Nowy numer 44/2020 Archiwum

Zmiana warty w Unii

Jerzego Buzka na stanowisku przewodniczącego ma zastąpić Martin Schulz. Posłowie przyjmą też krytyczną rezolucję o pakcie fiskalnym i będą debatować o Węgrzech.

Na sesji w tym tygodniu w Strasburgu minie połowa 5-letniej kadencji PE. Zgodnie z tradycją zmieni się przewodniczący. "To był pasjonujący okres w moim życiu. Starałem się do końca wykorzystać możliwości, jakie daje Parlamentowi Europejskiemu nowy traktat" - mówi Jerzy Buzek. Jako przewodniczący PE angażował się on zwłaszcza w przyjęcie Traktatu z Lizbony, negocjacje PE z innymi instytucjami na temat rozwiązań antykryzysowych, budżetu UE oraz politykę sąsiedzką. Jego gabinet policzył, że Buzek podczas swego przewodnictwa objechał glob prawie pięć razy (180 tys. km), był niemal wszędzie, spośród państw UE nie udało mu się odwiedzić tylko Słowenii.

Podczas najbliższego głosowania europosłowie mają potwierdzić, że następcą Buzka będzie Niemiec z SPD Martin Schulz, dotychczasowy lider frakcji socjaldemokratów (S&D) w PE. Jest znany z dość wybuchowego charakteru i ciętego języka, zwłaszcza w krytyce prawicowych polityków. Jego prezydentura, jak sam przyznał, będzie miała inny styl, zapewne mniej koncyliacyjny.

Schulz może być pewny, że zostanie wybrany. Dwie największe frakcje uzgodniły ponad dwa i pół roku temu porozumienie techniczne: w pierwszej połowie pięcioletniej kadencji PE kierować miał chadek z Europejskiej Partii Ludowej (EPL), a w drugiej socjaldemokrata. Schulz przypomniał, że w myśl tego porozumienia socjaldemokraci jednomyślnie poparli Buzka i nie wystawili swojego kandydata. Podobnie teraz EPL nie wystawia swego kandydata.

"To będzie koronacja, a nie wybór" - zauważył rzecznik prawicowej frakcji Konserwatystów i Reformatorów (EKR) w PE, gdzie zasiadają m.in. posłowie PiS i PJN. Tym razem nie odbędzie się nawet debata przedstawiająca programy kandydatów - poza Schulzem zgłosili się brytyjski konserwatysta Nirj Deva (z EKR) i brytyjska liberałka Diana Wallis (z frakcji liberałów i demokratów ALDE).

Taki podział kadencji PE na połowy jest nieformalny i nie wynika z traktatu. W PE w przeciwieństwie do parlamentów narodowych nie ma większości rządzącej - Komisja Europejska, którą w uproszczeniu czasem porównuje się do rządu Unii, składa się bowiem z komisarzy z różnych rodzin politycznych, wskazywanych przez rządy akurat rządzące w danym kraju. By ułatwić zarządzanie PE i wybór władz, partie polityczne tuż po wyborach uzgadniają więc między sobą, kto i w której części kadencji stanie na czele PE. Ponieważ poprzednim szefem PE był Niemiec Hans-Gert Poettering (z EPL), socjaldemokraci zgodzili się, by po Niemcu nie powierzać tej funkcji od razu kolejnemu Niemcowi (Schulzowi), tylko najpierw Polakowi.

W połowie kadencji PE zmieni swe władze nie tylko na szczeblu przewodniczącego, ale też wiceprzewodniczących i kwestorów, szefów niektórych komisji parlamentarnych. Te stanowiska wybiera się zgodnie z metodą stosowaną w systemach wyborczych opartych na proporcjonalnej reprezentacji z listami partyjnymi (tzw. zasada d'Hondta). Pierwszeństwo wyboru mają największe grupy polityczne, a w nich najliczniejsze delegacje narodowe.

Dlatego zasiadająca w EPL PO może liczyć na więcej niż inne polskie delegacje. Jacek Protasiewicz (PO) ma być jednym z 14 wiceprzewodniczącym PE, Danuta Huebner decyzją partii pozostanie na stanowisku szefowej komisji regionalnej. Marek Siwiec (SLD) też ma być wiceprzewodniczącym PE z ramienia S&D, ale Lidia Geringer de Oedenberg z tej samej frakcji będzie musiała pożegnać się z funkcją kwestora. Wbrew staraniom PiS nie udało się zdobyć dla Ryszarda Legutki nominacji na wiceprzewodniczącego z ramienia EKR. Pozycja Polaków w tej frakcji, do niedawna bardzo silna, osłabiła się wraz z podziałami w polskiej delegacji i odchodzeniem z PiS kolejnych europosłów.

Na rozpoczynającej się w poniedziałek sesji PE przyjmie też rezolucję krytykującą obecną propozycję paktu fiskalnego w wersji porozumienia z 10 stycznia i potępiającą tryb prac nad nim. Eurodeputowani, którzy zostali zaproszeni do prac grupy roboczej ekspertów z państw członkowskich, byli oburzeni, że to krok wstecz, gdyż dokument zdecydowanie nie uwzględnił ich poprawek; ogranicza i osłabia rolę instytucji europejskich, szczególnie KE i PE.

Na ostatnim posiedzeniu grupy roboczej w czwartek 12 stycznia obserwatorzy z PE usłyszeli obietnicę, że część ich postulatów zostanie jednak uwzględniona, więc najpewniej w środowej rezolucji PE powstrzyma się od daleko idących gróźb, np. wezwania parlamentów narodowych, by nie ratyfikowały paktu.

Także w środę odbędzie się debata na temat Węgier, a dokładnie zmian w węgierskiej konstytucji i niektórych nowych ustaw - w tym podważającej niezależność banku centralnego - które wzbudziły krytykę wewnętrznej opozycji oraz polityków i mediów w niektórych krajach UE. Debatę ukierunkuje planowana na dzień wcześniej analiza prawna KE ws. zgodności kontrowersyjnych ustaw na Węgrzech z prawem UE. Komisja zapowiedziała, że może otworzyć wobec Węgier procedury karne o naruszenie unijnego prawa na podstawie art. 258 traktatu.

W środę w Strasburgu odbędzie się też prezentacja priorytetów duńskiej prezydencji przez szefową wybranego we wrześniu rządu, socjaldemokratkę Helle Thorning-Schmidt.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama