Nowy numer 42/2020 Archiwum

Prosty chłopak pyta o Unię

Ja się już pogubiłem. W liczeniu kolejnych szczytów „ostatniej szansy” Unii Europejskiej.

Konia z rzędem temu, kto potrafi bez zmrużenia okiem wyjaśnić, co naprawdę ustalili unijni przywódcy podczas kolejnego szczytu „ostatniej szansy”. Bo na przykład ja, prosty chłopak, już się pogubiłem. W liczeniu kolejnych szczytów „ostatniej szansy” Unii Europejskiej.

„Ostatnia szansa” była ponoć wtedy, gdy zdecydowano się na pakt fiskalny. Brak porozumienia groził ponoć rychłym rozpadem strefy euro. Teraz okazało się, że szczytem „ostatniej szansy” był zeszłotygodniowy zjazd przywódców unijnych, na którym podjęto kolejne przełomowe decyzje, mające „uspokoić rynki”. I powiedzmy sobie szczerze: to właśnie „uspokojenie rynków” jest głównym celem tych szczytów „ostatniej szansy”. Odkładanie formalnego bankructwa poszczególnych krajów w czasie. Nie wiem, czy świadczy to bardziej o krótkowzroczności unijnych liderów, działających doraźnie, czy też o infantylizmie i naiwności „rynków”, które takie powierzchowne rozwiązywanie problemów uznają za skuteczne. Widocznie wystarczą im środki uspokajające, a nie rzetelna diagnoza i terapia.

Po ostatnim (choć przecież wiemy, że wcale nieostatnim) szczycie „ostatniej szansy” najbardziej zadowoleni byli Włosi i Hiszpanie. Nie tylko dlatego, że ich drużyny dostały się do finału Euro 2012. Kraje te uzyskały możliwość bezpośredniego dokapitalizowania banków z funduszy ratunkowych Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) i Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS), bez obciążającego budżety pośrednictwa rządów. Jednocześnie sukces ogłosiły Niemcy, które wymusiły zapowiedź utworzenia w trybie "pilnym" europejskiego nadzoru bankowego. Czyli kolejne masło maślane: zadłużone południe Europy cieszy się, że będzie mogło liczyć na automatyczną pomoc, nie oglądając się na upokarzające warunki, a jednocześnie kochające dyscyplinę Niemcy cieszą się, że owa pomoc...nadal będzie obwarowana szeregiem wymogów i że powstanie wreszcie wymarzony nadzór bankowy. Wszyscy rozjechali się zadowoleni, ze stosem ogólnych zapisów, mówiących, że konkretne rozwiązania będą regulować szczegółowe przepisy. Rynki jak zwykle uspokojone. Kolejny szczyt „ostatniej szansy” zakończony sukcesem. Aż do następnego niepokoju rynków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także