GN 48/2020 Archiwum

Ewangelizacja „Nergal jest spoko”

„Świat” nie jest pojęciem jednoznacznym.

W słynnym poemacie „Dezyderata” czytamy: „O ile to tylko możliwe, nie wyrzekając się siebie, żyj w zgodzie z innymi ludźmi”. Tak! Nie trzeba szukać wojny, ale pokoju. Jednak nie za wszelką cenę. Bywa bowiem, że proponowana zgoda jest oparta na manipulacji i kłamstwie. Prymas kard. Wyszyński nie chciał wojny z komunistami, ale w pewnym momencie wiedział, że sytuacja wymaga od niego pryncypialności i jasności. I wypowiedział słynne zdanie: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus”. Za taką postawę zapłacił uwięzieniem. Sam Jezus nie szukał śmierci krzyżowej, ale też nie cofnął się, kiedy zobaczył, że prawda, którą głosi, budzi nienawiść oponentów. Wręcz przeciwnie, odważnie rzucił w twarz swym wrogom: „Macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” (J 8,40.44). Jezus nie zwalczał ludzi, ale wiedział, że w niektórych sytuacjach nie wolno bawić się w towarzyskie umizgi…

Dotykamy tutaj pytania o relację między Kościołem i światem. Z jednej strony dobry świat został stworzony przez Boga, co więcej, Syn Boży wcielił się w tym świecie, a Kościół nie istnieje jedynie w zaświatach, ale jest także rzeczywistością ziemską. Z drugiej strony apostoł Jan naucza: „Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 J 2,15). Jezus mówi zaś wyraźnie, że świat nienawidzi Jego, a także tych, którzy za Nim podążają (zob. J 15,18nn). Widzimy zatem, że „świat” nie jest pojęciem jednoznacznym. Sobór Watykański II nie był, jak chcieliby niektórzy ideolodzy „otwartości”, bezkrytycznie otwarty wobec świata. W Konstytucji o Kościele w świecie współczesnym czytamy: „Świat dzisiejszy okazuje się zarazem mocny i słaby, zdolny do najlepszego i do najgorszego; stoi bowiem przed nim otworem droga do wolności i do niewolnictwa, do postępu i cofania się” (nr 9).

Żenującym i smutnym przykładem błędnego rozumienia otwartości Kościoła wobec świata stała się ostatnio postawa ks. Bonieckiego wobec satanisty-celebryty Nergala. Duchowny spotkał się przypadkowo z Nergalem, a ten wręczył mu swoją książkę „Spowiedź heretyka”. Ks. Boniecki poprosił nawet o dedykację, po czym obydwaj panowie zrobili sobie radosne zdjęcie. Fani ks. Bonieckiego zawyrokowali, że oto ich autorytet dał piękny przykład ewangelicznej otwartości wobec człowieka, bo przecież Jezus też spotykał się z grzesznikami. Nie wiem, co ma wspólnego z chrześcijańską życzliwością promowanie osoby i książki kogoś, kto darł Biblię, głosząc, że Kościół, to „najbardziej zbrodnicza sekta, jaka istniała na ziemi”, a ponadto chełpi się grupowym seksem z pijaną fanką. Jezus nie prosił cudzołożnicy o dedykację, ale przebaczył, mówiąc: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8, 11). Nie przybijał sobie piątki z opętanymi, ale ich uzdrawiał. Głoszenie Bożego miłosierdzia nie polega na proszeniu o dedykację satanisty (chociażby tylko kulturowego). Nie wolno mylić otwartości na grzesznika z umizgami podtrzymującymi miłą, salonową atmosferę.

Wyobraźmy sobie, że ktoś publicznie wykrzykuje, że Żydzi to najbardziej zbrodnicza sekta, jaka kiedykolwiek istniała, a potem udziela wywiadu rzeki pt. „Spowiedź antysemity”, w której dzieli się swymi refleksjami na temat Żydów. Co obrońcy otwartości à la Boniecki powiedzieliby o księdzu, który od takiego człowieka przyjąłby chętnie jego książkę, poprosił o dedykację, pstryknął sobie wspólne zdjęcie i z uśmiechem przybił antysemicie piątkę? Czy też by twierdzili, że to świetny sposób, aby przez uśmiech dotrzeć do antysemity i nawrócić go z błędnej drogi? Oczywiście zawsze można mieć nadzieję, że Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach i jest w stanie sprawić, aby prośba o dedykację skruszyła serce faceta, który wykrzykuje utwory w stylu „Chwała mordercom Wojciecha” (chodzi o biskupa męczennika). Jednak roztropność, do której zachęcał nas Mistrz z Nazaretu, każe przypuszczać, że specyficzna „otwartość” ks. Bonieckiego na satanistę sprawi jedynie to, że więcej małolatów (i nie tylko) dojdzie do wniosku, iż Nergal jest spoko, Boniecki jest spoko, pozdrowienie „Heil satan” jest spoko, a także darcie Biblii może być spoko. Niech nas Bóg broni od tego rodzaju nowej ewangelizacji!

Okazuje się, że Nergala broni też Komisja Europejska. Ten unijny organ raczył oświadczyć, że oskarżanie artysty o obrazę uczuć religijnych jest niezgodne z wartościami Unii Europejskiej. To oświadczenie narusza suwerenność krajów członkowskich i jest – w tym przypadku – bezczelnym naciskiem na polskie, i tak coraz gorsze, sądownictwo. Problem jest jednak bardziej zasadniczy. Bo jakie to wartości mają na myśli unijni urzędnicy? Zapewne tzw. wartości postępowe, pozwalające bezkarnie profanować Biblię, na której zbudowano europejską cywilizację. Komisja wyjaśnia: „Polska jest sygnatariuszem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. A ta chroni nie tylko informacje i poglądy, które są przyjmowane przez społeczeństwo jako nieobraźliwe lub obojętne, ale również te, które obrażają, szokują lub wywołują negatywne emocje”. To bardzo ciekawe, bo pamiętam, że gdy duńska gazeta wydrukowała karykatury Mahometa, to ministrowie spraw zagranicznych Unii pospieszyli z wyrazami oburzenia i przeprosin. Przepraszał nawet polski rząd, gdy „Rzeczpospolita” przedrukowała karykatury. A naczelny gazety stracił pracę. Ot, politycznie poprawna obłuda!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama