Nowy numer 50/2018 Archiwum

Biegnąc po muzykę

– W Los Angeles mam ogródek. Najbardziej przywiązany w nim jestem do figi. Słodycz pękniętej figi, która nie wytrzymuje dojrzałości, to prawdziwa ekstaza. Ta figa może być natchnieniem. Jak każde silne doznanie, może mieć swoje konsekwencje w twórczości – mówi Jan A.P. Kaczmarek, zdobywca Oscara, jedyny polski muzyk, który zrobił karierę w Hollywood, w rozmowie z Barbarą Gruszką-Zych.

Już w 1992 r. dostał Pan nagrodę za najlepszą muzykę teatralną w Nowym Jorku.

– Ale z teatru nie byłem w stanie utrzymać rodziny. W Ameryce najważniejsze rzeczy dzieją się w filmie. Najpierw robiłem muzykę do małych produkcji, ale to były tylko ćwiczenia warsztatowe. Najważniejsze, żeby na tej loterii fantowej trafić na film, który odniesie sukces. To ostateczne kryterium oceny wartości. Jeżeli film nie zostanie zauważony przez krytykę, festiwale, nie trafia na listę hitów – nie istnieje. Loteria polega na tym, że ocenia się nie to, co naprawdę umiemy, ale z czym się kojarzymy. Wybierają nas, myśląc, że jesteśmy odpowiedzią na ich zapotrzebowanie.

Po Oscarze został Pan zaklasyfikowany jako szlachetny kompozytor muzyki do szlachetnych filmów.

– Dlatego musiałem natychmiast odmówić pisania muzyki do kilku filmów historycznych, a wybrać współczesne, żeby przypomnieć, że jestem kompozytorem o korzeniach awangardowych.

Jakie są gwiazdy, które Pan spotyka?

– Większość z nich to normalni ludzie. Dzisiejszy system produkcji eliminuje arogancję i nikt nie może sobie pozwolić na gwiazdorskie zachowanie, na to, żeby aktor spóźniał się na plan czy metaforycznie mówiąc – „bolała go głowa”. Tu obowiązuje żelazna dyscyplina, wszyscy wiedzą, że pracują w tym samym biznesie. Z drugiej strony ludzie sukcesu chronią prywatność. Odczuwają presję oczekiwań otoczenia, żeby angażowali się w życie innych, wysłuchiwali ich itp. A to jest trudne albo niemożliwe, bo każdy z odnoszących sukces żyje pod ciśnieniem, ciężko pracuje. 12 godzin dziennie to żadna sprawa. Życie towarzyskie rozgrywa się w przerwach między produkcją. Z Richardem Gere’em skomponowaliście wspólnie kawałek do „Niewiernej”. – To jeden z najbardziej uroczych ludzi, jakich spotkałem. Nasz wspólny utwór ilustruje fragment filmu, kiedy on siedzi przy fortepianie z synem na kolanach. Ich filmowa rodzina jest w kryzysie. Richard gra swoją partię, a chłopiec uderza stale w jeden klawisz – co jest metaforą tego kryzysu. Żona w tym czasie przegląda zdjęcia z okresu, gdy byli szczęśliwi. W czasie promocji „Marzyciela” spotykałem Johnny’ego Deppa i Kate Winslet. Oboje bardzo normalni. Johnny to chodząca słodycz, a Kate to silna kobieta, która wie, czego chce.

Z żoną Elżbietą jesteście małżeństwem 34 lata. Prawdziwi długodystansowcy.

– Pomaga nam w tym ciągła praca nad sobą, pielęgnowanie uczuć. Ważne, żeby oboje małżonkowie rozwijali się w tym samym tempie. Jeżeli któreś zostaje mentalnie z tyłu, to kontakt się urywa. Żona jest czytelniczką wszystkiego, co ciekawe, a potem przekazuje mi olbrzymie dawki inspirujących myśli. Już nie muszę czytać wszystkiego, bo dostaję od niej esencję lektury. Stale macie o czym rozmawiać. – To podstawa, póki nasze zainteresowania są wspólne, to małżeństwo się trzyma.

Czym jest dla Pana muzyka?

– Połączeniem z wyższym bytem. Kiedy przychodzi do mnie, czuję, że jestem częścią jakiejś większej całości.

Jest Pan katolikiem?

– Tak, a nawet przyznam, że wychowałem się w ultrakatolickiej rodzinie. Wierzę w Boga, ale nie chcę o Nim mówić. Po pierwsze za mało się znamy, a po drugie to są bardzo intymne tematy. Bardziej intymne niż seks i związki międzyludzkie. Bóg to najgłębsza tajemnica, jaką mamy w sercu. Mówienie o Nim wymaga szczególnych okoliczności.

Jan A.P. Kaczmarek Zdobywca Oscara za muzykę do filmu „Marzyciel”. Jest jednym z piętnastu członków Akademii Filmowej decydujących o przyznaniu Oscarów za muzykę. W Poznaniu organizuje festiwal idei – „Transatlantyk”. Twórca „Rozbitka” – ośrodka warsztatowego dla młodych artystów.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji