Nowy numer 39/2020 Archiwum

Dzieje się dzieją

Kto nie widzi mocy Słowa Bożego, niech prosi o lepszy wzrok

Niedawno rozmawiałem z polskim księdzem, który pracuje w zachodniej Europie. Gorliwy kapłan, ale po latach pracy w laicyzującym się środowisku pogodził się z rolą syndyka masy upadłościowej. – Ludzie coraz starsi, nowi nie przychodzą – mówił zrezygnowany.

– No to byś musiał mocą Jezusa kogoś uzdrowić, wtedy zaczną przychodzić – powiedziałem.

On na to, że nie ma tego daru. – Jak nie masz? A sakramenty? Chyba udzielasz namaszczenia chorych? – napadłem na niego. Nie wyglądał na przekonanego. – Namaszczenie chorych ma dawać nadzieję – bronił się.

No właśnie. Dajemy „nadzieję” na coś, co mamy po prostu dawać. W Liście św. Jakuba jak byk stoi: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone”.

Słowo Boże mówi jasno: Pan go PODŹWIGNIE. Jeśli rzadko tak się dzieje, to czego brakło? Modlitwy pełnej WIARY. A dlaczego brak wiary? Bo brak jej znaków – i koło się zamyka.

Wiara potrzebuje znaku. Jeśli Jezus mówił o znakach, które będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą, to brak znaków oznacza brak wiary. W Dziejach Apostolskich czytamy, że Paweł i Barnaba „nauczali odważnie, ufni w Pana, który potwierdzał słowo swej łaski cudami i znakami, dokonywanymi przez ich ręce” (Dz 14,3b). Uwaga: Bóg cudami i znakami POTWIERDZA słowo swojej łaski. To nie żadna fanaberia oczekiwać cudów i znaków mocy – te znaki i cuda to chrześcijańska normalność. Biblia jest ich pełna, od początku do końca. A także historia Kościoła.

Można gadać, że te potwierdzenia nie są potrzebne, tak jak można całe Słowo Boże uznać za metaforę i na jego bazie stworzyć własną religię niemocy i kompromisu nieba z piekłem. Można w imię wypaczonej miłości podtrzymywać człowieka, żeby się nie potknął na drodze do zguby. Ale to nie ma nic wspólnego z prawdziwą Ewangelią. Chrześcijaństwo to nie muzeum, w którym żyje się wspomnieniami dziejów apostolskich. Te dzieje się nie skończyły i nie skończą aż do ostatniej godziny świata. Są dziś tak samo realne jak dwadzieścia wieków temu.

Tej realności doświadczyłem kolejny raz za sprawą tygodniowych rekolekcji „Jezus żyje” na Górze św. Anny. Zorganizowały je gliwickie wspólnoty charyzmatyczne. To był już trzeci taki turnus w czasie tych wakacji, a w każdym po 400 ludzi. Doświadczyłem Kościoła żywego, który nie różni się niczym istotnym od opisanego w Nowym Testamencie. Spotkałem świadków Chrystusa, ludzi pełnych wiary, której autentyczność Bóg potwierdza uzdrowieniami, uwolnieniami, radością, o jakiej świat nie ma pojęcia. I jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że wspólnoty żywej, autentycznej wiary – takie, o jakich czytamy na kartach Nowego Testamentu – są dziś koniecznością. Mam to szczęście należeć do takiej wspólnoty i wiem, jaką siłę daje, jakim jest wsparciem i jak Bóg działa tam, gdzie ludzie wybrali Go na swojego Pana.

To jest Kościół. Zachwycający, bo Jezus jest zachwycający.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także