Nowy numer 42/2020 Archiwum

Biedny pożycza

Premier obiecuje gigantyczną pożyczkę Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Minister finansów potwierdza i dodaje: „stać nas”. Prezes NBP, do którego należą te pieniądze, milczy, a niezależny ekonomista mówi, że ta sytuacja to naciąganie prawa.

Niezależność NBP jest gwarantowana w konstytucji. Jest jedną z podstaw ładu demokratycznego. Bez niezależnego banku centralnego nie ma mowy, by wstąpić do UE czy do strefy euro. I bardzo dobrze. Bank centralny nie może być bankiem konkretnego rządu, bo wtedy jest spora szansa, że zamiast dbać o nasze pieniądze, służyłby politykom do wygrywania wyborów. Czy przypadkiem właśnie nie mamy do czynienia z ograniczeniem niezależności NBP?

Przedsiębiorcy stracą

W połowie grudnia, na kolejnym europejskim szczycie ostatniej szansy (następny zwołano na początek stycznia), premier Donald Tusk zadeklarował, że Polska pożyczy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu pieniądze na ratowanie gospodarki strefy euro. Co prawda nas w strefie euro nie ma, ale premier przekonywał, że warto w pomoc się zaangażować, bo gdy Euroland jest w kłopotach, to i narodowa gospodarka dostaje zadyszki. To wśród państw unijnych znajdujących się poza strefą euro odosobniona opinia, bo za wyjątkiem Polski i Czech wszystkie kraje Unii posługujące się narodowymi walutami odmówiły wsparcia MFW. O jakiejkolwiek pożyczce nie chce też słyszeć Wielka Brytania.

Po powrocie z brukselskiego szczytu w ustach najwyższych polskich urzędników pojawiły się konkretne kwoty. Minister finansów Jacek Rostowski powiedział, że Polska pożyczy 6 mld euro, czyli około 26 mld zł. Kwota gigantyczna, bo dziura w polskim budżecie w 2011 r. wyniósł około 40 mld zł. Jakim prawem premier Tusk dysponuje pieniędzmi, które nie są pieniędzmi budżetowymi? Czy nie łamie zasad niezależności banku centralnego? A jeżeli można pieniądze pożyczać innym, dlaczego nie wykorzystać ich np. na obniżenie podatków dla przedsiębiorców polskich? Przecież to oni w dużej mierze ciągną nasz wzrost gospodarczy. Tymczasem obciążenia przedsiębiorców w Polsce rosną. Sejm właśnie przyjął ustawę o podwyżce składki rentowej od lutego 2012 r. o 2 pkt. procentowe po stronie pracodawcy. W tym kontekście słowa ministra Rostowskiego, że „stać nas” na pożyczanie europejskim bankrutom zakrawają na żart.

Kto łamie, kto naciąga?

Były wiceprezes NBP, prof. Krzysztof Rybiński, jest zdania, że pożyczanie pieniędzy MFW jest naciąganiem, o ile nie złamaniem prawa. – Trzeba sobie zdawać sprawę, że pożyczanie pieniędzy MFW oznacza w praktyce pożyczanie pieniędzy np. rządowi bankrutujących Włoch, po to, by on mógł wydać je na swoich urzędników – mówi GN. Skoro mamy jakieś pieniądze w rezerwie, dlaczego nie obniżymy podatków naszym przedsiębiorcom? – Dlatego, że rezerwy dewizowe, a to z nich pochodzi pożyczka, mają służyć zapewnieniu bezpieczeństwa finansowego państwa, a nie wydawaniu na bieżące cele. Jeżeli wykorzystuje się je niezgodnie z tym celem, nazwałbym to o ile nie złamaniem prawa, to na pewno jego naciąganiem – mówi prof. Rybiński. No tak, ale państwo byłoby bezpieczniejsze, gdyby jego finanse były bardziej zrównoważone. To może jednak warto wykorzystać przynajmniej część tych rezerw na zasypanie dziury budżetowej? – Niektóre państwa tak robią. Np. Kanada, Nowa Zelandia czy Wielka Brytania. Ale te kraje mają znacznie większe rezerwy walutowe. Do tego, by część rezerw wydać na cele bieżące, potrzebna jest dyskusja ekspertów, a u nas jej nie ma. Poza tym my teraz mówimy o przetrwaniu kryzysu, a taka operacja wymagałaby sporych zmian legislacyjnych w polskim prawie. Jak przetrwamy kryzys, możemy o tym porozmawiać – mówi prof. Rybiński

Polskie rezerwy dewizowe nie należą do dużych. Mamy około 90 mld dolarów ulokowanych w obligacjach i różnego rodzaju instrumentach inwestycyjnych. Większość ekspertów twierdzi, że polskie rezerwy powinny być inwestowane w obligacje rządów USA, Niemiec czy Szwajcarii. Przy tego rodzaju inwestycji zawsze można po te pieniądze sięgnąć.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także