Nowy numer 41/2019 Archiwum

Niewinność Martinellego

Aż dziw, że po premierze „Bitwy pod Wiedniem” na ulicach zamieszkałych przez muzułmanów miast nie wybuchły zamieszki. Prawdopodobnie nie czytali recenzji polskich krytyków.

Filmowej „Bitwy pod Wiedniem” Renza Martinellego obronić się nie da. Od strony artystycznej jest porażką, a marketingowe zabiegi rozbudziły niespełnione oczekiwania. Nie dziwią więc ostre sformułowania, które znaleźć można w recenzjach ukazujących się w prasie i portalach internetowych. Czasem jednak recenzje przekraczają miarę, operują nie argumentami merytorycznymi, ale raczej obnażają niewiedzę i kompleksy ich autorów. Co szczególnie zdenerwowało grono krytyków filmu? Piszę grono, bo nie są to pojedyncze przypadki. Stawiają oni „Bitwie pod Wiedniem” dwa zarzuty wielkiego kalibru: to antymuzułmańska propaganda, a do tego podszyta katolicką ideologią.

Bitwa antymuzułmańska

Można byłoby to skwitować stwierdzeniem, że zarzuty są słuszne. Po pierwsze film jest antymuzułmański i bitwa pod Wiedniem też była antymuzułmańska, bo Turcja była i jest państwem muzułmańskim. Drugi zarzut, że film jest ideologicznie prokatolicki, bo jak czytamy: „…tymczasem bitwa pod Wiedniem nie tylko baśnią jest jarmarcznie toporną i podszytą prokatolicką ideologią na poziomie socrealistycznych produkcyjniaków…” [Paweł T. Felis]. Dzisiaj każdy film, w którym katolicyzm, a szerzej chrześcijaństwo przedstawione zostało bez negatywnych konotacji, budzi podejrzliwość i naraża się na atak antyreligijnych aktywistów każdej branży. Jednak i z tym zarzutem można się zgodzić. Rzeczywiście na sztandarach antytureckiej koalicji widniały symbole chrześcijańskie, a dowódcy i żołnierze przed bitwą brali udział w Mszach, modlili się, a w czasie walki wzywali na pomoc Boga. Martinelli również w tym temacie nie skłamał. Krytykom, którzy historię Europy traktują w oderwaniu od realiów tamtych czasów, trudno przyjąć do wiadomości, że dla milionów jej mieszkańców wiara była podstawą ich egzystencji. Dosyć ironii, na koniec ogólnych rozważań jeszcze tylko jedna uwaga. Koproducentem filmu była też Turcja. O ile mi wiadomo, do tej pory tureccy producenci jakoś nie dostrzegli w nim antyislamskiej propagandy ani też nie przeszkadzał im krzyż Jana Pawła II.

Turcja to w końcu nie Arabia Saudyjska. Chyba że po lekturze niektórych opinii Turcy zmienią zdanie.

Wyprawa na kebab

Myślę, że warto się przyjrzeć co bardziej kuriozalnym opiniom wspomnianych krytyków. Jeden z nich napisał, że jest to „baśń o naprawdę bardzo dobrych katolikach i naprawdę złych muzułmanach” [Paweł T. Felis]. Inny, odkrywając intencje reżysera, napisał jeszcze dosadniej: film jest „...obrzydliwie antyislamski, o czym może świadczyć to, że podkreślana jest tam data 11 września – choć bitwa rozegrała się dzień później, a oblężenie Wiednia zaczęło wcześniej. Ale przecież chodzi o to, by szkolne wycieczki utrwaliły sobie w pamięci, gdzie tkwią korzenie islamskiego terroryzmu, może po seansie dzieciaki podpalą jakąś budkę z kebabem, jeszcze raz mszcząc przodków poległych ponad 300 lat temu z rąk siepaczy wezyra” [Jakub Demiańczyk]. „»Bitwa pod Wiedniem« to bełkotliwy obrazek zawiedzionych nadziei, chorych ambicji i fanatycznych wizji, które momentami przypominają znane wszystkim filmiki prowokujące wyznawców islamu na całym świecie” – wtóruje autorowi ostrzegającemu właścicieli budek z kebabem przed szkolną dziatwą Joanna Ostrowska, przeprowadzając iście freudowską analizę dzieła Martinellego. Teraz, w razie zniszczenia jakiejkolwiek budki z kebabem, nie będziemy mieć pewności, czy nie nastąpiło to przypadkiem pod wpływem siły artystycznej, jaka bije z „Bitwy pod Wiedniem”. Najlepiej więc zakazać jej oglądania, a może nawet schować do magazynów dzieł sztuki, związanych z odsieczą wiedeńską. A może pójść jeszcze dalej i zabronić lektur historycznych, opracowań na ten temat, bo każde, z wyjątkiem opisujących historię alternatywną, będzie w jakiejś części antymuzułmańskie. Naprawdę trudno dyskutować z tak absurdalnymi zarzutami.

W imię proroka

Każdy film przedstawiający bitwę pod Wiedniem będzie filmem antymuzułmańskim, chyba że zafałszuje historię. Od chwili zdobycia Konstantynopola w 1453 roku imperium Osmanów było w nieustannym natarciu. Turcy opanowali Bułgarię, Albanię, Serbię, cześć Węgier, zmusili do uznania swojej zwierzchności Wołoszczyznę i Mołdawię, odebrali Wenecji Kretę. Czasem ponosili porażki, ale to nie hamowało ich inwazji na Europę. W XVII wieku Imperium Ottomańskie rozciągało swe granice na ogromnej przestrzeni, dysponowało siłą militarną, z jaką trudno byłoby sobie poradzić jakiemukolwiek państwu europejskiemu bez pomocy innych. Pamiętajmy, że na przykład Polska zmagała się w 1673 roku tylko z jednym korpusem tureckim. Na Habsburgów ruszyła cała turecka potęga. Można tylko sobie wyobrazić, jakie skutki przyniosłoby dla chrześcijańskiej Europy zdobycie przez Turków Wiednia, owego wymarzonego przez sułtanów „złotego jabłka”, i klęska cesarstwa. Czy powstrzymaliby się od dalszej ekspansji, czy raczej, jak uczy historia ich podbojów w imię proroka, ruszyliby dalej. Jak wyglądały tolerancyjne rzekomo rządy Osmanów i co przyniosły przykładowo południowej Europie, można przeczytać w każdym podręczniku historii. Z ich skutkami Bałkany zmagają się do dzisiaj. Europa zgodnie z tym, co mówi w filmie Marek z Aviano, broniła swej chrześcijańskiej tożsamości.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji