Nowy numer 47/2019 Archiwum

Uwaga cenzura!

Zakaz publikacji książek pod pozorem troski o dzieci jest przejawem cenzury, która coraz bezczelniej wkracza w nasze życie.

Gdy Piotr Wacławik po 5-letnim pobycie w Stanach Zjednoczonych wrócił do kraju, ostatnią rzeczą, jakiej by się spodziewał, było wezwanie do stawienia się na policję. Jeszcze bardziej zdziwił go powód stawiennictwa. Chodziło o wydane przez jego Oficynę Wydawniczą „Vocatio” dwie książki: „Jak trenować dziecko” autorstwa M.D. Pearl oraz „Mądra miłość” B.N. Chase. Obie zostały wydane dość dawno. Nie były oszałamiającym sukcesem wydawniczym i wydawało się, że poza tym, iż kiepsko się sprzedawały, nie będzie z nimi większych kłopotów. Pan Wacławik mylił się jednak okrutnie, rozwydrzony długim pobytem w Stanach Zjednoczonych, gdzie – jak widać – niewłaściwie rozumie się zasadę wolności słowa. U nas jest inaczej, dzięki obywatelskiej aktywności wolontariuszy ideowego frontu walki o poprawność polityczną.

Mechanizm działania

Grunt pod karne ściganie P. Wacławika przygotowały czynniki społeczne. Pierwsza w szranki wstąpiła pani Anna Golus, inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów”, tropicielka niewłaściwych poglądów w sprawie klapsów. Po jej tekstach, przedstawiających jedną z książek Oficyny „Vocatio” jako sadystyczny przewodnik znęcania się nad własnymi dziećmi, na internetowych forach rozpętała się burza. Wyrywając poszczególne zdania z kontekstu i szerszej myśli autora, zaprezentowała obie książki jako wezwanie do katowania własnych dzieci. Gdy szlachetny krąg znajomych był już wystarczająco pobudzony i rozjuszony, padło hasło szturmu na instytucję, aby własny pogląd w kontrowersyjnej sprawie zamienić na działanie urzędu państwowego, najlepiej połączone z dotkliwą karą dla delikwenta, który miał czelność przerwać ogólnoludzki konsensus w sprawie „bezstresowego wychowania”. Do Rzecznika Praw Dziecka zaczęły napływać mejle, w których domagano się interwencji w sprawie publikacji Oficyny „Vocatio”. Wysiłki pani Golus wsparła także fundacja Kidprotect.pl, skądinąd prowadząca także pożyteczne akcje, która zgłosiła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Oficynę „Vocatio”.

Na kolejnym etapie do akcji wkroczył rzecznik praw dziecka Marek Michalak. To on wystąpił do Prokuratury Rejonowej z wnioskiem o przesłuchanie Piotra Wacławika na okoliczność tego, że wydawane przez niego książki nawołują do popełniania „występku znęcania się nad dziećmi w treściach opublikowanych na stronie należącej do Oficyny Wydawniczej »Vocatio«. Co zostało ocenione jako naruszenie art. 255 kodeksu karnego”.

W tej sytuacji Komenda Rejonowa Policji nie miała innego wyjścia, jak wezwać wydawcę i formalnie go przesłuchać. Jest rzeczą kuriozalną, że w kraju, gdzie codziennie ukazują się setki tytułów prasowych i książkowych o treściach pornograficznych, propagujących przemoc, siejących nienawiść rasową, chrystofobię i zachęcających do łamania ustawy o ochronie życia, deprawujących dzieci i nieletnich, rzecznik zajmuje się niewielką broszurą, wydaną przez katolickie wydawnictwo, poświęconą wychowaniu dziecka zgodnie z zasadami biblijnymi.

Jak karać dzieci?

W tej delikatnej kwestii możliwe są różne poglądy. Z pewnością nie jest rzeczą dobrą, gdy w sprawy rodzinne próbuje interweniować państwo, a tak stało się za sprawą znowelizowanej w sierpniu 2010 r. ustawy o zapobieganiu przemocy w rodzinie. Pytanie, w jakim kontekście toczy się rozmowa o karaniu. Wacławik zwraca uwagę, że przesłaniem wydawanych przez niego książek nie jest pochwała bicia. Propaguje się w niej uczenie dzieci zasad samokontroli i samodyscypliny, co także związane jest z karceniem. Niestety, uchwalone niedawno prawo nie widzi różnicy między rodzicielskim klapsem a znęcaniem się nad dzieckiem i jego maltretowaniem. Problemami Piotra Wacławika zainteresował się poseł John Godson (PO) z Łodzi, który poprosił o wypowiedź na temat klapsa prof. Andrzeja Zolla, jednego z najwybitniejszych polskich prawników. W piśmie z 17 marca br. prof. Zoll podkreślił, że problem „nie jest łatwy i niestety często związany z populizmem i poprawnością polityczną”. Przeanalizowawszy prawo, profesor napisał, że rodzic ma prawo zastosowania metod wychowawczych zgodnie z własnymi przekonaniami i z poszanowaniem godności dziecka. Dodał, że art. 40 konstytucji, zakazujący stosowania kar cielesnych, wskazuje, że „nie odnosi się ten zakaz do środków wychowawczych podejmowanych w interesie dziecka, z uwzględnieniem jego wieku i dojrzałości i w trosce o jego dobro”. Wreszcie przeszedł do meritum. „Czy klaps dany z miłości, w dbałości o dobro dziecka, należy zakwalifikować jako przemoc fizyczną? Uważam, że na tak postawione pytanie należy odpowiedzieć przecząco”. Konkluzją całego wywodu prof. Zolla jest stwierdzenie, że nie ulega wątpliwości, iż „rozpowszechnianie Biblii lub innych publikacji, w których propaguje się poprzednio przyjmowane metody wychowawcze, nie jest przestępstwem z art. 255 k.k. i to niezależnie od kwalifikacji klapsa”.

Nowa cenzura

Rzecznik Michalak nie poprzestał jednak na zawiadomieniu organów ścigania o „przestępczej” działalności wydawnictwa „Vocatio”. Nie został także usatysfakcjonowany tym, że P. Wacławik, nie chcąc zatruwać sobie życia, zdecydował o wycofaniu ze sprzedaży obu kwestionowanych wcześniej książek. W połowie kwietnia br. szefowa Zespołu Spraw Społecznych i Prawa Administracyjnego Biura Rzecznika Praw Dziecka pani Barbara Sochal wystąpiła z żądaniem, aby Wacławik wycofał ze sprzedaży kolejne książki renomowanych autorów: Jamesa C. Dobsona „Dzieci i wychowanie. Pytania i odpowiedzi” oraz Roberta Barnesa „I kto tu rządzi? Poradnik dla sfrustrowanych rodziców”. Powód? Zdaniem pani Sochal stosowanie zawartych w obu tych publikacjach zaleceń „w opinii Rzecznika Praw Dziecka może skutkować popełnieniem przestępstwa z art. 217 i 207 kodeksu karnego”. Na jakiej podstawie pani Sochal uzurpuje sobie prawo urzędu cenzorskiego? Czyżby nagle przestały w naszym kraju obowiązywać konstytucyjne gwarancje słowa, wyznania i sumienia? Nie słyszałem, aby urząd rzecznika Michalaka interweniował, gdy na rynek wchodziła książka skierowana nie do dorosłych, ale do dzieci, wyrabiająca w nich postawę życzliwości wobec zabijania życia nienarodzonych czy propagująca afirmację postaw homoseksualnych. Nie słyszałem o podobnej interwencji wobec rozlicznych gier komputerowych czy filmów skierowanych do dzieci, a promujących przemoc, agresję i gwałt. Czujność rzecznika wzmaga się jedynie, gdy czyta o karceniu i klapsach. Jest to wejście Biura Rzecznika Praw Dziecka w rolę cenzury prewencyjnej, na domiar stosowanej wyłącznie wobec wydawnictw katolickich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

  • Tata
    23.06.2012 13:30
    Jednemu się nie mogę nadziwić - zwolennicy cenzurowania książek zwykle są "otwarci", a do sprawy wychowania nagle podchodzą skrajnie dogmatycznie. Oni już wiedzą, ze użycie witki (w konkretnym, wcale nie sadystycznym celu) to bicie. Oni wiedzą, że ich pogląd jest jedynym możliwym, a kto uważa inaczej ten jest gnidą znęcającą się nad dziećmi. Opanujecie się trochę.
  • Kael
    23.06.2012 16:09
    Witka, drogi "Tato", to mozna konia trzepnac i psa tresowac.

    Mam dwoje dzieci i kazdy klaps (a bylo ich na szczescie nieduzo) z mojej strony, byl moja porazka. Kiedy czytam o biciu witka, ktore biciem nie jest (!), zeby "reki nie splamic" (bo przeciez reka jest dobra, tatus jest dobry, tylko witka jest zla), to wlosy mi staja deba na glowie.

    Pamietam mojego dziadka, ktory nie uznawal argumentow slownych i uzywal pasa. Sam widok pasa doprowadzal mnie do stanu paniki, mimo, ze mnie to "szczescie wychowacze" ominelo.


    Powtorze: biciem mozna TRESOWAC, nie WYCHOWYWAC. I kazdy klaps, to porazka rodzica.
    Czy moze dajemy klapsy tez kolegom w pracy i podwladnym, ktorzy nas nie sluchaja?


    Czym innym jest stawianie granic i konsekwentne wychowanie. Ale to mozna przeprowadzic bez klapsow, i witki. Jezeli sam rodzic jest dorosly.
  • Marcin
    23.06.2012 21:29
    Apel do wydawcy: proszę wrzucić pdf-y wycofanych książek do internetu, żeby każdy mógł sobie sciągnąć i przeczytać. Zarobku i tak już Pan na nich mieć nie będzie, to niech chociaż społeczeństwo skorzysta i poczyta wartościową literaturę - jak już p. Michalak zrobił książkom taką dobrą reklamę, to szkoda tego nie wykorzystać!!!

    Oczywiście wrzucać proszę anonimowo, żeby nie drażnić bez potrzeby tych wszystkich nawiedzonych ideologów, którzy najlepiej wiedzą co jest dobre dla cudzych dzieci.
    doceń 2
  • do p. Grajewskiego
    24.06.2012 20:21
    Ubolewa Pan nad cenzurą tej nieszczęsnej książki, nie wnikając w jej negatywne skutki.
    Rozpisuje się Pan o tej cenzurze. Więc pytam, czy w mediach T. Rydzyka nie ma cenzury? Jest - totalna, ludzie o innych poglądach nie mogą nawet liczyć na wyrażanie swoich poglądów. Czy w GN nie ma cenzury? Jest - częściowa. W zależności chumoru redaktorów (moderator), niektóre wypowiedzi pojawiają się na chwilę (przez zapomnienie?), po czym znikają, lub zwyczajnie niedopuszczane są do publikacji, wbrew zasadom tego forum, zaś brzydkie wypowiedzi istnieją.
    Jeśli tygodnik chce uchodzić za pismo wiarygodne, poważne, niestronnicze, nietendencyjne, nie pod publikę, zmieńcie Państwo stylistykę, i liczcie się z opiniami forumowiczów, których wiedza w wielu dziedzinach jest spora, choć ich komentarze nie muszą się wszystkim podobać.
    Ilość nakładu pisma nie świadczy o jakości.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji