Nowy numer 44/2020 Archiwum

Silvie czekają…

Historia piłkarza Mario Balotellego to wzruszająca opowieść o rodzicielskiej miłości.

Z całego tego Euro zapamiętałam tak naprawdę jedno. A konkretnie jednego. A jeszcze konkretniej – jego historię. Przepiękną, wzruszającą opowieść o rodzicielskiej miłości i o tym, że każde dziecko zasługuje na prawdziwą miłość. Dla tej historii, świadectwa prawie, warto było przez miesiąc nie mieć dostępu do pilota i wieczornych programów telewizyjnych... Piłkarz Mario Balotelli, ciemnoskóry Włoch. Po strzeleniu dwóch (ponoć pięknych) goli Niemcom po meczu podszedł do matki Silvii, która dopingowała mu na stadionie.

Płakali oboje. Bo te gole były właśnie dla niej. Piłkarskie synowskie „dziękuję” za lata rodzicielskiej miłości. Mario to syn ubogich emigrantów z Ghany. Urodzony w 1990 roku w Palermo na Sycylii, został porzucony w szpitalu przez swych naturalnych rodziców. Ponoć bardzo chorował… W wieku dwóch lat Mario zamieszkał z rodziną Balotellich na północy Włoch. Nowa rodzina adoptowała go, dała miłość, wychowanie.

Matka piłkarza z pochodzenia jest Żydówką, jej rodzina pochodzi z przedwojennego Wrocławia. To razem z matką przed rozgrywkami mocno poruszony piłkarz odwiedził Auschwitz. W tym samym czasie, gdy przeczytałam historię Maria Balotellego, przeczytałam też tekst pewnej pisarki. O jej (dorosłym już) synu i macierzyństwie. Oto fragment: „Nie potrafię sobie darować, że mając osiemnaście lat, byłam głupią, żałosną egoistką, która nie używała środków antykoncepcyjnych.

Zostałam wychowana w rodzinie katolickiej. Urodziłam dziecko dla siebie, żeby uniknąć grzechu ciężkiego i wyrzutów sumienia, oraz dla rodziny, żeby mogła trwać w przekonaniu, że dobrze mnie wychowała. To, że tym samym sprowadziłam na świat żywą, cierpiącą istotkę, zupełnie się nie liczyło. Mój syn nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia i nadal nie ma. Pytanie go o to, czy cieszy się, że żyje, mija się z celem. Jego organizm został wyposażony w zestaw niezbędnych instynktów, między innymi w instynkt przetrwania”.

I kolejny cytat: „Rzadko jednak ktoś wspomina o tym, że do posiadania potomstwa nie wszyscy są stworzeni. Problem ze spełnianiem się w roli rodzica nadal pozostaje tematem tabu”. Tak naprawdę komentarz nie jest potrzebny. Zestawienie dwóch historii komentuje się samo. Ale dla porządku: każdy człowiek o przeciętnym intelekcie i wrażliwości wie, że nie wszyscy jesteśmy stworzeni do posiadania potomstwa. A w szczególności – do jego wychowywania. Każdy człowiek o przeciętnej wrażliwości wie również, że na świecie sporo jest Silvii Balotellich. Czekają, (po)kochają.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także