Sól jest czymś powszechnie dostępnym, co niewiele kosztuje.
Sól jest czymś powszechnie dostępnym, co niewiele kosztuje. Ale słyszałem o ludziach, którzy podczas wojny z narażeniem życia przemycali sól. Jedzenie bez soli jest niesmaczne, a jej brak w organizmie może doprowadzić do wielu chorób. Bóg zapewne od dawna wiedział, że świat się zsekularyzuje, a wierni będą mniejszością. Wielu ludzi zajmuje się wyłącznie zarabianiem na życie. Jeśli wierzący również będą żyli tak, jakby Bóg nie istniał, świat stanie się jak jedzenie bez smaku. Wierni w tym zeświecczonym świecie przypominają ludziom o sensie życia, są jak sól. Problem zarabiania na chleb wymaga rozwagi, ale nie jest to jedyny wymiar naszego życia.
W dzisiejszych czasach kwestionuje się nie tylko poszczególne doktryny, ale też podstawy moralności. Nie ma żadnych niewzruszonych fundamentów moralnych, a wszystko, co możemy osiągnąć, to tymczasowy kompromis. Od wielu lat rozwija się pokusa, by poprawić sytuację Kościoła przez milczenie na niektóre tematy lub bagatelizowanie najtrudniejszych wyzwań. Tymczasem Kościół nie jest sklepem sprzedającym różne towary, a jeśli niektóre marki nie sprzedają się dobrze, po prostu je wycofujemy. Zasadniczo zajmujemy się czymś nadprzyrodzonym, objawieniem otrzymanym od Syna Bożego. Niektóre z Jego nauk były trudne i prowokacyjne, ale w dłuższej perspektywie przynosiły życie – i dlatego nie mamy prawa ich zmieniać. Ileż razy słyszałem: „Nic nie mów o wartościach bezwzględnych ani o wiecznej prawdzie. Dogmatyzm nie jest dobry. Rozwiązujmy praktyczne problemy w sposób rzeczowy. Biznes to biznes, polityka to polityka. Nie gadajmy zbyt często o sumieniu”. Ludzie śmieją się z biedaków, ale nie z prostytutek. Ci, którzy nie umieją kombinować i wykorzystywać innych, są głupcami. Ale czy w ten sposób ludzie naprawdę rozwiązują swoje trudności? Przeciwnie, człowiek staje się coraz bardziej okrutny i zły.
Jest wielkim nieszczęściem, gdy świadek Boga zwietrzeje albo zdezerteruje od swej powinności. Św. Grzegorz Wielki napisał w swej „Księdze reguły pasterskiej”, że świadek Boga, a zwłaszcza duchowy przywódca, winien wiedzieć, kiedy ma mówić, a kiedy milczeć, i zawsze wypowiadać pożyteczne słowa. Postępując w ten sposób, unika mówienia rzeczy, których nie powinien mówić, i milczenia w sytuacji, kiedy powinien zabrać głos. Podobnie jak nieostrożna mowa może prowadzić do błędu, tak nierozsądne milczenie może utrzymywać w stanie błędu osobę, która powinna zostać pouczona. Istnieją nierozważni kapłani, którzy boją się wypowiedzieć publicznie to, co powinni, ponieważ obawiają się utraty przychylności słuchaczy. Tacy kapłani nie są pasterzami, którzy gorliwie opiekują się swoją owczarnią, ale najemnikami dbającymi o siebie, a nie o owce. Dlatego Pan upomina ich ustami proroka: „Oni wszyscy to nieme psy, niezdolne do szczekania” (Iz 56,10). A potem Pan się skarży: „Nie wstąpiliście na wyłom ani nie zbudowaliście murów wokół domu Izraela, aby się ostał w walce w dzień Pana” (Ez 13,5). „Wstąpienie na wyłom”, aby walczyć z wrogiem, odnosi się do obrony owczarni, odważnego wypowiadania się i przeciwstawiania potędze świata. Jeśli pasterz boi się powiedzieć o czymś ważnym, to czyż jego milczenie nie jest tchórzostwem i ucieczką? Jeśli zaś powstanie i będzie bronił owczarni, zbuduje mur wokół domu Izraela przed atakiem wroga.
Ks. Robert Skrzypczak Ewangelia z komentarzem