Marcin Jakimowicz: W Kościele, wiadomo, nie ma superbohaterów. Ale Ty byłeś postrzegany przez wielu jak postać z komiksów Marvela, zawodnik Ironmana. (śmiech) Twórca jednego z największych festiwali dla młodych, jednego z najbardziej dynamicznych domów rekolekcyjnych. Co chwila słyszałem: Maniura to, Maniura tamto…
O. Tomasz Maniura: Wiem, że ludzie tak mnie postrzegali, choć nieustannie powtarzałem jedno: moc w słabości się doskonali. Ludzie widzieli rowerowe wyprawy na Syberię, do Jerozolimy, widzieli Festiwal Życia, ośrodek w Kokotku. Czego nie widzieli? Codziennej, mrówczej pracy, godzin modlitwy. I choć doskonale wiem, że to wszystko jest Bożym działaniem, czasami zdumiony siadam i mówię: „Jak to się wszystko udało?”. Ludzie z zewnątrz patrzą na to, jak na sukces, a ja wiem, że to naprawdę moc, która objawiła się w słabości. Na początku, jeśli chodzi o Kokotek, nie miałem żadnego biznesplanu, nie miałem planów wypraw rowerowych (a jestem postrzegany jako „ksiądz od rowerów”). Gdy przyjmowałem święcenia kapłańskie, do głowy mi nie przyszło, że będę duszpasterzem młodzieży. Żyłem w przekonaniu, że się nie nadaję…
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








