Nowy numer 42/2019 Archiwum

Na rozstaju dróg

Bez czołgów i karabinów, za to przy stole i w drodze referendum – tak może wyglądać szkocko-angielskie rozstanie po trzech wiekach unii. Tylko czy Szkoci naprawdę chcą niepodległości?

W 2014 roku Szkoci zdecydują, czy chcą pełnej suwerenności, czy też wolą pozostać częścią Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Brytyjski premier David Cameron i szef szkockiego rządu Alex Salmond podpisali porozumienie w sprawie referendum, które określi przyszłość polityczną na Wyspach. Gdyby do rozstania doszło, byłby to pierwszy współcześnie (nie licząc Czechosłowacji) przykład rozejścia za porozumieniem stron.

Ryzykowna gra Londynu

Cameron, zgadzając się na referendum, gra ryzykownie, bo choć na razie Szkoci niekoniecznie garną się masowo do niepodległości (ok. 28–38 proc. według różnych sondaży), to w ciągu dwóch lat może się jeszcze wiele wydarzyć. I rok 2014 jest tutaj kluczowy dla rządzącej Szkockiej Partii Narodowej, która mocno naciskała na Camerona, by ten zgodził się właśnie na tę datę. Po pierwsze, zwolennicy niepodległości zyskują więcej czasu na przekonanie nieprzekonanych. Po drugie – w 2014 roku przypada 700. rocznica zwycięskiej dla Szkotów bitwy pod Bannockburn. Nacjonaliści liczą więc, że obchody związane z tym wydarzeniem wzmocnią poczucie odrębności i tożsamości narodowej u Szkotów, a to będzie miało przełożenie na decyzje podejmowane przy urnach. Cameron długo obstawał przy jak najwcześniejszej dacie referendum, znając dobrze wyniki sondaży. Gdyby referendum skończyło się fiaskiem szkockich nacjonalistów, premier Wielkiej Brytanii przeszedłby do historii jako ten, który powstrzymał kraj przed rozpadem. Zgoda na 2-letnią kampanię przed referendum jest zatem ryzykiem, jakie podjął. Szkocki rząd uzyskał również inną gwarancję: w referendum będą mogli wziąć udział już 16-latkowie. Z kolei Cameron nie zgodził się na to, by w referendum Szkoci mogli odpowiadać na jeszcze jedno pytanie dotyczące ewentualnego zwiększenia autonomii Edynburga wobec Londynu. Na tym pytaniu zależało Alexowi Salmondowi, szefowi szkockiego rządu. Dlaczego? On też jest świadomy, że większość rodaków może nie zagłosować za suwerennością, i chciał zabezpieczyć się alternatywą.

Gdyby większość Szkotów powiedziała NIE niepodległości, za to TAK jeszcze większej autonomii, to w gruncie rzeczy oznaczałoby to praktycznie całkowitą niezależność od Londynu, poza polityką zagraniczną i obronną. Szkockie władze zyskałyby m.in. samodzielność w prowadzeniu polityki podatkowej.

Związek bez uczuć

Stopniowa decentralizacja i uniezależnianie się od Londynu postępuje zwłaszcza od 1997 roku. W referendum Szkoci opowiedzieli się za przywróceniem do życia własnego parlamentu. Wolę Szkotów uszanował Londyn (premierem Wielkiej Brytanii był wtedy Tony Blair). Wskrzeszenie szkockiego parlamentu poszło w parze z przyznaniem Szkocji jeszcze większej autonomii: m.in. w kwestii oświaty, kultury, częściowo również w sprawach gospodarczych. Kiedy w 2007 roku Szkocka Partia Narodowa objęła władzę w Edynburgu, temat niepodległości stał się jeszcze bardziej żywy. Próby uniezależnienia się Szkocji od Wielkiej Brytanii mają oczywiście długą tradycję historyczną, bo unia z Anglią nigdy nie była związkiem z miłości. Jednak najnowsza fala dążeń niepodległościowych rozpoczęła się dopiero wraz z odkryciem ropy naftowej pod dnem Morza Północnego w połowie lat 70. XX wieku. Dzięki eksploatacji ropy szkocka gospodarka zaczęła dynamicznie się rozwijać i pojawiły się głosy, że być może pozostawanie w unii z Wielką Brytanią przestało być dla Szkocji opłacalne ekonomicznie. Obecnie około jednej trzeciej szkockiego PKB pochodzi właśnie z zysków z wydobycia. Znajdujący się w Aberdeen w północnej Szkocji przemysł wydobywczy może okazać się głównym polem bitwy o niepodległość Szkocji. Szkoci już dziś narzekają, że zyski z wydobycia idą najpierw do Londynu, a potem dopiero są rozdzielane na całą Wielką Brytanię. Wraz z niepodległością chcieliby przejąć nad tym całkowitą kontrolę, ewentualnie dogadać się z Anglikami co do podziału. Z kolei Anglicy odpowiadają, że Szkoci nie mają co narzekać, bo i tak duża część podatków płaconych przez Anglików idzie na Szkocję. I tak w kółko. Być może nawet Londynowi łatwiej byłoby się rozstać z niekochanym współmałżonkiem (od początku unii mówili, że to „najbardziej barbarzyński kraj na świecie”), gdyby nie żyła złota w postaci ropy. I pewnie Londyn chętniej zgodziłby się na niepodległą Szkocję jeszcze rok temu, zanim odkryto, że złoża na Morzu Północnym jednak wcale się nie kurczą, jak sądzono. Całkiem niedawno odkryto, że możliwe do eksploatacji obszary są dużo większe, niż zakładano w wieloletnich strategiach. Szef szkockiego rządu Salmond wie jednak, że nie tylko ropa jest atutem w walce o niepodległość. Szkocja ma najlepsze w Europie warunki do rozwoju energii odnawialnej z wiatru. Do tego Salmond chce forsować projekt „Karaibów Europy”, wykorzystując niewątpliwe walory turystyczne kraju, zwłaszcza tysięcy północnych wysp i wysepek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji