Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wóz przed koniem

Premier Donald Tusk uspokoił rodaków w kwestii ACTA. Powiedział, że w gruncie rzeczy nic jeszcze nie jest w tej sprawie przesądzone. Tu cytat: „Będziemy jeszcze, w trybie konsultacji i przy pomocy własnych ekspertów, analizowali każdą literkę, na wszystkie możliwe sposoby, żeby nie było wątpliwości, czy ACTA wymusza na naszym prawie, naszych zachowaniach jakiekolwiek działania lub zmiany, które ograniczą wolność w internecie”.

Cóż w takim razie znaczy cały dotychczasowy proces legislacyjny, zakończony podpisem ambasador Jadwigi Rodowicz? Że nadszedł czas sprawdzania, co właściwie podpisaliśmy. Brzmi na pozór absurdalnie, ale w polskiej praktyce… to właściwie standard. Przypomnijmy tylko dwie głośne ustawy przyjęte ostatnio przez parlament: refundacyjną i tę, regulującą zasady egzaminów na prawo jazdy. Jeszcze tusz nie wysechł na podpisach elektronicznych, a już nowe prawo stało się byłym prawem. Bo rozpoczęło się „analizowanie każdej literki” i wyszło na to, że całość kupy się nie trzyma. I trzeba było nowelizować. Po raz pierwszy, bo za chwilę będzie po raz drugi, trzeci…

Poziom stanowionego w Polsce prawa jest tragiczny. Pełna zgoda. Nikt nie będzie z tym truizmem polemizował, nawet Donald Tusk. Powód jest powszechnie znany. Wszystkie ustawy powstają w trybie nienormalnym. Albo w atmosferze moralnej paniki (jak ustawa hazardowa), albo na polityczne zamówienie (na jedno wychodzi), albo na czyjeś dyskretne życzenie (vide: ACTA). Prof. Andrzej Zybertowicz od lat zachęca by po każdej kadencji dokonać legislacyjnego remanentu i ustalić: kto stał za przyjęciem każdej konkretnej ustawy, kto za nią chodził, kto na niej skorzystał. Bo w jego opinii zdecydowana większość prawa nie jest u nas stanowiona pro publico bono. Tylko mało kto się tym interesuje, poza specjalistyczną blogosferą i ostatnimi grasującymi po kraju reporterami śledczymi (ukrywającymi się przed zwolnieniem).

Dlatego mam postulat: nie przestawajmy się dziwić, że wóz jest stawiany przed koniem. Że rząd podpisuje w imieniu państwa polskiego międzynarodowe zobowiązania przyjęte w trybie obiegowym, bez dyskusji nawet na Radzie Ministrów. Że parlament przyjmuje ustawy z pełną świadomością, że będą za chwilę nowelizowane. To nie jest normalne. I nie może być zgody na taką polityczną chałturę.
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama