Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Niewolnicy w Europie

„Kobieta nie jest na sprzedaż” – to hasło projektu Stowarzyszenia Po-MOC sióstr Maryi Niepokalanej z Katowic. Ale też sygnał dotyczący poważnego problemu naszych czasów.

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że obok żyją kobiety, które przeszły prawdziwe piekło. Ich tragedia zaczęła się od tego, że chciały zarobić na utrzymanie rodziny. A wyjeżdżając za granicę, do pracy na czarno czy opieki nad starszymi i chorymi, zostały porwane przez machinę seksbiznesu albo wylądowały w obozach pracy. Według statystyk, liczba ofiar rozkłada się po połowie w jednym i drugim „sektorze” handlu ludźmi. Wiele ofiar, które sprzedawano za pieniądze, trafia do s. Anny Bałchan, szefowej Stowarzyszenia Po-MOC i pomysłodawczyni projektu „Kobieta nie jest na sprzedaż”, od lat zajmującej się prostytutkami. Kiedy każe im się przedstawić za pomocą rysunku, malują zwykle same duchy.

Bo ich ciało nosi złą pamięć doznanych upokorzeń. „Stowarzyszenie Po-MOC” postawiło sobie zadanie, że poskłada im duszę i ciało w jedno. – Nie udawajmy, że nas to nie dotyczy – mówi s. Anna Bałchan. – Wielu myśli, że handel ludźmi odbywa się daleko, gdzieś w krajach Trzeciego Świata czy Ameryce. A Polska dla krajów pozaunijnych jest takim lądem obiecanym. Ich mieszkańcy przyjeżdżają tu szukać dorywczej pracy. Żeby tylko cokolwiek zarobić. Takich przykładów nazbierałoby się sporo. Nie tak dawno w mediach było głośno o kobietach z Filipin zatrudnionych w polskiej pieczarkarni za bardzo marne pieniądze. – Czy Białorusinka pracująca u nas bez ubezpieczenia jako opiekunka do dzieci za jedynie 400 zł miesięcznie nie jest wykorzystywana? – pyta siostra. – Pracodawca żeruje na tym, że znalazła się sama z dzieckiem bez środków do życia. To też podpada pod paragraf „niewolnictwo”. Trzeba o tym mówić, żeby nakręcający biznes nie pozostali bezkarni. A poza tym, kiedy kupujemy coś za bardzo niską cenę, warto sobie uświadomić, że najtańszym ogniwem produkcji bywa właśnie niewolnicza siła robocza.

Miesiące w jednym pokoju
Werbownicy nie przychodzą znikąd. Często są znajomymi ofiar jeszcze ze szkoły i dlatego łatwo im pozyskać ich zaufanie. Nie mają skrupułów – dla nich liczy się tylko kasa. Czasem jedynie pośredniczą w dostarczeniu potrzebnej osoby i znikają, innym razem biorą udział w samym procederze. Nieraz poszukujący pracy i wsparcia trafiają na nich przez internet. – Kobiety łatwej się zakochują – opowiada s. Bałchan. – Wystarczą im słodkie słowa na odległość i wchodzą w niebezpieczny związek. A potem wszystko toczy się według podobnego scenariusza. Anna przeżyła kilkanaście miesięcy zamknięta w berlińskim motelu. Przez okno pokoju, w którym ją więziono, widziała tylko kawałek kamienistej drogi i kilka drzew. Jej „opiekunowie” decydowali, jaki miała kolor włosów, kiedy mogła wyjść do łazienki i co jadła. Siedziała w zamknięciu całe godziny, czekając na zbliżające się do drzwi kroki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł
  • Beszad
    01.06.2011 13:03
    Wspaniała inicjatywa, siostro Anno! To jest właśnie ucieleśnienie Kościoła współcierpiącego, dającego świadectwo konkretnymi czynami, które może nie wyjdą na światło fleszów, ale które długo zyć będą w sercach tych, którym pomagacie!
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji