Nowy numer 42/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Kwiecień 2019
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11

Niedziela 28 kwietnia 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 17/2019

Pokój z ran

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».

Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».

I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.


1. Kilkakrotnie. Uczniowie musieli mieć serca i umysły przepełnione trwogą. Musieli wciąż być w szoku po ukrzyżowaniu ich Mistrza. Zdawało się, że zło triumfuje, a dobro przegrało. Ileż w nas podobnego niepokoju! Widok płonącej katedry w Paryżu. Czyż to nie napełnia trwogą? Zmartwychwstały Pan mówi i do nas: „Pokój wam”. To nie jest grzecznościowe pozdrowienie, ale przekazanie daru pokoju. Słowo Boga sprawia to, co oznacza. Boży pokój jest czymś więcej niż psychologicznym uspokojeniem. To nie jest też pokój, o którym w kółko gadają politycy czy naiwni pacyfiści. Pokój Boży jest synonimem nadziei. Pokój przyniesiony przez Zmartwychwstałego to dar zrodzony w ogniu krzyża i zmartwychwstania. Bóg wyprowadza życie z grobu. Dobro rodzi się mocą Bożą tam, gdzie zło zatknęło sztandar zwycięstwa. Jezus wnosi pokój tam, gdzie panuje niepokój. Mówi: „Jest ciąg dalszy, jest nadzieja, ostatnie słowo nie należy do zła”. Bóg ze zła potrafi wyprowadzić dobro.

3. Jakie dobro może wyprowadzić ze spalonej paryskiej katedry? A może Francja i Europa zaczną się budzić? Może zechcą skupić się nie tylko na odbudowie spalonej katedry, ale zaczną na serio traktować własne duchowe dziedzictwo? Może państwo francuskie, które jest właścicielem wszystkich kościołów sprzed 1905 roku, przestanie wyburzać kościoły? (Rocznie likwiduje się ich około dwudziestu, a setki giną powoli, nierestaurowane od lat). Może Europejczycy uznają ponownie prawdę, że Europa jest zbudowana na chrześcijaństwie, a jej historia nie zaczyna się od rewolucji? Może elity, szkoły, uniwersytety, media skończą opowiadać bzdury o ciemnym średniowieczu, a zaczną mówić prawdę o epoce katedr, epoce rozkwitu ludzkiego rozumu natchnionego wiarą? Trzeźwy pesymizm podpowiada, że to mrzonki. Ale Jezus zmartwychwstały jest Panem rzeczy niemożliwych.

4. Wróćmy do Wieczernika. Co jeszcze mówi Pan? „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Czyli misja. Uczniowie stają się misjonarzami. Pierwszym misyjnym zadaniem jest odpuszczanie grzechów. Nie mocą ludzi, ale mocą Ducha Świętego. „Weźmijcie Ducha Świętego” – mówi Pan. Czyli przekazuje im nie tylko zadanie, ale i środki (nie materialne, ale duchowe) na jego wypełnienie. Owocem Paschy Chrystusa jest uwolnienie nas z grzechów. Warto połączyć słowo „pokój” z ich przebaczeniem. Pokój w sercach rodzi się tam, gdzie człowiek doświadcza Bożego przebaczenia. Nasz problem polega dziś na tym, że albo nie widzimy swojego grzechu, albo „rozgrzeszenia” udzielają nam media, psychologowie lub my sami. W tej samej Ewangelii Jezus zapowiada, że „Duch Święty przekona świat o grzechu” (16,7). Święty Jan Paweł II wyjaśnia, że obdarowanie Duchem Świętym jest dwoiste, bo oznacza: „obdarowanie prawdą sumienia i obdarowanie pewnością odkupienia”. Głoszeniu miłosierdzia Boga musi towarzyszyć pokazywanie ran, czyli wskazywanie na prawdę o grzechu. Tam, gdzie pomniejsza się grzech, tam pomniejsza się także prawdę o Bożym miłosierdziu. Pokój jest z ran Chrystusa.

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 17/2019

Ręce i cień

Nic nie było w stanie ich stamtąd przepędzić. Tak wielkiego doznawali lęku przed ludźmi i przed przyszłością. Jeśli zmasakrowano na krzyżu Mistrza, wnet przyjdzie kolej na Jego wyznawców. Duch Święty pomógł im wyjść z Wieczernika i znaleźć nowy adres: krużganki Salomona. Była to odsłonięta część zewnętrzna świątyni jerozolimskiej, pomiędzy Świętym Świętych a dziedzińcem pogan, z widokiem na dolinę potoku Cedron. Tam rozpoczął swe niemowlęce życie Kościół Zmartwychwstałego. Wnet wszyscy mogli zauważyć jego przejawy. Rosła liczba mężczyzn i kobiet przyjmujących wiarę w Pana. Inni otaczali uczniów Jezusa szacunkiem, bo dla wszystkich stawało się coraz bardziej oczywiste, że Kościół nie jest przechowalnią pamięci po wielkim Nauczycielu z Galilei, ani też nowym ośrodkiem propagandy religijnej o zawrotnej terapeutycznej skuteczności. Ludzie nie tylko myślą, ale i zmysłami odczuwali, że los Boskiego Skazańca umęczonego na krzyżu nie skończył się pod ciężarem płyty grobowej. On nie tylko powrócił z cmentarza, jak utrzymywali Jego zwolennicy, ale żyje pośród nich, wnikając w ich ciała i dusze, i mnożąc namacalne znaki swej obecności. Dzieje Apostolskie zwracają uwagę zwłaszcza na ręce uczniów Jezusa i cień rzucany przez ich sylwetki. „Wiele znaków i cudów działo się wśród ludu przez ręce apostołów”, ponadto „wynoszono chorych na ulice i kładziono na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich”.

W języku semickim ręka i moc mają to samo znaczenie. W Biblii ręka Boga była symbolem Jego działania i dawania: „gdy ręce swe otwierasz, sycą się Twymi dobrami” (Ps 104,28); „wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie” (2 Sm 24,14). Ręka Boża spadała na wrogów Izraela, karmiła też proroków, podając im zwój świętej Księgi do spożycia (Ez 2,9). Także Jezus zapewniał uczniów, że „nikt nie wyrwie ich z Jego ręki” (J 10,28). Dlatego sam z ufnością powierzył się z krzyża w ręce kochającego Ojca (por. Łk 23,46).

Również cień jest symbolem bliskości i otuchy, jaką daje bliska osoba. Jest osłoną przed upałem i schronieniem od koszmaru. W cieniu Wszechmocnego zło nie wyrządzi żadnej krzywdy (Ps 91,1), toteż człowiek pragnie się schować pod Jego skrzydła (Ps 57,2). To niezwykłe, jak postrzegano Kościół Jezusowy od zarania Jego istnienia. Ludzie widzieli w nim działającego Boga: w apostołach – Jego ręce, w Piotrze – Jego przechodzący i uzdrawiający cień. Po to, być może, Kościół potrzebuje dziś łaźni pokory i oczyszczenia, by znów Pan Bóg w nim i przez niego mógł dotykać ludzi i zapewniać im schronienie. •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 17/2019

Pięć tygodni z Apokalipsą

Jedno z najbardziej rozpowszechnionych, ale niestety błędnych przekonań o tej księdze mówi, że jest to pismo wieszczące nieszczęścia, klęskę i totalny upadek. Nawet przymiotnik „apokaliptyczny” czy rzeczownik „apokalipsa” w potocznym znaczeniu oznacza coś budzącego strach.

A w istocie apokalipsa (to znaczy objawienie) jest gatunkiem literackim, ale także pewną forma filozofii, która zrodziła się w świecie żydowskim w II w. przed Chr. i trwała przez około 400 lat; jest to pisanie i myślenie „ku pokrzepieniu serc”. Apokalipsy, bo poza Biblią znamy ich sporą liczbę, powstawały w okresie zagrożeń i prześladowań, zarówno Żydów, jak i chrześcijan. Mamy więc np. żydowską Apokalipsę Eliasza czy Apokalipsę Abrahama, i mamy chrześcijańskie apokalipsy Piotra czy Jakuba. Pisma te, choć opisują nieszczęścia i klęski, kończą się happy endem, bo ich fundamentalnym przekonaniem jest to, że nie siły zła władają dziejami, ale Pan Bóg, który jest Panem historii i ostatnie słowo – słowo zwycięskie – należy do Niego.

Kończąca kanon Nowego Testamentu Księga Apokalipsy pochodzi z końca I w., a inspiracją do jej powstania stało się prześladowanie chrześcijan, jakie rozpętał cesarz Domicjan. Owe siedem Kościołów, do których autor ma posłać swą księgę, to wspólnoty, które doświadczyły tego prześladowania. Tradycja kościelna powszechnie przyjmuje, że autorem księgi jest św. Jan Apostoł, choć nie brak stanowisk podważających takie przekonanie. Charakter pisma, wewnętrzna analiza treści, tematów teologicznych pokazują jednak bliską łączność z Ewangelią św. Jana. Nawet jeśli ostatecznym redaktorem Apokalipsy nie byłby św. Jan Apostoł, to bez wątpienia jest nim jego uczeń, który opisał wizje wielkiego apostoła.

Apokalipsa jako gatunek literacki wymaga wielkiej cierpliwości przy lekturze. Co rusz każe się zatrzymać, by szukać odpowiedzi na pytania o symbole, znaki, aluzje i nawiązania w odniesieniu na przykład do obficie cytowanego Starego Testamentu. W księdze, która liczy 22 rozdziały, 500 razy trzeba się zatrzymać, zajrzeć w pisma, które powstały przed Chrystusem, i tam szukać pełni treści. A do tego np. symbolika kolorów, świata zwierząt i stworzeń fantastycznych, świata związanego z działalnością człowieka, i wreszcie symbolika liczb, przez niektórych traktowana nawet jako mistyka. To wszystko pozwala zakładać, że księgę czytano we wspólnocie, „kropla po kropli” odczytując znaczenia i szukając nadziei. •

Czytania »

Nadia Bieniek

|

GN 17/2019

Świeckim okiem

Witali wskrzeszonego Łazarza, widzieli córkę Jaira, rozmawiali z młodzieńcem z Nain. Trzy lata drogi, nauki, cudów. Czy dla Jezusa było coś niemożliwego? A jednak uciekli spod krzyża, zamknęli się szczelnie, czuli się oszukani, opuszczeni, bezsilni. Czego nie rozumieli? Proroctw? Czy tego, że ich Mistrz jest ponad śmiercią?

Słyszą, a nie wierzą, objaśnia się im, a nie rozumieją. Dopiero spotkanie face to face wydobywa okrzyk: „Pan mój i Bóg mój!”. Nie wierzymy „na słowo”, bo to za trudne, zbyt ryzykowne, można wyjść na głupca. Błogosławieni ci, których przekonały otwarte rany i rozpostarte ramiona Zbawiciela. Może im łatwiej będzie uwierzyć w nielogiczną miłość i skandaliczne miłosierdzie Pana życia i śmierci. Co dnia doświadczamy cudów, „wskrzeszeń” i „objawień”. Trzeba tylko czasem wytężyć wzrok, żeby nie przegapić Jezusa, który wchodzi do wieczernika mojej codzienności.•

Zapisane na później

Pobieranie listy