Nowy numer 48/2022 Archiwum

Katolik Belloc

Hilaire Belloc jest postacią nieznaną, którą koniecznie trzeba odkryć! Kochał namiętnie życie i równie silnie Kościół katolicki. Historyk, orator, poeta, autor 153 książek. Przewidywał, że Zachód bez wiary upadnie. Raczej się nie mylił.

Wiara to Europa i Europa to wiara

Jako młody człowiek Belloc stracił wiarę. Później stało się coś, co sprawiło, że do niej wrócił. Co dokładnie? On sam nigdy publicznie o tym nie mówił; w jego książkach można znaleźć jedynie aluzje do tego wydarzenia. Jedna z najsłynniejszych jego tez brzmi: „wiara to Europa i Europa to wiara”. To zdanie streszcza jego spojrzenie na historię Wysp i kontynentu. W książce „Europa i wiara” (1920) wykazywał, że sercem europejskiej kultury jest chrześcijaństwo. Dziedzictwo antycznej Grecji i Rzymu zostało wchłonięte i przemienione przez Kościół, i to dało fundament całej europejskiej cywilizacji. Belloc krytycznie oceniał reformację, uważając, że przyczyniła się do osłabienia jedności i tożsamości Europy. Podkreślał, że jeśli Europa ma przetrwać, musi wrócić do jedności budowanej na wierze, na poczuciu wspólnego dziedzictwa. Zarzucano mu, że utożsamia Europę z chrześcijaństwem, a przecież wiara jest propozycją dla całego świata. Tłumaczył więc: „Nigdy nie powiedziałem, że Kościół musi być koniecznie europejski. Kościół będzie trwał zawsze na tej ziemi, do końca świata. Nasi odlegli potomkowie mogą przekonać się, że centrum Kościoła znajdzie się w Afryce lub Azji. Powiedziałem natomiast, że to, co europejskie, jest z istoty katolickie, i że wartości europejskie znikną wraz ze zniknięciem katolicyzmu”. Belloc uważał, że islam jest jedną z chrześcijańskich herezji.

Przewidywał, że u drzwi Zachodu stanie kiedyś islam, którego siłą jest mocna wiara. Zachód pozbawiony duchowego kręgosłupa może okazać się za słaby, by przeciwstawić się ekspansji mahometan. Belloc sięgał nieraz do metafory barbarzyńcy rozumianego jako wróg wiary. Pisał, że nowoczesny barbarzyńca to ktoś, kto wyśmiewa utrwalone przekonania naszego dziedzictwa. Ktoś z wieczną drwiną na ustach, kto uważa się za kogoś ponad wszystkimi. Osądza biednego wierzącego, idącego do kościoła, starsze kobiety zmawiające pacierze przed figurkami Madonny. Owszem, ciężko jest dojść do wiary i nią żyć, ale odrzucać ją z powodu tanich kpin jest nikczemnością. To właśnie barbarzyństwo. Jeden ze znawców Belloca napisał, że angielska klasa średnia, do której on sam należał, najpierw go czytała i adorowała, potem dobrodusznie odłożyła na bok, a na końcu wyizolowała. Jego nieustępliwa obrona wszystkiego, co katolickie, najpierw bawiła wykształconych, nastawionych sceptycznie do każdej nowości, następnie obrażała, a w końcu uznano, że to nie do zniesienia. Oskarżano go niesłusznie o antysemityzm. Belloc, choć był postacią bardzo wpływową w brytyjskim życiu początku XX wieku, wydaje się zapomniany. Powód jest dość prosty: był zbyt niebezpieczny dla europejskich elit. W 1941 roku pisarz doznał udaru i nigdy nie odzyskał już pełnej sprawności. Zmarł w 1953 roku, pochowano go w sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w West Grinstead, gdzie uczęszczał na Msze. Ks. Ronald Knox w homilii pogrzebowej zauważył: „żaden człowiek w jego czasach nie walczył tak ciężko o dobro”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy