Nowy numer 37/2021 Archiwum

Pokot

Wcale nie chodzi o zwyczaj pradawny, myśliwski, składania raportu po polowaniu, i układania pokotem zdobytej zwierzyny (barbarzyństwo, prawda?). Chodzi o prozę życia.

O fizjologię, rzec można… O stan rodzinno-frustrujący, który dopada zazwyczaj w czasie jesienno-zimowym. Czasem też atakuje cichcem wtedy, gdy go się wcale nie spodziewać: robi się cieplutko, majowo lub czerwcowo. A tu tymczasem, ciemną nocą, rozpoczyna się… pokot. Maamo! Głowa mnie boli! Buuu – matka zrywa się z łóżka. Ręka do czoła dziecka pierwszego. Poparzyło. Kaszel, sensacje żołądkowe, gardło lub na odwrót. Bieganina i latanie wokół chorego potomka, kilka dni (i nocy!). W końcu – radość wielka – dziecię zdrowe. I tylko gdzieś, w tyle głowy, dyszy cieniutko cień nadziei, że reszty nie zaraziło…

Nadzieja umiera ostatnia... kilka nocy później,  gdy czarną ciszę rozrywa rozdzierający wrzask dziecka drugiego: – Maamo! Głowa mnie boli!... Historia powtarza się jeszcze dwa razy (każda rodzina może sobie wstawić dowolną liczbę dzieci). A następnie zatacza koło wokół męża, który, jak wiadomo, jest mężczyzną, wobec czego z definicji choruje mocniej i bardziej spektakularnie niż czworo dzieci razem wziętych. A co w tym czasie robi matka? Matka się trzyma: żeby był ktoś w domu przytomny, by ogarnąć towarzystwo, a nawet szklankę wody podać. I tak dalej. Mijają długie dwa tygodnie sztafety temperatur, wymiany pościeli, lekarzy, lekarstw… W końcu radosny koniec! Wszystkie dzieci zdrowe. Życie jest piękne! Powoli wraca do normy. I tylko matka udaje, że wcale jej głowa nie boli, mięśnie również nie. Udaje trzy dni. I wcale nie dlatego, że jest bohaterką. Po prostu ma szczerze i nieodwołalnie dość betów, lekarstw, termometrów! Ale pokot i tym razem wygrywa… Padła. Jak mówią znajomi znawcy tematu, pokot ma czasem i dobre strony: gdyby rodzina zachorowała jednocześnie, a nie pokotem, zginęłaby marnie. No chyba że przeszkolony kot lub inny czworonożny domownik, podawałby lekarstwa… Poza tym, jak twierdzą niektórzy, pokot uczy pokory, cierpliwości i opanowania. Przychodzi pokot – musisz się poddać…Nic to. Dywagacje o pokocie kończą się trzeciego dnia matczynego leżenia. A jeden mocny telefon z przedszkola/szkoły* (odpowiednie skreślić) działa jak najlepszy paracetamol: – Proszę przyjechać po dziecko. Gorączkuje.

Pokot. Ciąg dalszy nastąpił.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także