Budzę się w środku nocy w sypialni dziadków. Patrzę na małe światełka wokół świętej Barbary. W ręce trzyma kielich, widać go wyraźnie, podobnie jak… wieżę na głowie, z cegieł, interpretuję ją jako koronę. Po latach, wracając w to miejsce, będę już wiedział, że prawdziwa wieża znajduje się za świętą otoczoną małymi lampkami emanującymi słabym żółtym światłem. Z całą pewnością musiała być o wiele ważniejsza od Jezusa i Maryi, myślę, bo ich postaci na sąsiadujących z Barbarą obrazach nie są tak kolorowe, a przede wszystkim nie mają naokoło światełek, tylko rękami pokazują ranę na piersi, gdzie widać serce. Współczuję im co prawda, na pewno ta rana musiała boleć, ale to Barbara ma światełka w kształcie lilijek i podpis, że to pamiątka wielu lat przepracowanych w kopalni przez dziadka. Zanim znów zasnę, zdążę jeszcze pomyśleć, że kiedy będę duży, też będę miał pamiątkę wielu lat przepracowanych w kopalni, z takimi światełkami wokół św. Barbary. O Najświętszym Sercu i o Niepokalanym Sercu nie zdążę pomyśleć. I przez wiele najbliższych lat nie będę się zastanawiał nad tym, kto i jak im tę ranę, przez którą widać serce, zrobił.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








