Nowy numer 43/2020 Archiwum

Po co kolędowe kartoteki?

Badania socjologiczne pokazują, że większość Polaków ceni sobie wizytę duszpasterską, zwaną tradycyjnie kolędą

Emerytowany metropolita górnośląski abp Damian Zimoń przypomina, że odwiedzanie parafian po domach jest bardzo starą i specyficznie polską tradycją, a podobna praktyka spotykana jest chyba jedynie w Bawarii. Natomiast księża włoscy odwiedzają wiernych w okresie wielkanocnym.

Ale ma ona także umocowanie w Kodeksie Prawa Kanonicznego, którego kanon 529 § 1. głosi, że: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również – jeśli w czymś nie domagają – roztropnie ich korygując”. Dlatego w czasie odwiedzin, poza wspólną modlitwą i błogosławieństwem, ksiądz powinien poznać domowników – ich sytuację rodzinną, materialną, zawodową, duchową. – Ile człowiek może dowiedzieć się o biedzie i trudnych sytuacjach życiowych – mówi abp Zimoń, który chodził po kolędzie także gdy rządził diecezją. – Nie ma lepszego sposobu na poznanie człowieka niż odwiedzenie go w domu – dodaje. Przypomina, że na Śląsku na odwiedziny duszpasterza się czeka, księży się zaprasza, wierni uważają, że to swoista rewizyta – cały rok oni chodzą do kościoła, raz w roku to ksiądz odwiedza ich w domu.

Ceniony zwyczaj jest także krytykowany – wierni skarżą się na zbyt krótki czas spotkania, formalizm, sprowadzenie wszystkiego do „koperty”, czyli dobrowolnej ofiary oraz – prowadzenie kartotek, czyli adnotacji, dotyczących parafian, uzupełnianych zazwyczaj w ich obecności. Szczególnie zwyczaj prowadzenia kartotek wzbudza emocje. Część wiernych chce wiedzieć, w jaki sposób gromadzone są informacje na ich temat, jak są przechowywane, co zawierają karty. Abp Zimoń wspomina, że gdy przyszedł do swojej pierwszej parafii po święceniach w 1957 r., zwyczaj prowadzenia kartotek już był praktykowany. To oczywiste – gdy parafie się rozrastały, duszpasterz nie był w stanie znać każdego z imienia i nazwiska. Kartoteka parafialna jest więc pomocą duszpasterską, pomagającą w wykonaniu misji Kościoła.

Karty informacyjne, zwane też potocznie kartotekami, prowadzone są więc od dawna. Księża jednogłośnie twierdzą, że jest to dla nich ważna pomoc duszpasterska. – To jeden ze sposobów realizacji polecenia żeby pasterz znał swoje owce – wyjaśnia ks. prałat Jan Sikorski, wieloletni proboszcz parafii św. Józefa na warszawskim Kole. – Jak to konkretnie robi, zależy od jego duszpasterskiej kuchni – dodaje.
Jako argument na rzecz tej praktyki, księża podają liczby – nie sposób spamiętać 15, 8 czy 4 tys. nazwisk i sytuacji życiowych, trzeba jakoś notować. – Nie jestem w stanie zapamiętać 15 tys. osób – wyjaśnia ks. prałat Robert Nęcek, rzecznik archidiecezji krakowskiej.

« 1 2 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze