Nowy numer 23/2021 Archiwum

40 lat minęło…

Nie wyobrażamy sobie bez nich życia, mimo że ich historia jest bardzo krótka. W Polsce mamy je od około dwóch dekad, choć na początku niewielu mogło sobie na nie pozwolić.

Niestety, nie udało się stworzyć jednolitego standardu dla wszystkich sieci, dlatego też SMS-y czasem dochodziły, a czasem nie. Zresztą wysyłanie SMS-ów było osiągalne tylko dla tych, którzy mieli najnowsze telefony. Możliwość wysyłania SMS-ów w tamtych czasach była opcją tylko w niektórych aparatach komórkowych. Trochę tak, jak dzisiaj nie wszystkie aparaty mają wmontowany GPS. Prawdziwy rozwój telefonii komórkowej w Polsce nastąpił po 1996 roku, kiedy na rynku pojawiły się sieci Era i Plus. Operowały one w nowym systemie GSM, który dawał o wiele większe możliwości niż system analogowy, z którego korzystała firma Centertel. Gdy było wiadomo, że nowy system wchodzi na polski rynek, Centertel uruchomił dużą akcję reklamową. Wtedy komórki kojarzyły się z luksusem, ale także z ciemnymi interesami, z bogactwem niewiadomego pochodzenia.

Hasło „Skóra, fura i komóra” najlepiej to chyba obrazuje. „Stać cię na telefon” było hasłem promującym telefony Centertel. Hasłem nieprawdziwym. Niewielu było wtedy stać na komórkę. Ale to dosyć szybko zmieniło się właśnie dzięki konkurencji z nowymi sieciami. Na rynku telefonów komórkowych wprowadzono zupełnie nową politykę cenową. Zaczęto celowo dofinansowywać aparaty telefoniczne, aż osiągnięto pułap ceny, która była do zaakceptowania przez szerszego odbiorcę. Na czym nowa polityka polega? Telefon kupuje się za grosze, bo operator zarobi na tym, co płacimy w abonamencie. To trochę tak, jak gdyby samochody kosztowały powiedzmy kilkaset złotych, bo diler zarabiałby na benzynie, którą przez lata wlewamy do baku.

Niekończący się wyścig

Porównując dzisiejsze telefony komórkowe do tych sprzed 20, 30 lat, trudno doszukać się wielu podobieństw. Kilogramowe cegły z ogromnymi przyciskami i małymi wyświetlaczami można znaleźć jedynie w domach zapalonych kolekcjonerów, ewentualnie w muzeach. Zastąpione zostały smartfonami z ogromnymi ekranami dotykowymi, w których połączenia głosowe to tylko jedna z wielu funkcji, jakie aparat oferuje. I okazuje się, że coraz częściej wcale nie najważniejsza. W czasie jednego z ostatnich badań okazało się, że młodzi ludzie znacznie częściej korzystają z telefonu do szperania w internecie niż dzwonienia. Dostęp do internetu, fotograficzny aparat cyfrowy czy rozbudowany terminarz (przypominający o spotkaniach, urodzinach czy zakupach) nikogo dzisiaj nie dziwi. Odtwarzacze muzyki i filmów są jednymi z podstawowych funkcji każdego urządzenia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się