Trump do Irańczyków: "48 godzin zanim zapanuje piekło". Ale Iran zaskoczył Amerykanów swoją odpornością

Iran potrzebuje tylko kilku godzin na przywracanie sprawności systemu bunkrów i wyrzutni rakietowych po amerykańskich atakach - donosi wywiad USA. Waszyngton i Jerozolima nie doceniły przygotowania Teheranu do wojny.

To już kolejna groźba prezydenta Donalda Trumpa kierowana w stronę Irańczyków: "Pamiętacie, jak dałem Iranowi 10 dni na zawarcie porozumienia albo otwarcie cieśniny Ormuz? Czas ucieka - 48 godzin zanim zapanuje piekło" - napisał amerykański prezydent w swoich mediach społecznościowych w sobotę. 

Cieśnina będąca bramą z Zatoki Perskiej na Ocean Indyjski jest faktycznie zamknięta dla żeglugi, co już teraz wywołuje poważny kryzys energetyczny o zasięgu globalnym. O ile jednak ceny ropy, gazu i wielu innych surowców eksportowanych z Zatoki już teraz są bardzo wysokie, o tyle z każdym dniem przedłużającej się blokady pojawia się coraz większe widmo globalnej recesji gospodarczej na wielu poziomach.

Ultimatum pierwotnie miało wygasnąć 26 marca, termin został jednak przedłużony do 6 kwietnia, do godziny 20 czasu waszyngtońskiego. Teheran jednak jak dotąd konsekwentnie odrzuca amerykańskie warunki. Dla Amerykanów zresztą ta wojna od samego początku nie układa się po ich myśli. Dokonany wspólnie (a właściwie za sprawą) Izraela atak to miała być bułka z masłem. Chirurgiczna operacja, spektakularna niczym uprowadzenie Nicolasa Maduro z Wenezueli. Tego scenariusza jednak nie tylko nie udało się zrealizować. Jest niemal dokładnie odwrotnie, Iran pomimo ciężkich nalotów i śmierci swojego przywódcy Aliego Chameneiego pokazuje się w tej wojnie jako państwo o niezwykłej odporności i ogromnej determinacji, zadając zresztą siła amerykańskim i izraelskim symboliczne straty (jak choćby zestrzelenia samolotów bojowych). Co gorsza, Teheran postanowił wziąć za zakładników swoich sąsiadów z Zatoki Perskiej, ostrzeliwując dronami Shaheed nie tylko miasta izraelskie, ale też miasta i instalacje przemysłowe w krajach takich jak Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn, Katar czy Arabia Saudyjska.

Warto jednak dodać, że zdaniem szefa irańskiej dyplomacji Teheran nie odrzuca rozmów pokojowych jako takich, nie zgadza się jednak na warunki, jakie chcą narzucić Stany Zjednoczone i Izrael. Za taką postawą Iranu przemawia zaskakująco wydajna zdolność regeneracji Teheranu po kolejnych atakach. Z raportu amerykańskiego wywiadu, do którego dotarli dziennikarze "New York Timesa" wynika, że sprawność ostrzelanych systemów bunkrów i wyrzutni rakietowych jest przywracana w zaledwie kilka godzin po bombardowaniach. Nadal nienaruszona ma być ponad połowa irańskich wyrzutni rakiet balistycznych, których przed konfliktem Iran miał mieć około 470 sztuk. Teheran nadal ma mieć zdolności do wysyłania przeciw swoim wrogom nawet do 30 pocisków balistycznych i kilkudziesięciu do nawet stu dronów. 

Z drugiej strony dla Amerykanów i ich sojuszników koszty tej przedłużającej się wojny są ogromne. Choćby na poziomie amunicji. Bliskowschodni sojusznicy Stanów Zjednoczonych wykorzystali już 2400 z 2800 pocisków do Patriotów (przy rocznej produkcji około 700 sztuk). Nic więc dziwnego, że Amerykanie mieli prosić swoich europejskich sojuszników, w tym Polskę o przekazanie swojej amunicji do tych systemów, co uczyniłoby europejskie niebo znacznie słabiej chronionym przed potencjalnym atakiem ze strony Rosji. Sami Amerykanie mieli wystrzelić w marcu co najmniej 850 pocisków manewrujących Tomahawk, co budzi poważny niepokój w Pentagonie, gdyż zapasy tej broni nie są duże, a produkcja roczna nie przekracza 100 egzemplarzy rocznie. Nawet planowany wzrost mocy produkcyjnych nie zmieni faktu, że odbudowa tego arsenału zajmie Stanom Zjednoczonym kilka lat.

Amerykańsko-izraelski atak na Iran zaczyna więc coraz mniej przypominać blitzkrieg, a coraz bardziej trwającą od czterech lat trzydniową specjalną operację wojskową Rosji przeciw Ukrainie. W tym kontekście Amerykanom naprawdę zaczyna się spieszyć, na szali bowiem jest nie tylko ich zszargany już teraz prestiż najpotężniejszego mocarstwa świata, ale również realne zdolności bojowe i bezpieczeństwo, choćby wobec narastających napięć z Chinami. Nic więc dziwnego, że cały świat patrzy w ogromnym napięciu na to, kto lepiej wytrzyma napięcie i kto pierwszy pęknie: irańscy ajatollahowie czy amerykański prezydent. Za 48 godzin zobaczymy na własne oczy, czy - jak mówią liczni krytycy Trumpa, prezydent znowu okaże się tchórzliwym kurczakiem, czy rzeczywiście postanowi rozpętać piekło, jakiego świat od dawna nie widział. Cokolwiek miałoby to oznaczać.

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister Wojciech Teister Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.