Nowy numer 47/2020 Archiwum

I tak mi pasujesz!

Potrzebna jest refleksja, co nam przeszkadza odnaleźć się we wspólnocie. Ale nie jako kolejna okazja by dołożyć bratu swemu.

To dobrze, że przy okazji 11 listopada tak dużo się mówi i pisze o bólu podziałów, jakie dziś doświadczamy. Pewnie za mało wspomina się o tym, że nie jest to sytuacja wyjątkowa w historii Polski. I nie tylko my mamy taki problem. Może warto wreszcie przyjąć do wiadomości, że podział, spór – także co do systemu wartości – to rzecz naturalna. Jedność wspólnota osiąga tylko w sytuacjach wielkiego zagrożenia lub narodowego zrywu.
To powiedziawszy (w formie preambuły) warto jednak zastanowić się, co bardziej nam przeszkadza się dogadywać dziś, niż przeszkadzało kiedyś. Bo można się przecież różnić pięknie. Ostatnio głównie różnimy się niepięknie, bo jeden Polak zaczyna kwestionować prawo do uczestnictwa we wspólnocie drugiego. I każdy – przyznajmy to właśnie dziś, w narodowe święto , ma tu się z czego spowiadać. Jeśli ktoś uważa inaczej, błądzi.

Bartosz Sienkiewicz w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” zauważa ,że trudno nam odnaleźć się w jednej wspólnocie dlatego, że cześć z nas kwestionuje wolność i niepodległość obecnego państwa.  Chodzi oczywiście o prawicę pod rządami Kaczyńskiego.  Autor piętnuje używanie przez nią określeń „obóz narodowo – patriotyczny”, jako podważających legalność władzy oraz wykluczających połowę rodaków (tych co poza obozem) z polskości.

Pierwszy zarzut wydaje się wart poważnej refleksji,  drugi  jest demagogiczny.  Najbardziej krytyczne nawet opinie o polityce rządu, działaniach (zaniechaniach) premiera czy gafach prezydenta mają swoje granice.  Są one przekraczane, gdy podważa się wynik demokratycznych wyborów lub kwestionuje niepodległość dzisiejszej Polski.  Natomiast zarzuty, że patriotyczna retoryka rozbija wspólnotę są co najmniej dyskusyjne. Jak bowiem w takim razie traktować język drugiej strony politycznego sporu, w którym PiS bywa określany jako ugrupowanie antydemokratyczne i faszyzujące?

Grzechem jest dziś kwestionowanie faktu, że jesteśmy państwem niepodległym i sami o sobie stanowimy (jak, to osobna sprawa). Niebezpieczne jest przyjęcie założenia, jakoby jedynie pod rządami prawicy Polska była Polską. Ale równie groźne jest wyłączanie ze wspólnoty politycznej całego ugrupowania, mającego poparcie kilku milionów rodaków. I wmawianie mu nienawiści do innych jako głównego spoiwa programowego. A o tym jest m.in. tekst Sienkiewicza i wywiad z Agnieszką Holland w „Newsweeku”. Tam rozmówczyni Marcina Mellera idzie krok dalej, protestując przeciw stosowaniu symetrii w rozliczaniu win obu stron polskiego sporu.  „Ktoś jest za to odpowiedzialny bardziej, a ktoś mniej i nie zgodzę się na tę logikę symetrii, bo ona jest fałszywa i niebezpieczna. Dlatego że relatywizuje wszystko” – mówi Holland i pewnie to właśnie zdanie…  połączyłoby większość Polaków, zwłaszcza tych najmocniej rozemocjonowanych. 

A zatem: nie ma zgody, będziemy się spierać (nie mówmy, błagam, o wojnie!). Bo na temat tego kto jest „bardziej”, a kto „mniej” są dwie szkoły i nie da się ich nauk ze sobą pogodzić. To ustaliwszy (jest więc wreszcie jakiś punkt, w którym się wszyscy zgadzamy) warto spojrzeć na siebie… tak bardziej świątecznie.  I razem coś zaśpiewać.
A komu nie w smak patriotyczne zadęcie, niech sobie dziś zanuci… na przykład tę piosenkę zespołu Lao Che:
„Obserwuję cię od pierwszego wejrzenia/ Poczułem się w obowiązku donieść ci o moich przemyśleniach/ Że bywasz do kitu , to nie ma znaczenia/ Bo z gruntu jesteś git i wcale nie musisz się zmieniać/
Jakbyśmy od jednej mateczki byli/razem będziemy łysieli i tyli/ Więc nawet jak na mnie plujesz/ To i tak mi leżysz, i tak mi pasujesz”

 


 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama