Księża influencerzy przynoszą więcej problemów niż pożytku. Taką diagnozę w niedawnym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej postawił abp Józef Kupny. W świecie, w którym każdy może mieć swoją „parafię” na Instagramie czy YouTubie, taka opinia brzmi niemal jak prowokacja. A jednak trudno ją zignorować.
13.04.2026 13:42 GOSC.PL
Bo problem nie zaczyna się od internetu. Zaczyna się od napięcia wpisanego w samo kapłaństwo: między byciem znakiem a byciem osobowością. Między wskazywaniem na Boga a skupianiem uwagi na sobie. Media społecznościowe tego napięcia nie łagodzą – one je wyostrzają.
Kapłan w sieci szybko odkrywa, że Ewangelia nie „klika się” sama. Trzeba ją skrócić, dopasować, czasem podkręcić emocjonalnie. A potem – powtarzać to, co działa. Z czasem pojawia się coś więcej niż tylko chęć dotarcia do ludzi: pojawia się potrzeba bycia słuchanym. A jeszcze później – potrzeba bycia bronionym.
I tu zaczyna się zjawisko, o którym mówi się rzadziej niż o samych „księżach influencerach”. Bo influencer religijny (nie tylko ksiądz) nie działa w próżni. Wokół niego zaczyna się tworzyć środowisko – grupa odbiorców, która z czasem przestaje być tylko widownią, a zaczyna być wspólnotą. To samo w sobie nie jest złe. Problem pojawia się wtedy, gdy ta wspólnota zaczyna być bardziej związana z osobą niż z tym, co ta osoba głosi.
W takiej sytuacji przestaje być dla swoich odbiorców przewodnikiem. Zaczyna być punktem odniesienia sam w sobie. A wspólnota – zamiast prowadzić do czegoś większego – zaczyna się zamykać wokół niego.
I wtedy dzieje się coś bardzo niebezpiecznego: znika przestrzeń korekty. Bo jeśli lider nie może się mylić, to każda wątpliwość musi być stłumiona. A jeśli wspólnota istnieje przede wszystkim po to, żeby bronić swojego autorytetu, to przestaje być wspólnotą wiary – staje się grupą lojalności.
W tym sensie uwaga abp. Kupnego trafia głębiej, niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi tylko o samą obecność księży w internecie. Chodzi o logikę, która łatwo się z tą obecnością wiąże. Logikę budowania „swojego środowiska”, „swoich ludzi”, „swojej narracji”.
A przecież kapłaństwo nie skupia się na sobie, tylko prowadzi dalej. Dlatego zamiast pytać o sens obecności księży w sieci, lepiej zwrócić uwagę na jakość tej obecności. Czerwone światło powinno się zapalić wtedy, gdy ktoś miał prowadzić do Boga, a stał się centrum.
Karol Białkowski
Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.