Nowy numer 39/2020 Archiwum

Metoda Martiniego

Kupowałem jego książki w ciemno i nigdy się nie zawiodłem. Uczył czytania Biblii jako słowa żyjącego Boga. Przyczynił się do renesansu metody lectio divina. Był pasterzem zasłuchanym w Boga i w ludzi.

Kardynał Carlo Maria Martini, emerytowany arcybiskup Mediolanu, odszedł do wieczności w 85. roku życia, 60. roku kapłaństwa, pokonany fizycznie przez chorobę Parkinsona. Media przyklejały mu etykietkę kościelnego „liberała”, lidera Kościoła „postępowego”. Wyrywano z kontekstu niektóre wypowiedzi kardynała i w ten sposób przypisywano mu program „odnowy” Kościoła. Byłoby źle, gdyby tę wizję jego osoby kupowali bezkrytycznie katolicy. Taka ocena jest bowiem krzywdząca i fałszywa po prostu. Zmarły kardynał był jedną z najwybitniejszych osobowości Kościoła naszych czasów. Należał do ścisłej „drużyny” bł. Jana Pawła II. – Papież czerpał wiele inspiracji od kard. Martiniego. Widać to w dokumentach Jana Pawła II. Przyczynił się w decydujący sposób do odnowy czytania Biblii metodą lectio divina. Słyszałem, jak młodzi mediolańczycy mówili o nim „nasz kardynał”. Liczono się z jego zdaniem w tym mieście – podkreśla ks. Jan Kochel, biblista, autor pracy o Martinim. Tłumy stojące przed katedrą, aby pożegnać swojego pasterza, to niecodzienny widok w Mediolanie, w którym króluje moda i futbol.


Prorockie spojrzenie w dal
Można spokojnie postawić obok siebie trzy postacie: Jana Pawła II, Benedykta XVI i właśnie kard. Martiniego. Tworzyli trójkę niezwykle oryginalnych, opatrznościowych pasterzy Kościoła epoki posoborowej: Jan Paweł – filozof, Benedykt – teolog, Martini – biblista; każdy obdarzony potężnym intelektem, głęboką duchowością i zarazem, co może najważniejsze, mający wyczulony słuch na współczesność, rozumiejący doskonale, że Kościół musi szukać nowych dróg skutecznego głoszenia Dobrej Nowiny.

Oczywiście każdy z nich inaczej rozkłada akcenty, ma inną charyzmę. Bogu dzięki! Nie każda różnica jest przecież od razu konfliktem i brakiem jedności. To prawda, że zmarły kardynał z całej tej trójki parł najbardziej do przodu, o ile tak można powiedzieć. Nie bał się żadnych pytań współczesnych ludzi, nie unikał spotkań z ateistami, agnostykami, ludźmi innych religii, potrafił rozmawiać z młodzieżą. Przez ostatnie lata publikował w największym włoskim dzienniku „Corriere della Sera” raz w miesiącu rubrykę, w której odpowiadał na listy czytelników. „W co wierzy ten, kto nie wierzy?” – to tytuł książki – dialogu kard. Martiniego z Umberto Eco. Ta rozmowa, która bynajmniej nie jest tylko wymianą uprzejmości, jest dowodem na to, że Kościół, będąc otwarty, może pozostawać twierdzą. Kard. Martini pisze: „nie zamierzałem ani pouczać, ani rozprawiać, ani polemizować, ale przede wszystkim pytać, pytać, żeby zrozumieć, w jaki sposób laik uzasadnia teoretycznie swe pryncypia moralne”. W zakończeniu przyznaje, że nie usłyszał, na czym ma się opierać laicka etyka, skoro jej dogmatem jest brak jakiegokolwiek fundamentu. W tym kontekście pada zdanie, pod którym Benedykt XVI podpisałby się obiema rękami: „Prawda jest lekarstwem na kruchość dobra, jakiej ciągle doświadczamy”. Tego zdania liberalne media nie zacytują. „Bez wątpienia spojrzenie Martiniego sięgało dalej, starało się wykraczać w przyszłość, obejmować ją. W tym sensie można powiedzieć, że naprawdę odegrał on rolę »profetyczną«, a prorok jako taki jest mocno zakorzeniony w Historii, odkrywa jej poruszenia i napięcia” – podkreśla kard. Gianfranco Ravasi, szef Papieskiej Rady Kultury, biblista, przyjaciel zmarłego. I dodaje: „Mówiło się, że Martini wypowiadał się niezgodnie albo nie do końca zgodnie z doktryną, np. w sprawach bioetycznych czy innych podobnych tematach. Tymczasem jego wiara była niemal jak skała, ale z drugiej strony była ona niezwykle wrażliwa na charakter i złożoność rzeczywistości, której rozmaite aspekty muszą zostać wzięte pod uwagę. I właśnie w tym sensie, jak sądzę, można mówić o jego spojrzeniu »wykraczającym dalej«”.


Pracowite życie
Jego niezwykle pracowite życie zaczęło się 15 lutego 1927 roku w Turynie. Matka była osobą bardzo religijną; ojciec, inżynier, był człowiekiem wymagającym, ale szanował wybory życiowe swoich dzieci. W domu wielkim szacunkiem otaczano książki. Mając 10 lat, przyszły biblista kupuje sobie pierwszy egzemplarz Pisma Świętego. Uczy się w Kolegium Jezuickim w Turynie. W 1944 roku, w wieku 17 lat, wstępuje do Towarzystwa Jezusowego. Studia filozoficzne kończy u jezuitów w Gallarate (prowincja Mediolanu), a teologiczne na fakultecie w Chieri. Tam też 13 lipca 1952 r. przyjmuje święcenia kapłańskie. Po trzech latach pobytu w Austrii zaczyna studia specjalistyczne z teologii fundamentalnej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, które wieńczy doktoratem o historyczności zmartwychwstania. W 1959 roku zaczyna wykładać teologię w Chieri, ale swoje zainteresowania naukowe koncentruje coraz bardziej na Biblii. Podejmuje kolejne studia, tym razem w Instytucie Biblijnym w Rzymie, gdzie wkrótce staje się wykładowcą, a od 1969 roku rektorem. W 1978 roku papież Paweł VI mianuje go rektorem Uniwersytetu Gregoriańskiego, prosi go także o poprowadzenie rekolekcji na Watykanie. Jan Paweł II mianuje Martiniego arcybiskupem Mediolanu i osobiście udziela mu sakry 6 stycznia 1980 roku. W 1983 r. zostaje kardynałem. Po przejściu na emeryturę w 2002 r. zamieszkuje w Jerozolimie, trzecim, po Rzymie i Mediolanie, ukochanym mieście. Gdy stan jego zdrowia ulega pogorszeniu, wraca w 2008 roku do Włoch. Ciężko chorego kardynała odwiedził Benedykt XVI podczas pobytu w Mediolanie w czerwcu tego roku.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama