Nowy numer 49/2019 Archiwum

Cmentarze pełne życia

Kwiaty i znicze to znak modlitwy, nie tylko ozdoba.

Ruch na cmentarzach sięga szczytu. I dobrze. Za miedzą, czyli po czeskiej stronie, jest trochę inaczej. Zresztą – nie wszędzie jednakowo. Bo tu, na naszym pograniczu, to mieszanka narodowości, choć wszyscy po czesku mówią. Powojenne przesiedlenia. Odbija się to także na pamięci o poprzednich pokoleniach. Owszem, cmentarze zadbane. Niejeden to mógłby być wzorcowym przykładem. Ale bywa i tak... jak mi opowiadał znajomy proboszcz, Czech z urodzenia; na cmentarzu w jego parafii bywają pochówki sprawowane przez samą tylko firmę pogrzebową. Umarła babcia? Trzeba pochować, płaci się firmie. Kremacja, urna, pochówek. I tyle. Tylko pracownicy, rodziny nie ma... Z bólem opowiadał o tym ów ksiądz.

Słuchałem zaskoczony. W naszych, polskich realiach wydaje się to nieprawdopodobne. Można do kościoła nie chodzić, ale o kościelny pogrzeb równocześnie zabiegać. Można się żreć za życia, ale nad otwartą mogiłą płakać rzewnymi łzami. Pewnie bywają i łzy udawane, ale najczęściej są prawdziwe. Czasem aż mnie skręca w czasie pogrzebu, by kilka słów prawdy powiedzieć. Nigdy nie powiedziałem. Bo nie wiem, czy to byłaby cała prawda. Wtedy skrzywdziłbym żywych i umarłego. Wolę więc podziękować w jego imieniu i o pamięć modlitewną prosić. O to, by nie zapomnieli w pacierzach i wypominkach, by pamiętali, że kwiaty i znicze to znak modlitwy, nie tylko ozdoba. I że nie od ilości chryzantem i lampionów coś tu zależy, a od intensywności wiary w życie, co jest z Boga i miłości do tych, którzy odeszli.

Wielu nie odwiedzi grobów bliskich. Jedne zostały gdzieś na kresach. Może już nie ma ani grobów, ani cmentarzy. Pewnie tak musi być, by cała ziemia nie stała się cmentarzyskiem. Życie jakby wchłaniało cmentarze. Nie trzeba z tego powodu czuć żalu, a raczej cieszyć się perspektywą życia – i tego minionego, i tego spodziewanego. To znów groby są – ale odległość spora, a sił ubywa. Młodzi żyją swoim życiem, a starszym ciężko w drogę. Ja tego roku też nie byłem na grobach bliskich w Zakopanem. Musi wystarczyć modlitwa i znicz na grobie Babci w Kędzierzynie – to miejsce skupiało rodzinę przez tyle lat. I tyle wspomnień z tym miejscem związanych. Tyle że tę lampkę – jedną czy kilka – zapali pracownik cmentarnej firmy. Na Zaduszki będę z parafianami. Moje cmentarze i moje groby teraz są tutaj. W każdym razie dobrze, że jest ruch na cmentarzach. Bo jestem przekonany, że jest nie tylko obyczajowym zamętem, ale modlitwą, która otula polską ziemię w zaduszkowy czas. Czas pamięci. A cmentarze pełne są życia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji