Nowy numer 50/2018 Archiwum

Po naszymu

O śląskiej godce, która nie jest językiem, z Marią Pańczyk-Pozdziej rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Czym Pani Marszałek zaczyna obrady Senatu: laską marszałkowską czy kryką od marszałka?

Maria Pańczyk-Pozdziej: – Laską marszałkowską, po polsku.

A gdyby znalazł się senator ze Śląska, który chciałby w Senacie godać tak, jak w domu, i dokumentację w biurze senatorskim prowadzić po śląsku, to powinien mieć taką możliwość?

– Ja często, zabierając głos w dyskusji w Senacie, przemycam różne określenia śląskie, jeśli to ma ubarwić moją wypowiedź. Ale mają z tym problemy ci, którzy piszą stenogramy, bo zastanawiają się, jak to zapisać. Nie wyobrażam więc sobie, by ktoś całe przemówienie wygłaszał po śląsku. Bo pewnych rzeczy po śląsku powiedzieć się nie da. Nie można na przykład języka legislacji przełożyć na śląski. To byłoby śmieszne i niepotrzebne. Śląszczyzna jest niczym innym jak polszczyzną, tylko jakby jej uboższą formą. Bo to z gwar kiedyś powstała polszczyzna. Jeśli ktoś ma silną potrzebę mówienia po śląsku, to może tę potrzebę pokazać w domu, w swoim środowisku. Natomiast nie bardzo sobie wyobrażam, by w urzędach, w dokumentach można było posługiwać się śląską gwarą. A uznanie śląszczyzny za język nakładałoby taki obowiązek. Urzędnicy musieliby umieć się nią posługiwać.

Stworzyła Pani konkurs „Po naszymu, czyli po śląsku”… Czyli po jakiemu właściwie? Bo w Istebnej to znaczy co innego niż w Rybniku czy Chorzowie, w Opolu co innego niż w Cieszynie, nie mówiąc o Radzionkowie.

– Odmian śląskiej gwary jest co najmniej trzynaście, nawet sami językoznawcy nie za bardzo potrafią dokonać ich dokładnej rachuby.

Poseł PO Marek Plura chce przeforsować w Sejmie ustawę o śląskim jako języku regionalnym. Powołuje się przy tym na ekspertyzy trzech językoznawców z Opola, którzy twierdzą, że śląszczyzna spełnia kryteria języka regionalnego.

– O wiele większe grono językoznawców, skupionych w Radzie Języka Polskiego, którą stanowi wybitne gremium, m.in. profesorowie Markowski, Bralczyk, Miodek, Synowiec i wielu innych, powiedziało jednoznacznie: nie ma czegoś takiego jak język śląski. Gwara śląska jest pochodną polszczyzny i odwrotnie. To jest dialekt, którym posługują się w różny sposób różni Ślązacy. I jak jestem w Opolu i pytam się, czy chcieliby, by śląski uznano za język, to oni wszyscy mówią: tak, oczywiście, ale pod warunkiem, że to będzie ta gwara, którą my się posługujemy. Podobnie mówią w Cieszynie, w Rybniku, w Radzionkowie.

Z kaszubskich gwar udało się stworzyć jeden skodyfikowany język.

– Język kaszubski powstał na drodze kompromisu. Za język kaszubski uznano gwarę środkowych Kaszub. I teraz w szkole dzieci z północy i południa muszą się uczyć zupełnie innego języka niż używają w domach.

Ze śląskim nie można zrobić tego samego?

– Trzeba by uznać jedną z wielu gwar za język śląski, a na to nie ma zgody.

To dlaczego na Kaszubach było to możliwe?

– Bo tam tych gwar jest o wiele mniej, samych Kaszubów jest mniej,

więc to było nie tak dotkliwe dla tych z północy i z południa, chociaż też się buntują i też w domu inaczej rozmawiają z dziadkami, niż uczą się w szkole. Ale znowu nie przesadzajmy: tam wcale nie ma takiego pędu do tej nauki kaszubskiego, o czym się dowiaduję od kolegów senatorów z Kaszub. Jest tylko argument pieniędzy. Bo na to są pieniądze z budżetu państwa, na naukę języka kaszubskiego. I u nas też ten argument cały czas jest szermowany. Ale ja zawsze odpowiadam: dobrze, ja też jestem za tym, żeby były pieniądze na ten cel, tylko pokażcie mi najpierw ten język, czego mamy uczyć? Bo my nie mamy na razie tego języka. Tam to trwało wiele lat, całe pokolenia, nim do tego kompromisu doszli.

Organizując od 20 lat konkurs „Po naszymu…”, nigdy nie miała Pani myśli o tym, by śląski uznać za język?

– Nie. Na konkurs przyjeżdżają ludzie z Jaworzynki, z Wisły, z Łubnian na Opolszczyźnie, z Pszczyny, z Cieszyna itd. Wśród tych 2 tys. uczestników, którzy przyjechali na konkurs do tej pory, ani jeden człowiek nie postulował nigdy, że chciałby mówić jednym językiem. Nie, oni chcą mówić swoją mową serca. I na to powinny być pieniądze, żeby ratować tę różnorodność. To właśnie nas tak pięknie różni na Śląsku. Te gwary są tak różne, że jak przyjeżdżają ci z Opola i ci z Jaworzynki czy Istebnej, to mają kłopoty, żeby siebie nawzajem zrozumieć. Kodyfikacja śląszczyzny zniszczyłaby to, bo jak się stworzy te śląskie esperanto, czyli coś sztucznego, to co zostanie z tych gwar?

Drażni Panią demonstracyjne wywieszanie przez kibiców niektórych klubów piłkarskich napisu „Oberschlesien”?

– Albo jestem Ślązakiem i piszę po śląsku, albo jestem Niemcem. Trzeba się zdecydować. Ja napisałam książkę z monologami śląskimi i tam jest polski alfabet, a nie żaden niemiecki.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • me
    06.06.2012 21:00
    Niechaj zaniknie ten uwłaczający istocie ludzkiej bełkot "śląski" wraz z tymi, którzy się nim posługują.
    doceń 0
  • Henryk.Jaroszewicz
    07.06.2012 22:28
    Cz. 1.
    Szanowna Redakcjo „Gościa Niedzielnego”

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałem zamieszczony w ostatnim numerze Waszego tygodnika wywiad z Marszałkinią Senatu, Marią Pańczyk-Pozdziej, w którym poruszono temat powstania języka śląskiego. Jako że urodziłem się, wychowałem i mieszkałem na Górnym Śląsku przez kilkadziesiąt lat, a od dłuższego czasu zajmuję się w swoich pracach naukowych problemem tworzenia i kodyfikacji języków słowiańskich, wyjątkowo zaciekawiły mnie poglądy wygłaszane przez Marię Pańczyk-Pozdziej. Niniejszym pozwolę więc sobie na zwięzły, polemiczny komentarz do kilku tez sformułowanych przez bohaterkę wywiadu.

    M. Pańczyk-Pozdziej wyraziła opinię, że „pewnych rzeczy po śląsku powiedzieć się nie da”. Rozumiem, że Pani Marszałek miała na myśli to, iż w mowie Ślązaków brakuje wielu słów na określenie pewnych abstrakcyjnych lub specjalistycznych pojęć. Z tym spostrzeżeniem trudno się nie zgodzić, trzeba jednak dodać dwie istotne uwagi. Po pierwsze, ograniczenia leksykalne dotyczące mowy Ślązaków nie mają charakteru stałego. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w dalszym rozwoju śląszczyzny doszło do wykształcenia się potrzebnych zwrotów i słów. Przecież śląszczyzna od wieków ubogaca się o nowe słowa i wyrażenia, wystarczy przejrzeć dawne i obecne słowniki oraz atlasy gwarowe. Nie widzę też powodów, dla których wspomniane leksykalne ubogacanie śląszczyzny miałoby zostać przerwane na obecnym etapie rozwoju mowy Ślązaków. Po drugie, trzeba przypomnieć, że każdy język – zwłaszcza w początkowym etapie swojego rozwoju – również cechuje się wspomnianymi wyżej ograniczeniami w leksyce. Świadectwem tego są m.in. zapożyczenia które odnaleźć można w każdym języku – tak polskim, jak też angielskim czy niemieckim. Obecne np. w języku polskim germanizmy typu ratusz, rynek, klej, dach, meble, komin, handel, szpital, śruba itd. świadczą jasno, że w pewnym momencie swojego rozwoju także język polski był zbyt ubogi, aby pewną treść wyrazić. Konieczne stało się wówczas włączenie w jego obręb wyrazów przynależnych do innego języka. Stawiam więc pytanie - dlaczego mowa Ślązaków nie mogłaby w podobny sposób, właśnie poprzez zapożyczenia, uzupełnić część braków w swoim słownictwie? Moim zdaniem byłoby to możliwe i pozostawałoby w zgodzie z naturalnym tokiem rozwojowym każdego języka.

    W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, która – jak się wydaje – umknęła uwadze M. Pańczyk-Pozdziej. Śląszczyznę trzeba kodyfikować właśnie po to, aby jak najwięcej „rzeczy po śląsku powiedzieć się dało”! To jasne, że bez sumiennej, przemyślanej i planowej pracy kodyfikatorów, bez wydawania słowników oraz gramatyk możliwości wyrażania istniejące w języku śląskim będą niezadowalające. Można przy tym zauważyć, że konieczność prowadzenia tychże działań dotyczy nie tylko powstającego języka śląskiego, ale też innych już skodyfikowanych języków, w tym polskiego. O ileż uboższa byłaby polszczyzna, gdyby nie trud całych zastępów badaczy i leksykografów, którzy przez dziesiątki lat wydawali – i wciąż wydają – słowniki, poradniki językowe, gramatyki języka polskiego itd.
    doceń 0
  • Henryk.Jaroszewicz
    07.06.2012 22:29
    cz.2
    M. Pańczyk-Pozdziej udzielając wywiadu podkreśliła, że obszar Śląska cechuje spora językowa różnorodność, czasem tak duża, że osoby mówiące poszczególnymi śląskimi gwarami, mogą mieć problemy ze wzajemnym porozumieniem. Tym samym, powołanie do życia jednego ogólnośląskiego, standardowego języka – jej zdaniem – skończyć się musi stworzeniem jakiegoś sztucznego tworu, swoistego rodzaju „śląskiego esperanto”, będącego w rzeczywistości mieszaniną śląskich gwar. Uwadze M. Pańczyk-Pozdziej umyka jednak jeden dość prozaiczny fakt. Różnice istniejące pomiędzy poszczególnymi polskimi gwarami oraz dialektami są jeszcze większe, a mimo to ogólnopolski język standardowy udało się powołać do życia! Co ważne, jest to język akceptowany przez swoich użytkowników, świetnie się rozwijający, którego sensu istnienia nikt dzisiaj nie kwestionuje. Nikt też nie nazywa polszczyzny „polskim esperanto”. Skoro pomimo tej gwarowo-dialektalnej różnorodności udało się stworzyć standardową formę języka polskiego, dlaczego miałoby się to nie udać na – o wiele mniejszym od Polski – obszarze Śląska? Jestem przekonany, że jeśli my, Ślązacy, wykażemy się cierpliwością i rozwagą, otwartością na głos lokalnej wspólnoty jak i argumenty naukowców, to standard języka śląskiego może powstać stosunkowo szybko i zostać zaakceptowany przez szerokie masy Ślązaków. Uważam, że pomocne w tych działaniach mogą być doświadczenia Kaszubów, czy też nieco odleglejszych nam geograficznie Macedończyków i Chorwatów, którzy pomimo istnienia zróżnicowanego gwarowo i dialektalnie podłoża zdołali – i to całkiem niedawno – z powodzeniem ukształtować standardową formę swojego języka. Jasne jest, że norma języka śląskiego zapisana i skodyfikowany w słownikach będzie się różniła od języka używanego w śląskim domu, czy na śląskiej ulicy. Ale nie należy się obawiać rozdźwięku pomiędzy wzorcową formą języka zapisaną w gramatykach, a formą języka, która będzie występowała w potocznej, codziennej komunikacji. Te różnice są czymś naturalnym i dotyczą każdego języka – w tym polskiego. Przecież jasne jest, że przeciętny mieszkaniec Podlasia, Kujaw, Podhala czy Wielkopolski w codziennym życiu nie posługuje się wiernie tą odmianą polszczyzny, która rozbrzmiewa z odbiorników radiowych, której znajomość wymagana jest w urzędach, która jest nauczana w szkołach na lekcjach polskiego. Odnosząc się do obszaru Śląska warto zaakcentować, że z chwila powstania śląskiego standardu, rozdźwięk ten ulegnie radykalnemu zmniejszeniu – wielu Ślązakom z pewnością bliższa będzie standardowa forma języka śląskiego, aniżeli standardowa forma ogólnopolskiej polszczyzny.

    M. Pańczyk-Pozdziej wielokrotnie podkreślała, że konieczne jest zachowanie śląskiej różnorodności językowej oraz pielęgnowanie wszystkich śląskich gwar. Postulatowi temu należy przyklasnąć i jedynie wyrazić ubolewanie, że dla ochrony śląskiej mowy tak mało się dzisiaj na Śląsku robi. Najwyższe zdumienie budzi jednak to, że zdaniem M. Pańczyk-Pozdziej najpoważniejszym zagrożeniem dla śląskich gwar, i tym samej mowy Ślązaków, byłoby powstanie skodyfikowanej, standardowej odmiany języka śląskiego! Naprawdę trudno zrozumieć, jak mogło uwadze M. Pańczyk-Pozdziej ujść to, że na obszarze Śląska (jak i zresztą całej Polski) bogactwo gwar i dialektów uszczuplane jest z roku na rok przez zupełnie inny czynnik – mowa o standardowej polszczyźnie, która stanowi uprzywilejowaną i wspieraną przez państwowe władze odmianę języka polskiego. Standardowy język polski posiada przecież wyłączność na użycie we wszystkich śląskich wyższych uczelniach, w śląskich urzędach, w śląskich szkołach (wyjątkiem są tu gminy zamieszkiwane przez mniejszość niemiecką). Jego dominacja nie podlega dyskusji także w mediach elektronicznych funkcjonujących na Śląsku, w śląskich teatrach, śląskich kinach i innych lokalnych placówkach kulturalnych. Standardowa polszczyzna to język dominujący w dostępnej na Śląsku prasie, w odbieranej na Śląsku telewizji, w słuchanych na Śląsku rozgłośniach radiowych, to ostatecznie język używany w śląskich świątyniach. Co ważne, standardowa polszczyzna wdziera się stopniowo nawet do tych sfer życia Ślązaków, które od wieków zarezerwowane były dla wyłącznie dla „śląskiej godki” – mowa o codziennej, potocznej komunikacji pomiędzy członkami rodziny. Jasne jest więc, że to nie plany kodyfikacji stanowią zagrożenie dla śląskiego żywiołu językowego, ale ekspansywny, uprzywilejowany w swoim użyciu polski standard językowy, który stopniowo wypiera z użycia inne, słabsze odmianki językowe – w tym śląskie gwary.

    doceń 0
  • Henryk.Jaroszewicz
    07.06.2012 22:29
    Trzeba w tym miejscu szczególnie zaakcentować, że wbrew temu co pisze M. Pańczyk-Pozdziej, to właśnie powstanie standardowego języka śląskiego może skutecznie przeciwdziałać dalszej marginalizacji mowy śląskiej, a w konsekwencji – może też chronić śląską różnorodność gwarową. Jasne jest bowiem, że powołanie do życia regionalnego języka śląskiego pozwoli na instytucjonalną (a więc i prawną) ochronę śląskiej mowy, w tym wszystkich jej odmian i gwar. Nie ulega też wątpliwości, że skodyfikowanie języka śląskiego pozwoli na pełny i nieskrępowany rozwój całości śląskiego żywiołu językowego. Norma językowa zawsze bowiem stanowi pozytywny czynnik, który usprawnia komunikację, porządkuje językową rzeczywistość i pozwala oddzielić w języku to co potrzebne i właściwe, od tego co niewłaściwe i zbyteczne. Pozwalając sobie na mało wyszukane porównanie, można by rzec, że językowa norma to sumienny ogrodnik, który dba o to, aby w językowym ogrodzie panował ład, aby wszystkie rośliny – niezależnie od swojej wielkości – miały dostęp do światła i wody, aby nie przeszkadzały sobie we wzroście, nie dziczały i nie usychały. Trzeba też dodać, że wykształcenie się językowego standardu to zwieńczenie i ukoronowanie jednego z najważniejszych etapów w rozwoju każdego języka. Odmawianie mowie Ślązaków możliwości standaryzacji jest więc dla mnie zupełnie niezrozumiałą próbą powstrzymania naturalnego toku rozwojowego śląszczyzny. Gdybym miał znowu posłużyć się obrazowym porównaniem, to przyrównałbym takie działanie do zamykania młodego ptaka w klatce, po to, żeby nigdy nie rozwinął skrzydeł i nigdy nie nauczył się latać.

    Jestem więc głęboko przekonany, że najlepszy sposobem na zachowanie językowego bogactwa Śląska dla przyszłych pokoleń będzie właśnie kodyfikacja mowy Ślązaków. Dzięki temu uda się zachować jeden ze składników kulturowego bogactwa Śląska – a pośrednio – także całego kraju. Za sprawą kodyfikacji także ci, którzy z różnych powodów zatracili znajomość tej mowy, będą mogli znowu ją sobie przypomnieć. Na marginesie chciałbym jeszcze zauważyć, że gdyby kodyfikacja języka nie miała pozytywnych skutków i była zbyteczna, język polski do dzisiaj stanowiłby chaotyczny, nieustandaryzowany zbiór dialektów i gwar. Oczywiste jest więc dla mnie, że każdy kto w świadomy sposób kocha śląską mowę, jej różnorodność i bogactwo, i komu zależy na jej rozwoju nie może być przeciwnikiem kodyfikacji śląszczyzny.

    Ze względu na formalne ramy niniejszej polemiki nie sposób odnieść się do wszystkich poglądów wyrażonych przez M. Pańczyk-Pozdziej, a spora ich część również budzi poważne zastrzeżenia. Na końcu tej polemiki chciałbym zwrócić uwagę tylko na dwie kwestie. Po pierwsze, wbrew temu co twierdzi bohaterka wywiadu, idea standaryzacji języka śląskiego posiada coraz szersze wsparcie w polskich kręgach naukowych, a działający na tym polu prof. Bogusław Wyderka wcale nie jest osamotniony w swoich poglądach. Działania na rzecz kodyfikacji języka śląskiego podejmują, lub też przychylnie do nich się odnoszą liczni językoznawcy z różnych polskich ośrodków uniwersyteckich – Katowic, Opola, Krakowa, Poznania, Wrocławia itd. Można tu wymienić takie nazwiska jak: prof. Władysław Lubaś, prof. Jolanta Tambor, dr Tomasz Wicherkiewicz, dr Artur Czesak, czy też w końcu moją skromną osobę. Po drugie, chciałbym dobitnie podkreślić, że idea kodyfikacji języka śląskiego ma charakter działań obronnych, defensywnych. Jej celem jest jedynie ocalenie zagrożonego w swoim istnieniu językowego żywiołu Ślązaków, nie zaś narzucenie komukolwiek obowiązku posługiwania się skodyfikowanym językiem śląskim. Standardowy, regionalny język śląski nikogo z niczego nie ograbi, nikomu niczego nie zabierze, a wszystkich nas może ubogacić.



    Łączę wyrazy szacunku

    dr Henryk Jaroszewicz
    Uniwersytet Wrocławski
    Tôwarzistwo Piastowaniô Ślónskij Môwy DANGA
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji