Nowy numer 08/2020 Archiwum

Intelektualiści na Marszu

Jak podaje policja, Kongres Kultury Chrześcijańskiej w Lublinie przebiegł bez incydentów.

W tym samym czasie, kiedy ulicami Warszawy przeszły tysiące (zdaniem jednych: dziesiątki, zdaniem drugich: setki tysięcy) przeciwników rządu Donalda Tuska, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim odbył się IV Kongres Kultury Chrześcijańskiej. Wzięło w nim udział łącznie ok. kilkuset osób – naukowców, duchownych, ale i świeckich, którzy nie mają na co dzień styczności z tematami, poruszanymi na tym spotkaniu. W kuluarach rozmawiałem ze studentami, którzy pędzili z jednego panelu o chrześcijańskim miłosierdziu na drugi panel o nowym feminizmie i z emerytkami, które wreszcie mają czas na poszerzanie swojej wiedzy (choć z drugiej strony zadają nieco przydługie pytania).

A było czego posłuchać. I to nie tylko w trakcie naukowych wykładów takich osób jak abp Celestino Migliore czy George Weigel. Obrady ożywiały panele, na których osoby o różnych doświadczeniach i wrażliwościach mogły wymienić poglądy na takie tematy, jak chrześcijańskie miłosierdzie, nowy feminizm, czy relacje między mediami a Kościołem. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie żywe świadectwo s. Małgorzaty Chmielewskiej i ks. Jacka Stryczka, którzy krytykowali powszechne formy pomocy biednym. Dlaczego córce biednych rodziców musimy koniecznie dawać „odpadki” w postaci misia z urwanym uchem? Bajki o dzieciach, które cieszą się z połamanych zabawek są szczególnie wzruszające dla tych, którzy mają pieniądze na nowe gadająco-siusiające lalki i zdalnie sterowane samochody, ale obawiam się, że rodziców bohaterów tych opowieści już tak za serce nie łapią. S. Chmielewska mówiła o tym, jak ważny dla ubogich jest kontakt z pięknem. Jednak prawdziwym obuchem była wypowiedź ks. Mieczysława Puzewicza, twórcy Centrum Wolontariatu w Lublinie, który stwierdził, że kto nie ma „swojego ubogiego” ten nie pójdzie nawet do czyśćca…

Krótszy lub dłuższy akapit można by poświęcić właściwie wszystkim wystąpieniom – z moich faworytów wymienię wykład prof. Buttiglione o stosunku Jana Pawła II do praw człowieka, ks. Tomasa Halika o dechrystianizacji i panel na temat relacji Kościoła i mediów. Po powrocie do domu w rzeczonych mediach nie można było jednak znaleźć wiele informacji o tym wydarzeniu. Wszędzie królował za to marsz „Obudź się Polsko”, relacje z protestów i komentarze ekspertów.

Zupełnie mnie to nie dziwi. Sam, pisząc relacje z obrad, nieomal zasypiam. I to nie dlatego, że były nudne – po prostu trudno pasjonująco pisać o facetach i facetkach siedzących za stołem prezydialnym lub wygłaszającym swoje refleksje z pulpitu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z manifestacjami, na których można nagrać smakowite i szybkie obrazki. Do chóru przeciwników Marszu się nie przyłączę, bo być może rzeczywiście nastąpił moment, w którym przeciwnicy rządu wychodzą na ulicę nie po to, żeby protestować przeciwko jakiemuś konkretnemu działaniu, ale – przeciwko rządowi jako takiemu (choć mocno zgrzyta mi zaangażowanie o. Rydzyka, jako zakonnika i katolickiego księdza, w tę imprezę). Niemniej zdziwiło mnie niewielkie zainteresowanie tematem mediów katolickich – szczególnie tych, dla których walka o kulturę chrześcijańską jest bardzo istotna.

Podczas debaty „>Człowiek drogą Kościoła<. A co drogą człowieka?” trudne pytania Jerzemu Sosnowskiemu i ks. Andrzejowi Dragule musiał zadawać prowadzący dyskusję, ponieważ zabrakło panelistów, którzy by się z nimi nie zgadzali. W kuluarach kilkakrotnie rozmawiałem z przedstawicielami „Więzi”, uciąłem sobie także krótką pogawędkę przy stoisku „Znaku”, jednak na próżno tęsknym wzrokiem wypatrywałem starych znajomych ze środowiska „Frondy”. Szkoda także, że nikt z „Christianitas” nie przybył zadać podchwytliwego pytania np. Zygmuntowi Baumanowi. Wiem za to, że część osób związanych z warszawskim środowiskiem tradycji maszerowała na Plac Zamkowy. Oczywiście mają ku temu prawo.

Być może przemawia przeze mnie po prostu lokalny patriotyzm, być może KKCh jest tak naprawdę tylko jednym z wielu wydarzeń w kalendarzu polskiego Kościoła, wydarzeniem de facto lokalnym, w którym tylko przypadkowo uczestniczy ktoś z dalekiej Warszawy. Z pewnością inicjatywa przeżywa trudne chwile po śmierci swojego twórcy, abpa Józefa Życińskiego, a dalszy jej los być może stoi pod znakiem zapytania. Nie zmienia to jednak faktu, że Kongres Kultury Chrześcijańskiej jest inicjatywą, która umożliwia spotkanie się katolików o różnych poglądach i wrażliwościach: fakt, iż nie jest się zaproszonym do udziału w panelu, nie znaczy, że nie można w nim uczestniczyć jako słuchacz, zadać pytania, czy zaczepić prelegenta w kuluarach. Że nie można także tam prowadzić dyskusji o Kościele – bo miejsc, gdzie można to dziś robić nie wchodząc w pyskówki, jest bardzo mało. A Lublin jest ku temu miejscem wręcz wymarzonym: to w końcu tu dzieje się akcja „Monachomachii” Ignacego Krasickiego.

V Kongres – o ile się odbędzie – będzie miał miejsce za cztery lata. Mógłby być bardziej pluralistyczny, jeśli chodzi o „oficjalnych” uczestników i lepiej rozreklamowany. Z pewnością jednak potrzebuje katolików, którym chce się spotykać i dyskutować, nie tylko w gronie własnych przyjaciół i w studiach telewizyjnych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

  • tb
    02.10.2012 11:16
    Chcę wiedzieć , kto zaprosił na ten kongres stalinowskiego siepacza Baumana i czy KUL nadal jest katolicką uczelnią ?
    doceń 4
  • L
    02.10.2012 21:12
    Bardzo pożyteczna, ciekawa inicjatywa. Natomiast większość komentarzy pod tym tekstem już tak poważna nie jest. Walka o wolność słowa? Srsly? Nie wiedziałem, że do Polski znowu wtargnęły hitlerowskie wojska. "S. Anna Bałchan w ostrych słowach skrytykowała postawę większości chrześcijan w naszym kraju, którzy koncertują się wyłącznie na narzekaniu, twierdzeniu, że są prześladowani, nieustannych protestach itd. Nazwała ich wprost „cieniasami”, tłumacząc, że taka postawa nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, które powołuje nas do świadectwa wiary wobec tych, którzy tego najbardziej potrzebują". Faktycznie "Obudź się Polsko", ale w zupełnie innym sensie, niż wymyślili to autorzy tego sloganu. Bądźmy poważni!
    doceń 0
  • leost
    03.10.2012 01:36
    Autor artykułu zapomina chyba ,że wiara jest także przeżyciem wspólnotowym.To co autor nazwał imprezą, to najpierw była msza św., potem przemarsz środowisk katolicko-patriotyczno-narodowych i konserwatywnych oraz związkowców ulicami Warszawy zakończony wiecem politycznym po którym odbyły się występy artystyczne.Mieliśmy tu do czynienia z szeregiem imprez powiązanych linearnie czynnikiem czasowym. Nawiasem mówiąc. W latach osiemdziesiątych sbecy nazywali msze szczególnie te za Ojczyznę ,imprezami.-Kiedyś uczestniczyłem w kongresie Akcji Katolickiej. Kongres został zapoczątkowany mszą św. Potem odbyły się panele dyskusyjne. A zakończony został przemarszem uczestników i mieszkańców ulicami miasta do miejscowej fary.-I jeszcze jedno-pamiętam jak ładnych parę lat temu odbyły się we Francji demonstracje uliczne w obronie katolickich szkół w których uczestniczyło milion Francuzów
    doceń 2
  • cloud
    03.10.2012 19:38
    I to dopiero początki. Ludzie coraz częściej będa wychodzić na ulice, bo powodów będzie coraz więcej. Jak jeszcze bardziej zaboli w portfelu -to bedzie jak w Grecji. Ten marsz to dopiero pocztek, bo niby kreyzys nas omija a tak żyjemy jak dziady w porówaniu z biedną Grecją. Na publi.pl znajdziecie kupe artykułów o marszu.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama