Nowy numer 49/2020 Archiwum

Stanowczy czy agresywny?

O nowym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Martinie Schulzu mówi się, że jest zwolennikiem tolerancji, który nie toleruje innych poglądów niż swoje własne.

Dzieli i polaryzuje

Wybór niemieckiego polityka na przewodniczącego PE to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Uzyskał bowiem „tylko” 387 głosów z 670 oddanych. To o prawie 200 głosów mniej, niż otrzymał Jerzy Buzek dwa i pół roku temu, gdy ubiegał się o to samo stanowisko. I o ponad 50 głosów mniej, niż łącznie mają obie frakcje, które go wspierały – Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów oraz centroprawicowa Europejska Partia Ludowa. Przeciwko niemu głosował europoseł Konrad Szymański z Prawa i Sprawiedliwości. – Schulz to zdecydowanie nieodpowiednia osoba na tym stanowisku. Stanowczości nie można mylić z awanturnictwem. Będzie to bardzo widoczne na tle bardzo spokojnej połowy kadencji, podczas której przewodniczącym był Jerzy Buzek. Schulz dzieli i polaryzuje. Parlament Europejski będzie coraz bardziej głośny, ale i coraz bardziej marginalny – mówi GN.

Polityk zwraca uwagę na to, że Schulz jako cel swoich ataków szczególnie upodobał sobie kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Polska, Czechy czy Węgry. – Podobnie jak wielu innych polityków zachodnioeuropejskich, nie rozumie dążenia tych krajów do odgrywania podmiotowej roli w polityce europejskiej. A także chęci zachowania tożsamości i przywiązania do tradycyjnych wartości – dodaje Szymański.

Centroprawicowych „rebeliantów” przeciwko kandydaturze Schulza można więc poszukiwać nie tylko wśród Włochów, których niemiecki polityk atakował, ale także wśród Węgrów czy Polaków. Zdaniem europoseł Platformy Obywatelskiej prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej, nie wszyscy europosłowie PO i PSL (zasiadają we frakcji EPL, która popierała Schulza) głosowali za socjalistą. Choć sama nie chciała powiedzieć, na kogo oddała swój głos, stwierdza: – Potraktowałam to jako wymianę za pierwszą połowę kadencji, kiedy to PE szefował Jerzy Buzek. Była umowa, że na drugą połowę będziemy mieć przewodniczącego socjalistę, umów należy dotrzymywać – tłumaczy.
Socjolog ma mieszane uczucia wobec tej kandydatury i wyraża nadzieję, że Schulz się zmieni. – Funkcja często wymusza zmianę stylu bycia – mówi Kolarska-Bobińska.
Jednak Schulz już zapowiedział, że „nie będzie łatwym przewodniczącym”. I tak jedyne wybierane przez obywateli ciało unijne może stać się forum dla gorących debat polityczno-światopoglądowych. Czy wyniknie z tego coś dobrego? Analiza dotychczasowej działalności niemieckiego polityka nie daje zbyt wiele nadziei.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama