Z jasnego, wiosennego przedpołudnia wchodzimy prosto w mrok bydlęcego wagonu. Ciemność wzbudza niepokój, niski sufit pogłębia poczucie osaczenia. – Wyobraźcie sobie tutaj 70 osób. W takich warunkach do Auschwitz przywożeni byli więźniowie, w wagonach bydlęcych – zwraca uwagę o. Roman Janusz OFM Conv, przewodnik po ekspozycji. Przed nami rozpościera się monumentalny czarno-biały świat, tylko w kilku miejscach przerwany kolorowym detalem. W tym świecie ludzie nie mają swoich twarzy, mają za to oczy – ogromne, szeroko otwarte, wypatrujące się w zwiedzających w niemej prośbie: nie zapomnij o nas. 260 rysunków Mariana Kołodzieja tworzy niezwykłą przestrzeń, labirynt, przez który nie można przejść obojętnie.
Przeczytajcie narysowane słowa
„Byłem parę razy w Oświęcimiu, chodziłem po Brzezince. Ale nigdy nie zobaczyłem tam tego, co zobaczyłem na tej wystawie. Moja reakcja jest taka: prawdziwy Oświęcim jest tutaj” – pisał ks. prof. Józef Tischner. Tutaj – czyli w Harmężach, niewielkiej miejscowości leżącej nieopodal dawnego Birkenau. To tu, w podziemiach franciszkańskiego kościoła, znalazła swoje miejsce niezwykła wystawa. Choć „wystawa” nie jest najlepszym słowem. Zwraca na to uwagę sam autor, w rękopisie umieszczonym przy wejściu. „To nie wystawa, nie sztuka, nie obrazy, a słowa zamknięte w rysunku. Nie było zresztą moim zamiarem spełnienie obowiązku pamięci i dania świadectwa poprzez sztukę. Sztuka jest bezradna wobec tego, co człowiek zgotował człowiekowi. (…) Więc nie zapraszam na »wernisaż«. To nie uchodzi. Proponuję przejście labiryntem, znaczonym doświadczeniami fabryki śmierci. Proszę, przeczytajcie moje narysowane słowa (…). To list starego człowieka do samego siebie sprzed 55 lat. Również hołd tym wszystkim, którzy spopieleni – odeszli” – pisze Marian Kołodziej. – On z Auschwitz nigdy nie wyszedł – mówi o. Kazimierz Malinowski OFM Conv, kustosz Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, który dobrze znał Mariana Kołodzieja.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








