Komunistyczne władze wzięły na mieszkańcach Zielonej Góry brutalny odwet. Nawet na tych, którzy 30 maja 1960 r. znaleźli się na placu Powstańców Wielkopolskich przypadkiem.
Należała do nich 24-letnia wtedy Danuta, pracowniczka Polskiej Wełny. Spodziewała się dziecka, za cztery dni miała wziąć ślub. Kiedy wyszła z pracy i zobaczyła, co się wokół dzieje, pokazała język do przejeżdżającej „suki”, czyli milicyjnego samochodu marki Nysa. Milicjanci natychmiast doskoczyli i wyszarpali ją z tłumu. Później dwóch z nich zeznało, że dziewczyna rzucała w nich kamieniami. – Została skazana na 1,5 roku więzienia. W więzieniu straciła dziecko – mówi Dorota Ogłozińska z Zielonej Góry, która dotarła do 82-letniej już, żyjącej ze skromnej emerytury pani Danuty w 2018 r., kiedy pisała artykuł o obronie Domu Katolickiego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








