To naprawdę nie zapowiadało się dobrze. Młodziutki diakon z Zuzeli nad Bugiem swą Mszę Świętą prymicyjną miał odprawić 6 lipca 1924 roku. Po raz pierwszy przy ołtarzu miał stanąć w kościele parafialnym we Wrociszewie, wsi nieopodal Warki, gdzie na organach grał jego ojciec, Stanisław. Wydrukował już nawet obrazki z datą i nazwą miejscowości.
21 czerwca rozpoczął swe rekolekcje przed święceniami, ale osłabiony musiał je przerwać. Wezwany lekarz wydał krótką diagnozę: „To tyfus” i jak najszybciej wysłał chuderlawego diakona do szpitala zakaźnego. Tam okazało się, że to kolejny atak postępującej choroby płuc. Alumn zapadł na nią już w czerwcu 1920 roku, gdy raczkująca II Rzeczpospolita z obawą spoglądała na sunące od wschodu sowieckie oddziały. Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i problemów z oddychaniem. Niebawem młodzieńca zmogło ogromne osłabienie.
29 czerwca 1924 roku, gdy koledzy rocznikowi leżeli przed ołtarzem, przyjmując święcenia kapłańskie, Wyszyński leżał samotnie w szpitalnej izolatce. Co czuł, wiedząc, że nie może stanąć ramię w ramię z braćmi, z którymi przez lata formował się w oddalonym o kilkadziesiąt metrów od katedry rdzawoceglanym seminarium? Czy jego głowę rozsadzały wątpliwości? Pękało mu serce?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 19,90 zł








