Nowy numer 43/2020 Archiwum

Polska wobec kryzysu

Kryzys tak naprawdę jeszcze Polski nie dotknął. Nie wiadomo też, jakich spustoszeń dokona w naszych budżetach.

Opinie takie formułowali ekonomiści uczestniczący w debacie, którą zorganizowały 16 stycznia w Warszawie Centrum im. Adama Smitha oraz „Gość Niedzielny”. Temat dotyczył sposobu, w jaki Polska powinna reagować na kryzys.

Rząd łata dziury

Uczestnicy dyskusji próbowali odpowiedzieć na pytanie, czy działania zapowiedziane przez rząd, m.in. wydłużenie wieku aktywności zawodowej, likwidacja części przywilejów emerytalnych czy podwyższenie składki emerytalnej, są wystarczające, aby przeciwstawić się kryzysowi. Byli zgodni, że nie, choć zwracali uwagę, że nie jest to do końca wina rządu.

– Po dwóch miesiącach od ogłoszenia tych propozycji już widać, że niewiele z nich zostanie zrealizowanych, gdyż istnieje opór grup zawodowych, których dotykają – podkreślił prof. Tomasz Gruszecki, profesor Instytutu Ekonomii i Zarządzania KUL oraz Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie. Jego zdaniem, rząd powinien przyglądać się temu, co dzieje się w Europie, i reagować w zależności od rozwoju sytuacji.

Profesor Tomasz Mickiewicz z Aston Business School w Birmingham w Anglii zwrócił uwagę, że aby przeprowadzić bardziej zdecydowane działania antykryzysowe, potrzebny jest konsensus społeczny, a takiego w Polsce nie ma. – Problem polega na braku zgody społeczeństwa na reformy fiskalne – podkreślił. Jego zdaniem, propozycje podniesienia wieku emerytalnego są dobre, bo przyczyniają się do wzrostu wiarygodności Polski na rynkach międzynarodowych. Jednak przyjęty przez rząd kierunek zmian polegający na podwyższaniu obciążeń pracodawców jest niesłuszny, bowiem powoduje spowolnienie gospodarki.

Ekonomista zwrócił jednocześnie uwagę, że Polska ma dużo szczęścia, bo choć rząd prowadzi politykę łatania dziur, udało się nie przekroczyć progu 60 procent zadłużenia. – Jednak jest to strategia niebezpieczna, bo nie jesteśmy przygotowani na dużo gorszy scenariusz niż do tej pory – ostrzegał.

Jeszcze bardziej pesymistycznie sytuację ocenia Jarosław Deryło, dyrektor ds. bankowości inwestycyjnej Wood&Company. Zwrócił on uwagę, że od upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers w 2008 r., co zapoczątkowało kryzys finansowy, żaden z problemów ekonomicznych nie został rozwiązany. – Sytuacja w Polsce nie jest tak zła jak na przykład w Grecji, ale w każdej chwili możemy zostać dotknięci odłamkami kryzysu z innego kraju – przestrzegał.

Zdecydowanie krytyczny wobec antykryzysowych działań rządu jest wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski. – Rząd nie ma żadnego pomysłu, jak przeciwstawić się kryzysowi, próbuje utrzymać istniejące status quo. Jedyna propozycja premiera to wzrost opodatkowania pracodawców, co doprowadzi do zwiększenia bezrobocia nawet do 30–40 procent – ocenił.

Przygotowania do kryzysu

Ekonomiści byli zgodni, że klucz do przeciwstawienia się kryzysowi leży w kraju. – Punktem odniesienia dla Polski są państwa rozwijające się, jak Korea Płd. czy Tajwan – uważa prof. Mickiewicz. Według niego, korzystając z doświadczeń tych krajów, Polska powinna zmienić strukturę wydatków państwa, bowiem procentowo wydatki budżetowe są u nas nawet wyższe niż w Niemczech, natomiast w krajach rozwijających się znacznie niższe. – Jeśli chcemy wzrostu gospodarczego, powinniśmy obciąć zatrudnienie w administracji. Tu są olbrzymie rezerwy – tłumaczył.

Jarosław Deryło zwrócił uwagę, że najbardziej odporne na kryzys, co pokazują doświadczenia amerykańskie, nie są wielkie zakłady pracy, ale małe firmy zakładane w okresie załamania gospodarczego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama