Nowy numer 43/2020 Archiwum

Chiny: Policja strzelała do Tybetańczyków

Świecki Tybetańczyk zmarł postrzelony przez chińskie siły bezpieczeństwa, które strzelały do protestujących w rejonie tybetańskiego klasztoru Drango w chińskiej prowincji Syczuan - poinformowały w poniedziałek tybetańskie organizacje praw człowieka.

Chińskie oddziały strzelały do kilku tysięcy Tybetańczyków, którzy zgromadzili się w powiecie Drango (chiń. Luhuo) w autonomicznej tybetańskiej prefekturze Kandze (chiń. Garze) w Syczuanie. Rannych zostało co najmniej 30 ludzi, w tym ciężko ranni są trzej mnisi - podało Tybetańskie centrum ds. Praw Człowieka i Demokracji (TCHRD) z siedzibą w Dharamśali.

Działająca na Zachodzie organizacja International Campaign for Tibet (Międzynarodowa Kampania na rzecz Tybetu) podała, że zginęło trzech ludzi, a ze względu na obawy przed aresztowaniami ranni nie mogą szukać pomocy w szpitalu.

Według organizacji Wolny Tybet (Free Tibet) z siedzibą w Londynie protestujący maszerowali na biura lokalnych władz, kiedy chińskie siły bezpieczeństwa otworzyły do nich ogień.

Zdaniem tej organizacji protest wciąż trwa: do Drango napływają Tybetańczycy, w tym wielu farmerów i koczowników, z okolicznych powiatów Serthar (chiń. Seda) i Tawu (chiń. Daofu), by dołączyć do demonstracji; wielu Tybetańczyków gromadzi się też na dziedzińcu klasztoru Drango.

Do tego klasztoru zostało, według TCHRD, przeniesione ciało zastrzelonego, zidentyfikowanego jako 49-letni Norpa Yonten.

Protest w Syczuanie wywołały arbitralne aresztowania przez miejscowe biuro bezpieczeństwa publicznego podejrzewanych o rozpowszechnianie w mieście, po fali samopodpaleń w regionie, plakatów i broszur ostrzegających o następnych takich próbach, jeśli chińskie władze we wschodnim Tybecie (Garze tradycyjnie wchodziło w obręb tybetańskiego regionu Kham) nie zaprzestaną represji kulturalnych i religijnych w tybetańskich regionach.

W ulotkach nawoływano też do nieobchodzenia Nowego Roku ze względu na samopodpalenia i sytuację w Tybecie.

Od samobójczej śmierci w wyniku samopodpalenia w marcu 2011 roku pierwszego mnicha z klasztoru Kirti, jednego z najważniejszych dla tybetańskiego buddyzmu, w jego ślady poszło w sumie 14 Tybetańczyków - w większości mnichów i mniszek z Syczuanu; dziewięć osób zmarło. Na początku stycznia zmarł były mnich, który podpalił się w pobliżu klasztoru Kirti. Drugi mnich został ranny w czasie próby samospalenia tego samego dnia.

W osobnym oświadczeniu tybetański parlament na wygnaniu (TPiE) podał w poniedziałek, że policja chińska strzelała do tysięcy pokojowo demonstrujących Tybetańczyków, wołających o wolność dla Tybetu i powrót dalajlamy. "Tybetańczycy uciekają się do tego desperackiego kroku z czystej frustracji z powodu polityki i programów chińskich władz, zmierzających do wykorzenienia tybetańskiej tożsamości" - podał TPiE.

Z kolei Wolny Tybet poinformował, że wielu Tybetańczyków w Garze postanowiło nie świętować Nowego Roku, tego najważniejszego chińskiego święta, które rozpoczęło się w poniedziałek, z uwagi na zaostrzenie środków bezpieczeństwa przez chińskie władze. Uroczystości tybetańskiego Nowego Roku rozpoczną się 22 lutego.

Chiński MSZ nazywa terrorystami ludzi, którzy dokonują samopodpaleń, i obwinia dalajlamę, który je krytykuje, o nawoływanie do separatyzmu.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama