Nowy numer 44/2020 Archiwum

Mam to po ojcu

O poszukiwaniu prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej z mec. Małgorzatą Wassermann, córką śp. Zbigniewa Wassermanna, rozmawia Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska: Gdybym miała z Panią rozmawiać jako z prawnikiem, zaczęłabym od poważnego pytania w stylu: dlaczego ekshumacja, co dalej ze śledztwem... Gdybym miała rozmawiać z córką w żałobie, zapytałabym: jest Pani zmęczona?

Małgorzata Wassermann: – Chyba wolę to drugie pytanie. Bo faktycznie, ostatnie prawie dwa lata to niewyobrażalne zmęczenie. Szczególnie jeżdżenie z Krakowa do Warszawy, do prokuratury, głównie nocą, żeby nie tracić dnia – było wyczerpujące. I czasem, gdy czułam, że nie dam rady dłużej, myślałam, że nikt mnie właśnie o to zmęczenie nawet nie zapyta... Z drugiej strony jednak, jakie to ma naprawdę znaczenie? Nikt inny za mnie tego nie zrobi. To moje zadanie i rozczulanie się nad sobą nie ma sensu.

Jest Pani w swoim działaniu samotna?

– Ależ nie! Otrzymałam i otrzymuję ogrom wsparcia od rodziny, przyjaciół, współpracowników, a nawet obcych osób. Gdyby nie ich pomoc, zrozumienie – byłoby mi naprawdę trudno. Wróciłam do pracy bardzo szybko, bo musiałam, a jednocześnie przez pierwszych sześć miesięcy od katastrofy zrobiłam 30 tys. km autem. Pewnie gdyby nie życzliwość ludzka, byłoby ze mną krucho

To życzliwość realna. Świat wirtualny (poczytałam komentarze na Pani temat) jest bardziej okrutny...

– Być może. Staram się nie wnikać, dlaczego ludzie, zasiadając przed klawiaturą, tracą kulturę, zdrowy rozsądek czy resztki godności – i obrażają w niewybredny sposób. I komu się chce takie rzeczy robić? Ludziom chorym z nienawiści lub... specjalnie zatrudnionym przez partie polityczne: za pieniądze, na zamówienie, wypluwają z siebie nienawiść. To praktyka coraz częściej stosowana... Jednak i znajomi wirtualni bardzo mnie wspierają. Dostaję ogromne ilości przyjaznych mejli od ludzi z Polski i z zagranicy. Tych jest nieporównywalnie więcej niż agresywnych w stylu „do cholery, po co to robisz?!”

Ale przyjaźnie można chyba zapytać: po co Pani to robi? Nie lepiej dla Pani i jej rodziny byłoby w ciszy, rodzinnie, przeżyć żałobę?

– Można zapytać. Lecz po pierwsze: jedno drugiego nie wyklucza. Tak bardzo kocham ojca, że nie będę mówić publicznie o prywatnej żałobie i związanych z nią uczuciach. Sferę prywatnej żałoby skrywam, co nie oznacza, że jej nie ma. I po drugie: można oczywiście zastanawiać się, po co mi to. Ale to trochę pytanie w stylu: czy warto było kiedyś walczyć, iść do powstania, przeciwstawiać się systemowi? itd. Albo się płynie z prądem – bo tak wygodniej, bo łatwiej, bo mniej boli. Albo mówi się „nie”, idzie pod prąd, działa...

Ale wtedy boli bardziej...

– To prawda, boli... Wchodzenie pod górę jest wysiłkiem i boli. Tyle że jestem jak mój ojciec: nie potrafię nie działać, gdy tego wymaga dobro człowieka, dobro społeczne. Ojciec, mało kto o tym wie, prowadził za głębokiej komuny sprawy Pyjasa, Wosika. Był wtedy sam, działał w ich obronie, doskonale wiedząc, co mu może grozić. Potem, pracując w prokuraturze, również szedł pod prąd i wcale nie miał w swoim środowisku łatwo. W końcu spotkał na swojej drodze Lecha Kaczyńskiego. Ten nigdy się na ojcu nie zawiódł. Ale prawda jest taka, że wybór opcji politycznej również nie przysporzył mu zwolenników. Gdyby wybrał inaczej, byłby zapewne bardziej lubiany, miałby większy spokój, większą wygodę. Wielokrotnie słyszał: „Fajny jesteś facet! Superprofesjonalny jako prokurator! Ale z kim się zadajesz?!”. A ojciec robił to, co uważał za dobre i słuszne. Był też świetnym szefem: zarówno w pracy, jak i w domu. Jako zachęta do wysiłku wystarczyło spojrzenie, a ludzie wokół po prostu robili wszystko najlepiej jak potrafili...

A może Pani i teraz czuje to spojrzenie...

– Nie. Bo z drugiej strony ojciec nigdy nas do niczego nie zmuszał. Raczej uczył podejmowania wyzwań i cieszył się, gdy udało nam się coś osiągnąć.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama