych pytań, na które odpowiedzieć będzie mogła dopiero skonkretyzowana propozycja, pokazuje, jak potencjalnie niebezpieczne może być to rozwiązanie.

Nie byłoby dobrze, gdyby raz wpisane do rejestru dzieci, pozostawały w nim na wieki wieków i by mogły być wykorzystywane przez osoby postronne przeciwko nim, zarówno jeszcze jako dzieciom, jak i już dorosłym. A im większy będzie zakres zbieranych danych, im większe będzie pole do ich wykorzystywania, im dłużej je będzie można przechowywać i im więcej osób będzie miało do nich dostęp, tym większe jest zagrożenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama