Nowy numer 33/2018 Archiwum

Kto kogo krzyżuje

Jeśli ktoś cierpi z pogodą, to Bóg jest sprawcą pogody – nie cierpienia.

Na stronie gosc.pl podałem niedawno przykładową modlitwę, jaką każdy katolik powinien być gotów odmówić bez mrugnięcia okiem. „Jezu, oddaję Ci moje życie. Rób z nim, co chcesz. Nie stawiam żadnych warunków i niczego nie oczekuję w zamian. Bądź Panem mojego życia, a twoja wola niech będzie moją”. Wyraziłem jednak przeświadczenie, że wielu takiej modlitwy nie odmówi. Boją się bowiem, że Pan Jezus błyskawicznie wykorzysta okazję i obdaruje ich rakiem, stwardnieniem rozsianym, garbem i łysiną, a gdy wywaleni z pracy wrócą do domu, wśród jego zgliszcz zastaną przybyłą z nieoczekiwaną wizytą teściową.

Reakcje Czytelników po tym tekście utwierdziły mnie w przekonaniu, że wielu z nas dokładnie tak myśli. Przeciętny katolik woli całe życie koszmarnie cierpieć, niż oddać się Chrystusowi, bo „nie chce cierpieć”. Nie zada sobie takiego wysiłku, żeby spojrzeć na Jezusa z Ewangelii, który – nie wiedzieć czemu – zupełnie nie pasuje do tego obrazu: uzdrawia, uwalnia od złych duchów, a nawet wskrzesza.

I nic to, że taki katolik, wskutek nieliczenia się z wolą Bożą i uciekania przed „cierpieniem”, życie ma roztrzaskane, nic że rodzina skłócona, w małżeństwie się nie układa, nic to, że zniszczone nałogami ciało szwankuje – byle tylko daleko od Boga. No bo „kogo Bóg miłuje, tego krzyżuje”.

Rzeczywiście – dlaczego mówi się, że Bóg swoich „krzyżuje”? Może dlatego, że się to komuś zrymowało z „miłuje”. Ale w Biblii nie ma czegoś takiego, a i Kościół tego nie twierdzi. Jezus mówi, że mamy brać swój krzyż i naśladować Go, ale przecież to NASZ krzyż. Każdy ma taki, ale kto go nie chce nieść z Jezusem, ten go będzie musiał taszczyć w pojedynkę. Są tylko te dwie możliwości, ale to ta druga jest koszmarna. Jezus mówi też, żeby brać Jego brzemię, ale ono, o dziwo, jest lekkie i przynosi ukojenie.

Ludzie oddani Bogu oczywiście też cierpią (bo wszyscy ponosimy skutki grzechu), ale wcale nie częściej i nie ciężej niż ci, co przed Nim uciekają. Badania wskazują, że ci pierwsi są statystycznie zdrowsi i dłużej żyją. Ale to przecież normalne: kto jest szczęśliwy (a z Jezusem jest się szczęśliwym), ten lepiej się ma i nawet choruje zdrowiej.

Jezus w Apokalipsie mówi: „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę”. Ale czy karcenie to krzyżowanie? Tę zasadę stosuje każdy normalny rodzic, któremu mózgu nie zlasowały jeszcze idee „wychowania bez przemocy”. Oby mnie Jezus karcił jak najczęściej, oby sprowadzał ze złej drogi, oby zabierał mi niebezpieczne zabawki. Skoro to znak, że mnie kocha, czy może być coś lepszego?

U źródeł strachu przed pełnym oddaniem się Bogu tkwi jedno fatalne założenie: że Bóg mógłby chcieć dla nas czegoś, co nie byłoby dobrem. Za tym idzie wniosek, że są takie sytuacje, gdy można lepiej wyjść na unikaniu woli Bożej niż jej przyjęciu. Tak myślą na przykład ludzie zawierający niesakramentalne związki. Tak kombinuje każdy, kto uważa, że grzech może być dobrym rozwiązaniem czegokolwiek. I choć tacy uginają się pod brzemieniem swoich złych wyborów, najbardziej boją się „brzemienia lekkiego”.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • a12
    07.05.2012 21:06
    Dziękuję, dziękuję bardzo za ten tekst, jest świetny, rysunek zresztą też. To po prostu prawda. Chciałabym zapamiętać wszystko żeby móc wracać do tego materiału i nie błądzić w rozumieniu i przyjmowaniu krzyża. Dziękuję.
  • Magda
    12.05.2012 19:48
    Witam, trafne spostrzeżenie, coś jest w tym że boimy się oddać Chrystusowi. Ale w sytuacji w której choruję na sm, zostałam osieroconą matką to nie wyobrażam sobie mojego życia bez Chrystusa, samemu nie dało by się rady. Pozdrawiam
    doceń 1
  • Gość
    12.03.2017 11:03
    Dobre, dobre, jak zwykle. Tak trzymaj, Franciszku :)
  • JAWA25
    31.03.2017 19:09
    marny jak zwykle artykuł Kucharczaka
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji