Nowy numer 20/2019 Archiwum

Szukał Boga wśród ludzi

To on przetarł pierwsze szlaki w Kościele do akceptacji przeszczepów organów. Błogosławiony don Carlo Gnocchi jest po ojcu Pio najbardziej uwielbianym księdzem we Włoszech.

Ci, którzy jeszcze go pamiętają, mówią, że miał tak zniewalająco piękne oczy, iż można było się w nich zatopić. I zobaczyć kawałek nieba. Te oczy, a dokładnie rogówkę, zostawił po swej śmierci dla niewidomych dzieci, którymi się opiekował. Dzięki temu we Włoszech dokonano pierwszego przeszczepu tego narządu. Dwóch chłopców odzyskało wzrok. Parlament włoski, dzięki uporowi don Carla, przyjął pierwsze regulacje dotyczące dawstwa organów i transplantologii.

Także dzięki bł. Gnocchiemu po raz pierwszy Kościół, ustami Piusa XII, wypowiedział się przychylnie wobec przeszczepu organów (choć pierwsze dokumenty w tej sprawie wydał później Sobór Watykański II, a najmocniejszego i ostatecznego poparcia dla transplantologii udzielił Jan Paweł II). Ale to niejedyne zasługi don Carla. Dziś na Półwyspie Apenińskim działają 32 instytuty-szpitale powołane przez założoną przez błogosławionego kapłana fundację. To miejsca, gdzie kocha się chorych, kalekich, z alzheimerem, parkinsonem i w stanie wegetatywnym. Dziś prawie 10 tys. osób leczonych jest w tych centrach, 4 mln niepełnosprawnych uzyskuje pomoc.

Spojrzałem Chrystusowi w oczy

Albania. Rok 1940. Włosi mają w tamtejszych górach 8 dywizji, w tym jedną pancerną. Ks. Carlo zgłasza się na ochotnika do tej ostatniej. Nie przeczuwa, że to właśnie tu wydarzy się coś, co nada inny bieg jego życiu. Chce służyć jako kapelan żołnierzy, spowiadać ich, słuchać. – Nie mamy tu czasu na takie rzeczy! – krzyczy dowódca. – Niech się ksiądz stąd zabiera. Don Gnocchi spokojnie odpowiada: – Tam, gdzie jest człowiek, tam jest też Bóg.

Chcę być z żołnierzami. Zostaje. W ciężkich warunkach, gdzie leje się krew, a strach zagląda uporczywie w oczy, w okopach odprawia codziennie Mszę św. Jest taka scena w filmie pt. „Don Gnocchi. Anioł dzieci”, kiedy ten włoski kapłan w czasie Przeistoczenia wznosi kielich z krwią Chrystusa do góry, a kule przeszywają naczynie na wylot. Kielich wypada z rąk ks. Karola. Wywraca się w powietrzu, a wino przemienione w krew rozlewa się w wąskim okopie i na uczestniczących we Mszy żołnierzy: na ich brudne mundury i spocone twarze. Oniemieli nie ruszają się przez chwilę z miejsca, po czym padają na kolana. Niektórzy płaczą. Do tej sceny ks. Carlo będzie wracał wielokrotnie. A tam na froncie albańskim nie musi już więcej przekonywać ani dowódcy, ani żołnierzy, jak blisko nich jest Bóg, jak bardzo oddaje się im w ofierze. Właśnie w horrorze wojny. Od tamtej Mszy żołnierze przychodzą do don Carla, spowiadają się, wylewają łzy. Czyta im listy od rodzin – wielu z tych młodych chłopców jest analfabetami. Don Carlo jest kapelanem włoskich strzelców górskich aż do zimy 1942/1943. Przeżył z nimi tragiczny odwrót z ZSRR. Ale w okopach Albanii wydarzy się jeszcze coś. Ks. Carlo zaprzyjaźnia się z 20-letnim Giuseppe Esposito. Żołnierz o pseudonimie Margherita ciężko znosi rozłąkę z domem, strach przed śmiercią paraliżuje każdy dzień na froncie. Pewnego dnia na rozkaz generała chłopcy muszą zdobyć kolejną górę. Trzeba, wystawiając się na ostrzał, przebiec spory kawałek łąki. Giuseppe dostaje dwie kule: w plecy i głowę. Don Carlo, mimo sprzeciwu dowódcy, wśród kul biegnie na ratunek. Chłopak umiera na jego rękach. „Patrząc na niego, spojrzałem Chrystusowi w oczy. Zobaczyłem Go” – napisze w liście do brata don Gnocchi. Te kilka chwil z konającym Giuseppe zaważy na jego życiu. Pisze: „od tej chwili pragnę oddać całe swoje życie na dzieła miłosierdzia. Pragnę i modlę się do Boga, żeby pozwolił mi służyć Jego ukochanym ubogim. O taką karierę go proszę”.

Anioł dzieci

Ksiądz Carlo nie musi długo czekać na odpowiedź. Mija zaledwie kilka miesięcy. Jest rok 1945. Na ulicach miast przerażający pejzaż błąkających się, wygłodzonych i zdezorientowanych dzieci. Kalekich, sierot. Do drzwi domu don Carla puka matka z 11-letnim chłopcem na rękach. Wybuch bomby wyrwał mu rękę i nogę. Dziecko może przemieszczać się tylko z pomocą innych. Kobieta kładzie chłopca na biurku don Carla. „To było jak olśnienie – pisze kapłan – jak snop światła, przynaglenie. Muszę zająć się takimi sierotami! – pomyślałem”. Szybko powstaje Federacja „Pro infanzia mutilata”, która w 1952 r. przekształci się w fundację „Pro Juventute”. Don Carlo z pomocą władz wynajmuje gigantyczny budynek w centrum Mediolanu. Musi zorganizować łóżka, środki sanitarne, odzież, książki, kule dla kalekich. – Zabrałem się do wszystkiego, nie wiedząc nawet, ile kosztuje para spodni, chleb czy ołówek. Zaufałem Bogu, rzuciłem się w Jego ramiona – powie. Na otwarcie przyjeżdża sam ówczesny premier Alcide De Gasperi. Zaraz po przecięciu symbolicznej wstęgi, przemówienie wygłasza kaleki chłopak. 14-latek nie ma dłoni. Udaje mu się przez łzy powiedzieć tylko: „Don Carlo to nasz Anioł Stróż”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji