Nowy numer 2/2021 Archiwum

Sumienie polityka

O miłości do Kościoła, kobiecej dyplomacji w Watykanie i sumieniu polityka z Hanną Suchocką rozmawia ks. Piotr Studnicki.

Hanna Suchocka - polityk, doktor nauk prawnych i nauczyciel akademicki. W latach 1992–1993 Prezes Rady Ministrów, minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, od 2001 r. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Ks. Piotr Studnicki: Czy zna Pani średniowieczną anegdotę o Żydzie, który przyjechał na dwór papieski i przeszedł na katolicyzm?

Hanna Suchocka: – Nie, nie słyszałam.

Po powrocie do swojego kraju spotkał znajomego, znawcę papiestwa, który się oburzył: Jak to możliwe? Widziałeś te wszystkie skandaliczne zachowania w Kościele i zostałeś katolikiem? Na co Żyd katolik odpowiedział: Właśnie dlatego stałem się katolikiem. Bo jeśli Kościół mimo wszystko istnieje, to musi go ktoś podtrzymywać. Czy nie zgorszyła się Pani instytucją Kościoła, oglądając ją z tak bliska od 10 lat?

– W czasie mojej pracy przy Stolicy Apostolskiej byłam świadkiem przejść na katolicyzm dwóch ambasadorów, więc takie historie to nie tylko średniowieczne anegdoty. A jeśli chodzi o mnie, na Kościół nauczyłam się patrzeć w domu rodzinnym, w którym wiara była czymś bardzo naturalnym. To nie był nakaz, który się spełnia, a potem się o nim zapomina. W moim domu katolicyzmem się żyło.

Silna tradycja rodzinna?

– Tak, moja babka była działaczką Akcji Katolickiej, a moja ciotka (siostra mojego ojca) była przewodniczącą Katolickiego Związku Młodzieży Żeńskiej na całą Polskę. W domu żywe były dyskusje o Kościele, jego historii, papiestwie. W ten sposób uczyłam się Kościoła, który jest osadzony w transcendencji, choć ma ludzkie instytucje. I myślę, że z tego powodu nigdy nie myślałam o Kościele jako wspólnocie samych tylko świętych i aniołów. Pan Jezus wybrał uczniów, z których nie wszyscy są święci. Nigdy nie spoglądałam na Kościół przez pryzmat tylko ludzkiej instytucji. Ale z drugiej strony jestem przekonana, że ta instytucjonalność jest wierze potrzebna.

Jak wiara wpływa na sposób uprawiania przez Panią dyplomacji?

– Łatwiej to robić, niż o tym mówić. Ujmę to tak: pośrednicząc jako ambasador w relacjach watykańsko-polskich, staram się wyważać racje rządu, który reprezentuję, i wartości głoszone przez Stolicę Apostolską, które są też moimi osobistymi. Ale do tej pory nie przeżywałam w związku z tym konfliktów.

Nigdy?

– Może raz, przed wojną w Iraku. Jan Paweł II bardzo zdecydowanie apelował o pokój i zmierzał do tego, by do wojny nie doszło. Polski rząd, podobnie jak rządy innych państw, nie posłuchał papieża. Natomiast w innych sprawach udało się znaleźć konsensus. Na przykład podczas debaty na temat Konstytucji Europejskiej, gdy toczyła się walka o to, by znalazł się w niej zapis o chrześcijańskich korzeniach Starego Kontynentu, polski rząd, jako jeden z niewielu, konsekwentnie o to zabiegał.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama